Nathan McLaughlin ‎– Nothing To Be Sad About

nathan_mcloughlin

[Reviewed by stark]

ENG: A New York native, Nathan McLaughlin says that there is nothing to be sad about. The musician has a lot of releases on his account, but so far I hadn’t experienced the pleasure of hearing his music.

There is something relevant in this title. The very first “Process” indicates that these words aren’t thrown to the wind. The sound of the violin shines like the sun penetrating green spring foliage, and the whole exudes with a warm and serene atmosphere, despite the quite specifically rough sound in the background. “Concrete & Marigolds” … it looks like that Nathan has the gift of selecting appropriate titles for his compositions, because here you can find both industrial dirt and a little fragile delicacy.

Then once again the title relates in some way to the audio content of the composition, because the “Night Shades I” miniature is like ethereal night dreams, fleeting fragments of sleep, dissolving in the ether ten seconds after waking. The whole album, though very short, is bathed in such a strange and specific mood. Warm and cloudless, but sometimes cut by a strike of lightning. Far from the mundane, the “here and now”, reaching far beyond the REM phase. Quiet as the surface of a lake during a windless night, but sometimes piercing and frantic like a fly trapped under a glass (“Heart Starts”).

“Night Shades II” is probably the most beautiful piece of the disc. And probably the most representative, because all the moods in “Nothing To Be Sad About”, all the colors and emotions, are penetrating each other here. Also in terms of sound this piece focuses Nathan’s musical explorations, at least on this particular material. Subtlety, but also a bit of glitch, peculiar loops, a pinch of abstraction and a static, dreamy aura. I’m not sure, but it seems that the source of most of the sounds is the violin, properly processed of course, often deconstructed to the core. Eilean Records informs us that Joe Houpert, with whom Nathan has worked many times before, plays the violin in the first and the last track, but a lot of string sounds penetrate into the remaining fragments, in a way that they are the only basis for further experimentation.

A little regret that the disc is so short. It is difficult to consider it a full-length album. It’s more of an EP, and I’d have been curious to see how far Nathan McLaughlin would have gone into deconstructing the sound and balancing it with calm and melancholic moods . However it’s a nice release, well worth recommending to lovers of atmospheric, yet exploring music.

PL: Pochodzący z Nowego Jorku Nathan McLaughlin twierdzi, że nie ma się czym smucić. Sporo wydawnictw ma ten muzyk na swoim koncie, ja jednak jak do tej pory nie doświadczyłem przyjemności obcowania z jego twórczością.

Coś jest w tym tytule. Już pierwszy “Process” wskazuje, że słowa w tytule nie są rzucone na wiatr. Brzmienia skrzypiec błyszczą się słońcem przenikającym zielone, wiosenne listowie a całość tchnie ciepłą i pogodną atmosferą nawet pomimo dość konkretnie szorstkiego brzmienia na drugim planie. “Concrete & Marigolds”… wygląda na to, że Nathan posiada dar dobierania odpowiednich tytułów do swoich kompozycji, bo tu znaleźć można zarówno industrialny brud, jak i odrobinę kruchej delikatności.

Później po raz kolejny tytuł w jakiś tam sposób nawiązuje do dźwiękowej zawartości kompozycji, albowiem króciutkie “Night Shades I” jest jak zwiewne nocne marzenia, ulotne fragmenty snu, które rozpływają się w eterze dziesięć sekund po przebudzeniu. Zresztą cała płyta, choć niezbyt długa, skąpana jest w takim dziwnym i specyficznym nastroju. Ciepła i bezchmurna, ale czasem przecięta błyskawicą. Daleka od przyziemnego tu i teraz, sięgająca za to daleko poza fazę REM. Spokojna jak tafla jeziora podczas bezwietrznego wieczora, ale czasem świdrująca i rozedrgana jak mucha uwięziona pod szklanką (“Heart Starts”).

“Night Shades II” jest chyba najpiękniejszym fragmentem płyty. I jednocześnie najbardziej reprezentatywnym, gdyż tu przenikają się wszystkie nastroje “Nothing To Be Sad About”, wszystkie barwy i emocje. Także brzmieniowo numer ten ogniskuje muzyczne eksploracje Nathana na tym konkretnym materiale. Subtelność, ale i nieco glitchu, specyficzne zapętlenia, szczypta abstrakcji i statyczna, senna aura. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że większa część dźwięków źródło swoje ma w skrzypcach, tyle że odpowiednio przetworzonych, nierzadko zdekonstruowanych. Wydawca informuje, że w pierwszym i ostatnim utworze na tymże instrumencie zagrał Joe Houpert, z którym Nathan współpracował wcześniej już wielokrotnie, sporo jednak brzmień smyczkowych przeniknęło do pozostałych fragmentów, aczkolwiek tam stanowią one tylko bazę do dalszych eksperymentów.

Żal trochę, że płyta jest tak krótka. Trudno ją nawet postrzegać jako pełnometrażowy album. To bardziej EP-ka a ja jestem ciekaw jak daleko Nathan McLaughlin posunąłby się w dźwiękowej dekonstrukcji i jednoczesnym balansowaniu jej spokojnymi, pogodnie melancholijnymi klimatami. Rzecz to jednak udana i warto ją polecić miłośnikom muzyki nastrojowej, ale i poszukującej.

Nathan McLaughlin ‎– Nothing To Be Sad About
Eilean Rec., 009
CD 2014

eilean rec. 42 : nathan mc laughlin – nothing to be sad about (10.10.14) from M.V / EILEAN REC. on Vimeo.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s