Charnia – Dageraad [English/Polish]

charnia

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: What is this Consouling Sounds label doing to my soul. It’s already been a couple of times before that I’ve become aware of the fact that I have nothing to look forward to in mainstream metal music anymore. And at that very moment the Belgian label has spitted out straight from its bowels a material – often from a band I’ve never heard of before – which makes me need to to reevaluate everything. And how to remain a wise man here.

Like this Charnia for that matter. Formed just two years ago by four guys who – judging by the pictures – probably cannot even buy beer or cigarettes legally. Or are at least obligated to legitimate the purchase by presenting their ID cards to suspicious clerks. Last year they released a demo called “The Silent Cartographer”, that apparently charmed Consouling Sounds bosses enough to trust these four young men and release their debut, “Dageraad”. And I’ll be damned if that wasn’t a bulls–eye.

Obviously we wouldn’t be writing about Charnia if they dabbled in a one-dimensional variant of guitar aggression. The boys approach metal in a modern way, they have a discernment in contemporary trends, but rather those drifting on the outskirts of the genre. They imply a less intrusive sound within their music and do it in a quite brilliant way – “Dageraad” is sludge/ doom characterized by a slow heaviness, nicely crunching, distorted guitar and insane vocals.

But this is only one side of the coin, because Charnia often elopes to realms of the delicate and ethereal. As if they find the point where desperation reaches its peak, and cross the bridge where there is no turning back. Where you can only look behind you and wonder if you have chosen the right path. If it was possible to act otherwise before everything became as fucked up as a Greek tragedy. In these moments the vocalist stops this skin-stripping screams, the guitar becomes more gentle, takes a melodic and spatial dimension. And I wonder if those parts do not squeeze the throat even harder than the outright metal madness.

“Dageraad” unfolds in less than forty minutes. It contains five songs: the first one is a sort of poignant instrumental intro, another three are standard length songs and the whole thing is crowned with the amazing, sixteen-minute long title track; for the first eleven minutes Charnia enchants with post-rock/ ambient soundscapes, followed by a brief eruption of feelings of such intensity that the hand instinctively begins to seek for the razor blade, and a few moments of silence at the end, after which I remain forevermore emotionally shredded.

It’s certainly difficult to discuss Charnia’s unique originality. On “Dageraad” you can notice the influences of the classics in the style of Neurosis, but also the kinsmen of Amenra. A few moments make me think of Burzum – this feeling is strongest during the first seconds of “Waeslandwolf”. The vocalist’s manner surely doesn’t disturb this particular coupling. Still, Charnia enchanted me. The Belgians are playing on emotions in an almost cold-hearted way, they reach deep into the soul, wrap its most tender strings around their fingers and pull them out without anesthesia. And I like it, and want more.

PL: Cóż to Consouling Sounds robi z moją duszą. Już kiedy kilka razy wydawało mi się, że nie mam już czego szukać w szeroko pojętej muzyce metalowej, ten belgijski label wypluwa ze swoich trzewi jakiś materiał – nierzadko zespołu, o którym słyszę po raz pierwszy w życiu – który sprawia, że wszystko mi się po raz kolejny przewartościowuje. I bądź tu człowieku mądry.

Weźmy taką Charnię na przykład. Zespół założony raptem dwa lata temu przez czwórkę chłopaków, którzy – wnioskując po zdjęciach – pewnie legalnie nie mogą jeszcze piwa ani fajek kupić. Albo przynajmniej zobowiązani są legitymować się dowodem przed podejrzliwymi sprzedawczyniami. W zeszłym roku wydali demo ” The Silent Cartographer”, które najwyraźniej zauroczyło szefostwo Consouling Sounds na tyle, aby ci zdecydowali się zaufać czwórce młodzieńców i wydać ich debiutancki materiał, “Dageraad”. I niech mnie drzwi ścisną jeśli nie był to strzał w dziesiątkę.

Rzecz jasna nie pisalibyśmy o Charnia, gdyby zespół parał się jakąś jednowymiarową odmianą gitarowej agresji – chłopcy podchodzą do metalowej materii w sposób nowoczesny, mają rozeznanie we współczesnych trendach, choć raczej tych dryfujących na obrzeżach gatunku. Implikują w swoją muzykę inne, mniej inwazyjne brzmienia i robią to w sposób całkiem błyskotliwy – albowiem “Dageraad” to sludge/doom, charakteryzujący się walcowatymi tempami, przyjemnie chrzęszczącą, przesterowaną gitarą, obłąkańczym wokalem.

To jednak tylko jedna strona medalu, bo Charnia bardzo często ucieka na “Dageraad” w brzmienia bardziej delikatne i eteryczne. Jak gdyby dochodzili do momentu, kiedy desperacja osiąga szczyt, przekraczali punkt, zza którego nie ma już odwrotu. Kiedy możesz już tylko spojrzeć za siebie i zastanowić się czy wybrałeś odpowiednią ścieżkę. Czy można było postąpić inaczej zanim wszystko się popieprzyło jak w greckiej tragedii. W tych momentach wokalista przestaje się drzeć jak gdyby obdzierali go ze skóry, gitara zyskuje bardziej delikatny, melodyjny i przestrzenny wymiar. A ja się zastanawiam, czy te fragmenty nie ściskają za gardło jeszcze mocniej niźli ten wprost podany metalowy obłęd.

“Dageraad” trwa niecałe czterdzieści minut. Zawiera pięć utworów, z których pierwszy to przejmujące, instrumentalne intro, trzy kolejne to standardowej długości numery, a całość wieńczy niesamowity, szesnastominutowy kawałek tytułowy, gdzie przez pierwszych jedenaście minut Charnia czaruje post-rockowo, ambientowymi pejzażami, po których następuje parę chwil erupcji emocji takich, że ręka odruchowo zaczyna szukać żyletki, i nieco wyciszenia na koniec, po którym nieodmiennie pozostaję emocjonalnie poszatkowany.

Trudno tu rzecz jasna mówić o wyjątkowej oryginalności. Słychać na “Dageraad” wpływy klasyki w stylu Neurosis, ale i choćby pobratymców z Amenra. Fragmentami przywodzi mi to też na myśl nawet Burzum – najbardziej chyba na początku “Waeslandwolf”. W tym konkretnym skojarzeniu na pewno nie przeszkadza maniera wokalisty. Mimo to, Charnia zaczarowała mnie. Belgowie grają na emocjach w sposób wręcz wyrachowany, sięgają głęboko w duszę, owijają najczulsze jej struny wokół palców i bez znieczulenia wyrywają na zewnątrz. I mnie się to podoba, i chcę więcej.

CharniaDageraad
Consouling Sounds, SOUL0042
CD 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s