THE RUNES & MEN FESTIVAL (Drezno 07.12.2012-08.12.2012) – Relacja [PL]

runes_3

autor relacji: Mark Nox
zdjęcia: stark

Przypominając sobie iż nie tylko muzyką klubową człowiek żyje, wybrałem się w ubiegły weekend do Drezna na Runes & Man Festival – wydarzenie to było okazją do dwukrotnego zobaczenia Death In June. Stolica Saksonii powitała mnie siarczystym mrozem, obfitym śniegiem i tradycyjnym (odbywającym się od blisko 578 lat!) jarmarkiem świątecznym. Dla mnie – fana świątecznej, często lekko kiczowatej otoczki – sam jarmark był nie lada gratką.

Postprzemysłowa Reithalle w piątek została wypełniona po brzegi (patrząc moim kibicowsko wprawionym okiem: ok. 450-500 osób), w sobotę frekwencja delikatnie spadła. Moim muzycznym odkryciem tego festiwalu był austriacki Jännerwein, bardzo ciepło przyjęty przez fanów, ciekawe instrumentarium i wszechstronność muzyków pozostawiły dobre wrażenie. Najciekawszym występem tego wieczoru(oprócz oczywistego headliner’a) był koncert Die Weisse Rose – grupa zaprezentowała ciekawe i spójne show, prowadzone mocnym marszowym rytmem. Thomas Bøjden – jedyny stały członek zespołu, erudyta który najprawdopodobniej odkrył gdzieś wysoko w górach niekończące się źródło inspiracji, bo czerpie z niego garściami – po raz kolejny poprowadził świetny, skłaniający do refleksji występ.

runes_1

W sobotę powaliły na kolana występy grupy Arnica (niesamowita energia wprowadzona przez… lirę korbową) Jestem fanem tradycyjnych, archaicznych instrumentów – wybaczcie więc brak obiektywizmu 🙂 i Fire + Ice (zespół widziałem po raz drugi, kolejny raz mnie zauroczył) Przez moment wokaliście akompaniował też Douglas P. Of The Wand And The Moon – niestety, nudno i monotonnie. Pozostaję przy słuchaniu z płyt. Spiritual Front jak zawsze – pełna klasa i gdyby nie 2-3 przesłodzone do granic możliwości utwory, byłoby rewelacyjnie. The Enchanted Wood i Vurgart niestety nie udało mi się zobaczyć, Sonne Hagal nie mogło zaś wystąpić.

runes_2

Czas na Death In June – Oba koncerty poprzedził wokalny występ Douglasa z fortepianowym akompaniamentem Miro Snejdra (to ten chłopak, który dogrywał akustyczne wersje utworów DIJ na płycie “Peaceful Snow”). Douglas i Michael zaprezentowali klasyczny show DIJ, wraz z szamańskimi elementami(takimi jak przepędzanie złych duchów zebranych nad sceną), tak silnie związanymi z występami grupy. Po zaprezentowaniu stałego programu muzyk zainicjował listę życzeń, która zdawała się nie mieć końca – w piątek DIJ grało prawie 2,5 godziny (!), w sobotę troszkę krócej. Douglas podtrzymywał kontakt z publiką z dozą specyficznego dla siebie, oszczędnego poczucia humoru. Usłyszeliśmy chyba wszystkie najciekawsze kompozycje, często z gośćmi specjalnymi (Gary C. z Joy Of Life). Wisienką na torcie było kończące oba koncerty wykonanie utworu… Rose Clouds Of Santa Claus, ukazujące poczucie humoru Douglasa, wykonującego wiadomy utwór zmieniając tekst na świąteczną wersję o św. Mikołaju i elfach; Majstersztyk groteski podtrzymywał dzwoneczkowy akompaniament muzyków Arnica, OTWATM, Die Weisse Rose i Joy Of Life poprzebieranych w zimowe kamuflaże Wehrmachtu i SS…

runes_7

Podsumowując – festiwal uzmysłowił mi, że formuła czysto neofolkowego, dwudniowego wydarzenia wcale nie musi być nudna oraz, że niemieckich fanów niestety ciężko jest rozruszać (Douglas parokrotnie starał się zachęcić ludzi do wspólnego śpiewania). Sala nie była wystarczająco nagrzana, brakowało też worków na odpadki (kufle walały się po ziemi, zwłaszcza ostatniego dnia)… To w zasadzie jedyne minusy tego ambitnego wydarzenia. Nie ukrywajmy – znikomym procentem widzów byli ci przypadkowi. Fani gatunku zdają sobie sprawę jak wielkim wyzwaniem (zwłaszcza w Niemczech) jest zorganizowanie dwudniowego festiwalu z lineup’em wykonawców, których twórczość i towarzysząca jej stylistyka balansuje na ostrzu (długiego?) noża, demotywowanych krecią robotą wykonywaną przez szukających sensacji dziennikarzy o wybujałej wyobraźni. Choć czy można użyć słowa “wyobraźnia” wobec krótkowzrocznych ludzi, niezdolnych do wielopoziomowej interpretacji? Tym większe wyrazy szacunku dla organizatorów.

Pozdrowienia dla wszystkich Przyjaciół!

P.S. Ponad 90 procent gości stanowili Niemcy, z Polski było na pewno 7 osób, nikogo więcej nie udało mi się namierzyć. Wstyd, moi drodzy – Drezno leży zaledwie
3 godziny drogi od Wrocławia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s