Seetyca ‎– Lieder Zum Summen [Polish/English]

seetyca2

[Reviewed by stark]

ENG: The previous effort by Seetyca for gterma explored the underwater depths; areas inaccessible to a man, but full of creatures whose appearance and shape couldn’t have been imagined by science fiction writers blessed with the most vivid imagination.

But often in films dealing with the seas or oceans – say, a type of “La Grande Bleu” (although I must admit that I’m not exactly a fan of this particular flick) – we find a shot of sun rays piercing through a translucent surface of water, split into thousands of smaller points. A shot, which is a frequent consequence of the scene showing the emergence of a hero to the surface, a breath of fresh air, the blue sky overhead and a feeling of triumph over the forces of nature. Often very deceptive. Anyway, this is more or less what one would expect from “Lieder Zum Summen”, especially after looking at the cover.

In fact, I wasn’t wrong. The first few tracks are like surfacing from the ocean depths, while the distal part of the album is a journey to the mainland and its observation from the perspective of the seagulls, like the one on the cover; a flight over provincial areas, away from the big cities, admiring the various shades of green. I don’t know German, so I have no idea what the titles of individual tracks mean, but I don’t need it at all to interpret the album in my own way. Yes, the pictures in the booklet support the emotions a bit, or rather they suggest to some extent, the direction the imagination should follow, but most of the work remains solely with the recipient. That is you.

I’m not writing much about the music, because knowing the project and knowing the label, you know what to expect. “Lieder Zum Summen” is reflective ambient under the banner of Steve Roach or Robert Rich. Because it is divided in sixteen fragments, there’s no point in discussing monotony. Each and every composition is a separate entity, each stands out and differs from the other, in a way that is not often the rule in ambient music. Every now and then Seetyca escapes in the darker areas, but these are sporadic cases, and after a few minutes the musician is back on the right track.

This is a very creative project, which over twelve years has released approximately seventy albums. And yet there is still Parikrama and the musician’s other side projects. No idea how he finds time to create it all. “Lieder Zum Summen” proves that at the same time he can maintain a high level on his music, and the layers of sound in his imagination are still far from running out.

PL: Poprzednia wydana przez gterma płyta Seetyca eksplorowała podmorskie głębiny, obszary niedostępne dla człowieka, za to pełne stworzeń, których wyglądu i kształtu nie mogliby sobie wyobrazić obdarzeni najbujniejszą wyobraźnią pisarze science fiction.

Ale często w filmach traktujących o morzu, typu dajmy na to “Wielki Błękit” (choć przyznam, że nie jestem fanem akurat tej konkretnej pozycji) jest ujęcie słońca prześwitującego przez taflę wody, rozszczepionego na tysiące mniejszych punkcików. Ujęcie, którego częstym następstwem jest scena ukazująca wynurzenie się bohatera na powierzchnię, haust świeżego powietrza, błękit nieba nad głową i uczucie triumfu nad siłami natury. Z reguły bardzo złudne. Tak czy inaczej takich mniej więcej wrażeń spodziewałem się “Lieder Zum Summen”, a zwłaszcza po ujrzeniu jej okładki.

W gruncie rzeczy nie myliłem się. Pierwsze kilka utworów to podróż z oceanicznej głębi na powietrze, a dalsza część płyty stanowi podróż na stały ląd a nawet jego obserwacja z perspektywy tej mewy z okładki, lot ponad prowincjonalnymi terenami, z dala od wielkich miast, podziwianie różnych odcieni zieleni. Nie znam niemieckiego, nie mam pojęcia co oznaczają tytuły poszczególnych utworów, ale w żadnym wypadku nie jest mi to potrzebne do własnej interpretacji tej płyty. Owszem, wspomagam się trochę zdjęciami z wkładki, albo raczej to one do pewnego stopnia sugerują,w jakim kierunku powinna podążyć moja wyobraźnia, ale i tak większość roboty pozostaje wyłącznie po stronie odbiorcy. Czyli ciebie.

Nie piszę wiele o muzyce, bo znając projekt i znając label, wiecie czego się spodziewać. “Lieder Zum Summen” to refleksyjny ambient spod znaku Steve’a Roacha czy Roberta Richa. Ponieważ płyta podzielona jest na aż szesnaście fragmentów, nie można w jej przypadku mówić o monotonii, tym bardziej, że każdy utwór stanowi odrębny byt, każdy czymś się wyróżnia i brzmi inaczej od pozostałych, co w przypadku muzyki ambientowej wcale regułą być nie musi. Czasem ucieka Seetyca w ciemniejsze rejony, ale to sporadyczne przypadki i po kilku minutach muzyk wraca na właściwe sobie tory.

Niezwykle kreatywny jest ten projekt, który w dwanaście lat wydał około siedemdziesięciu pozycji. A przecież jest jeszcze Parikrama i inne projekty poboczne. Nie wiem jak znajduje czas na stworzenie tego wszystkiego. “Lieder Zum Summen” udowadnia, że potrafi przy tym utrzymać wysoki poziom swojej muzyki, i że pokłady dźwiękowej wyobraźni wciąż dalekie są od wyczerpania.

Seetyca ‎– Lieder Zum Summen
gterma, gterma038
CD 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s