Aglaia – Intangible Opacity

aglaia

[Reviewed by stark]

ENG: Aglaia is a great project from Italy, but probably still not appreciated as much as it deserves. The artist releases his albums in Stefano Musso’s Hic Sunt Leones, and it seems that his work remains in Alio Die’s shadow. Aglaia could be even bigger, but I think that Gino Fioravanti, sometimes aided by Gianluigi Toso, doesn’t really care about worldwide recognition – I figure he’s fine with his current position.

By all means however, Aglaia isn’t an Alio Die clone. Although the points of convergence can be easily noticed, Aglaia sounds less organic and prefers to focus on electroacoustics and the creation of an atmosphere by the use of more or less sophisticated electronics. This is no different in the case of “Intangible Opacity”, one of the two Aglaia albums recently published by Hic Sunt Leones.

On “Intangible Opacity” Gino Fioravanti dares to visit the place where the Earth’s atmosphere ends and the infinity of space begins, following the physical and chemical processes that occur in the ionosphere. The sound is based on warm but at the same time somehow distanced synthetic textures, and classical “el-music” as we used to say in Poland. I suspect that Fioravanti didn’t use any other instruments or field recordings on the album. Synths only.

Despite the strict nature of the music, it has a soul. Composed of zeros and ones, enchanted in the tiny box filled with chips and integrated circuits, but not allowing for the treatment of “Intangible Opacity” as only a virtually emotional, but in fact dry and mathematical record of the aforementioned processes that continually start, progress and end tens of thousands of kilometers above our heads. There’s no blackness, the sound is painted with thousands of hues, the blue and green of the earth being the parent colors. The title composition, the second to last, probably contains the most decent amount of space; the horizon seems to stretch widely, though all the tracks remain on a relatively equal level.

After several listens, I conclude that there are earlier Aglaia releases which I cherish more and will come back to more often in the future. I miss some element raging on the surface of Mother Earth. A wind shaking the barley, or wild fires. A thimble of organic sound appears in “Protonosfera”, the last one: Gino Fioravanti, at least for a while, gets back to where you can breathe fresh air, as if in spite of the title.

It’s still worth buying a ticket to the place from where there’s still a possibility to return. Aglaia still holds the fashion.

PL: Aglaia, wielki projekt z Włoch, ale wciąż chyba niedoceniony na tyle, na ile zasługuje. Wydaje swoje płyty wyłącznie u Stefano Musso, w Hic Sunt Leones i wydaje się, że wciąż pozostaje w cieniu Alio Die. Aglaia mogłaby być jeszcze większa, ale chyba aż tak bardzo Gino Fioravantiemu, czasem wspomaganemu przez Gianluigiego Toso, nie zależy na uznaniu – pasuje mu ta pozycja, jaką posiada w tej chwili.

Nie jest to żaden klon Alio Die. Choć punkty zbieżne można łatwo zauważyć, Aglaia jest jednak mniej organiczna większy nacisk kładąc na elektroakustykę i kreowanie atmosfery za pomocą mniej lub bardziej wyrafinowanej elektroniki. Nie inaczej sprawa się ma w przypadku “Intangible Opacity”, jednego z dwóch wydanych ostatnio przez Hic Sunt Leones albumów Aglaia.

Na “Intangible Opacity” Gino Fioravanti udaje się tam, gdzie kończy się ziemska atmosfera i zaczyna kosmos, obserwuje procesy fizyczne i chemiczne zachodzące w jonosferze. Brzmienie opiera na ciepłych choć jednocześnie zdystansowanych i syntetycznych plamach a klasyczną el-muzyką, że posłużę się tym stricte polskim określeniem. Wydaje mi się, że Fioravanti nie użył tu żadnych innych instrumentów, ani nagrań terenowych. Wyłącznie syntezator.

Mimo tak ścisłego charakteru muzyki, posiada ona duszę. Złożoną z zer i jedynek, zaklętą w małe pudełko wypełnione układami scalonymi, ale nie pozwalającą traktować “Intangible Opacity” jak pozornie tylko emocjonalny, a w rzeczywistości suchy i matematyczny zapis wspomnianych wyżej procesów, które nieustannie rozpoczynają się, toczą i kończą dziesiątki tysięcy kilometrów nad naszymi głowami. Tu nie ma czerni, płyta mieni się tysiącami kolorów z błękitem i zielenią Ziemi jako tymi dominującymi. Tytułowa kompozycja, przedostatnia, zawiera w sobie chyba najwięcej przestrzeni, ten horyzont zdaje się rozciągać najszerzej, choć wszystkie utwory zachowują dosyć równy poziom.

Po kilku przesłuchaniach dochodzę do wniosku, że wciąż jest kilka płyt Aglaia, które cenię bardziej i w przyszłości będę do nich wracał częściej. Może jednak brakuje mi jakiegoś żywiołu szalejącego na powierzchni matki Ziemi. Wiatru buszującego w jęczmieniu albo ogni polnych. Naparstek organicznego brzmienia pojawia się w zamykającej płytę “Protonosferze” – dobre i to, Gino Fioravanti przynajmniej na chwilę wraca tam, gdzie można odetchnąć świeżym powietrzem, jakby na przekór tytułowi.

Warto kupić ten bilet w miejsce, z którego jest jeszcze powrót. Aglaia wciąż trzyma fason.

AglaiaIntangible Opacity
Hic Sunt Leones, HSL 072
CD 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s