Last Dominion Lost – Towers Of Silence [English/Polish]

last_dominion_lost

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: A strong team has gathered on “Towers Of Silence” by Last Dominion Lost. Unfortunately already without one of the initiators of the entire project, Dominic Guerin (yes, the one from SPK), but with Jon Evans and John Murphy, about whom I wrote on the occasion of my review of the Krank / The Grimsel Path split. Both guys were assisted by a group of talented people like Julian Percy or Ash Wednesday, cooperating with Einstürzende Neubauten back in the days.

Weird things happen in the world of music sometimes. When cinemas featured “The Chronicles of Riddick” all over the world, and Graeme Revell was counting dollars that he received for writing the music to that movie, while at the same time composing the score for “Sin City”, an old buddy from SPK was releasing “The Tyranny of Distance” on Tesco. The foundations for this material has already been established several years earlier, but only in 2004 did the final version see the light of day. We had to wait for the sequel for a whole goddamn decade.

But it was worth it. When they begin with “Stagma”, it’s obvious right away that it’s going to be oldschool. That the entire team responsible for the creation of the disc isn’t quite interested in the use of modern means of expression, cultivating the industrial sound like it was in the good, old, fucking times. The album title allegedly refers to the brick towers in Mumbai, where dead bodies are thrown so that they can take a metaphorical trip to providence. This album is like a visit of a living being inside such a building where, surrounded by the overwhelming stench and swarms of flies, the only thing you can see are the vultures circling over your head, concerned that someone wants to steal their carrion.

The fact of such, and no other approach to the music isn’t surprising, given the history of the people involved in creating “Towers Of Silence”. The sound itself is finger licking good (James Plotkin). You’ll hear every detail, every nuance. Irrelevant whether Last Dominion Lost escapes into surreal, a bit noisier forms, places the emphasis on impressive, I’d even say warlike (though by no means ‘marching’) drums, or calms down without forfeiting even a gram of the disturbing atmosphere which envelops the entire release. There are quite a lot of those moments, perhaps they are even predominate here. Listen to “Hexatom” constructed with lazy rhythms, recitations, a mysterious wailing and Far East melodies appearing briefly. Also, “Chöd Ritual” breathes a specific exoticism, mainly because of the tribal rhythm driving the composition. it seems to me that you’ll feel the spirit of SPK; some parts sound as if taken straight from, let’s say “Leichenschrei”, but that’s okay, because today just a few people still make such music. So let them make it while they can.

Even though I have this album on CD, I have the impression that it’s actually created for vinyl. And since The Epicurean and Silken Tofu have also released it on vinyl, I recommend hunting for this particular medium. Though if you don’t find the record, or you don’t have a turntable, the CD is just fine too. The main thing is not to miss it, because it’s one of the most important and most impressive industrial publications that have been released this year.

PL: Mocna ekipa się zebrała na “Towers Of Silence” autorstwa Last Dominion Lost. Co prawda już bez jednego z inicjatorów całego przedsięwzięcia, czyli Dominica Guerina (tak, tego z SPK), ale za to z Jonem Evansem i Johnem Murphy, o których pisałem przy okazji recenzji splitu Krank/The Grimsel Path. Obu panów wspomaga grupa utalentowanych ludzi, m.in Julian Percy i Ash Wednesday, współpracujący onegdaj z Einstürzende Neubauten.

Czasem dziwne rzeczy dzieją się w świecie muzyki. W czasie kiedy na ekranach kin gościły “Kroniki Riddicka”, Graeme Revell liczył dolary, które otrzymał za napisanie muzyki do tego filmu, przygotowując jednocześnie partyturę do “Sin City”, stary kumpel z SPK wydawał w Tesco “The Tyranny Of Distance”. Podwaliny pod ten materiał powstały już kilkanaście lat wcześniej, ale dopiero w 2004 roku rzecz ujrzała światło dzienne. Na kontynuację tamtej płyty przyszło nam czekać bitą dekadę.

Ale warto było. Kiedy zaczynają “Stagmą”, wiadomo od razu, że będzie staroszkolnie, że cała ekipa odpowiedzialna za powstanie płyty nie do końca zainteresowana jest wykorzystaniem nowoczesnych środków wyrazu hołdując industrialowi w formie zbliżonej do tego jak za dawnych, dobrych, pieprzonych czasów. Tytuł płyty odnosi się rzekomo do ceglanych wież w Mumbaju, do których wrzuca się zwłoki aby te mogły odbyć metaforyczną podróż ku opatrzności. Ta płyta jest niczym wizyta żywej istoty wewnątrz takiej budowli, gdzie otoczony wszechogarniającym smrodem odganiasz chmary much, a nad głową widzisz tylko krążące sępy zaniepokojone faktem, że ktoś chce skraść ich padlinę.

Fakt takiego, a nie innego podejścia do muzyki nie może dziwić, zważywszy na historię osób zaangażowanych w “Towers Of Silence”. Natomiast samo brzmienie jest palce lizać (James Plotkin). Usłyszysz każdy detal, każdy niuans. Nieistotne czy Last Dominion Lost ucieka w surrealne, nieco głośniejsze formy, stawia na okazałe, rzekłbym, że wręcz wojenne – acz bynajmniej nie marszowe – perkusjonalia, czy uspokaja się nie tracąc jednak choćby grama tego niepokojącego klimatu, który spowija całe wydawnictwo. Tych fragmentów jest na płycie wcale nie tak mało, być może takie formy nawet tu dominują. Posłuchaj choćby “Hexatom” skonstruowanym z leniwych rytmów, melodeklamacji, tajemniczych zawodzeń i pojawiającej się na chwilę dalekowschodniej melodyki. Także “Chöd Ritual” tchnie specyficzną egzotyką, głównie przez plemienny rytm napędzający kompozycję. Wydaje mi się, że dość intensywnie czuć w tym wszystkim ducha SPK, niektóre fragmenty brzmią niczym żywcem wyjęte np. z “Leichenschrei”, ale to dobrze, bo dziś mało kto tak gra. Więc niech to robią, póki mogą.

Choć mam tę płytę na CD, mam wrażenie, że ona jest wręcz stworzona dla winyla. A że w tej formie The Epicurean oraz Silken Tofu również to wspólnie wydali, zalecam zaopatrzenie się w ten właśnie nośnik. Choć jeśli czarnego krążka nie znajdziesz, albo nie masz gramofonu, CD też starczy. Najważniejsze, żeby jej nie przegapić, bo to jedna z najważniejszych i najbardziej okazałych pozycji, jakie miały premierę w tym roku.

Last Dominion LostTowers Of Silence
silken tofu, stx.32 / The Epicurean, cure.5
CD/LP 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s