V/A – Songs From The Bunkier II [English/Polish]

bunkier

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: “Martial compilations – oh how I love them”, I muttered sarcastically while putting “Songs From The Bunker II” in the CD player. I was being ironic, yet deep down I was curious about what the Polish label Bunkier has cooked up this time. I remember the first segment of this compilation; I used to listen to it a lot a decade ago. By the way, it’s included in the special edition of the release, so that if someone didn’t get the chance to buy it ten years ago, they can do so now.

I returned recently, after many years, to the first part of “Songs From The Bunker” and came to the conclusion that many of these pieces haven’t been able to stand the test of time. What was once captivating seems pretentious today. A few artists managed to stand out later, more or less at least, but for most of them participating in this compilation turned out to be their most glorious achievement. Many thoughts flew through my head a moment before pressing “play”, but overall everything came down to an arm wrestle between sentiment and skepticism.

It soon turned out that any concerns of mine could be placed in the category of fairy tales, as “Songs From The Bunker II” is simply very good. Perhaps because the presence of that unfortunate martial is reduced to a minimum. As a matter of fact, it’s just gone. Already the first band is nice. It essentially presents two songs within a single track. Brazen Serpent is the label’s new ‘acquisition’, which at the same time as the compilation released a full-length album of this project. “Deliver Me (Oh Lord Death). Reptile Eye” is an interesting blend of neofolk and dark ambient with hints of dark wave – very good composition, both in the first, more ambient, as well as their latter, neofolk installment. It is impossible not to notice an occult aura hovering over the whole. The second song is by A Heart Of Stilness, Isaac Aubrey’s project – the man who was also present on the first part of “Songs From The Bunker” as The Arid Sea. “Old Skin” can be marginally labeled as neofolk, but in its American variant, devoid of Teutonic crudeness and drawing from the darker disciplines of rock music, not fearing the use of the electric guitar.

Starting from the third composition a strong Polish option raises its voice. We haven’t heard of Ghosts Of Breslau for a while, however at the beginning of the year the project came back with a CDr release in BDTA label. “Man With The Green Gloves” … the title reminds me of British criminal or mystery stories from decades before, but the music is a classy dark ambient; that CDr which I mentioned earlier is called “Drowned City” – I picture a drowned city while listening to “Man With The Green Gloves”.

I wouldn’t call myself a Ludola fan; I somehow missed all the hype around the band. “Przy sadzeniu róż” (“While Planting Roses”) does not particularly differ from what Ludola offer on their full-lengths, so if you liked them, then this song – embellished with lyrics by November Insurgent, Seweryn Goszczyński – will also be to your liking. But what I like the most is this surprising contrast between this and the next fragment, Docetism’s ambient dub. It is melodic, yet mysterious. A beautiful track which is as cold as it is warm.
The Polish offensive is ended – at least for a while – by Jarosław Woś (of whom I know nothing) in a simple, but very emotionally sung “A Crumbling Heart”. At times this vocal expression balances the song between pathos and pretentiousness, but interesting ideas such as the use of the banjo make that the balance of losses and profits equals zero.

Keltika Hispanna carries the listener to the Vistula bank of the Iberian Peninsula. It’s something for fans of such groups as Sangre Cavallum or Àrnica, because “Marche de Guerra” is primal, raw and indigenous, as if taken directly from several centuries ago, and at the same time it sounds very South European. It didn’t actually speak to me, but I know that there are a few fans of this kind of music here and there. A very folky mood prevails over “Kaliki” by Ruda (with the members of Ritual Front and Wukowar), though as you may have guessed after reading the names, it’s Slavic folklore, with nice female vocals, accordion and capturing melodies.

Der Frachter Am Abend gives a song on acoustic guitar, vocals and something that sounds once like a Hammond, once like a mellotron – probably electronics that imitate both. Perhaps due to the vocals it reminds me of a slightly more plain version of Osewoudt (yes, I know they sing in Danish, not Dutch). But a lovely song is presented by Latvian Ēnu Kaleidoskops. Seemingly ordinary Eastern neofolk, where the vocalist recites rather than sings, but there’s something charming inside of it. Maybe it’s that flute part?

“In Dreams” by Room Noir is great. The New Zealanders apparently like to experiment with electronics, but the final effect is a catchy, though quite hypnotic composition. The Polish Skon makes me want to destroy something – I don’t like this type of music, but after a few quiet numbers such an EBM kick in the ass is almost like a breath of fresh air.

Lonsai Maikov calms the atmosphere with their neofolkish pop-rock. Honestly speaking, the band has at least a few more interesting songs than this in their discography. But then we have a true blast: Srub, post-punk from Novosibirsk. It is a dynamic, ravishing song, probably my favorite part of the whole compilation. Inevitably, the next number by Moongazing Hare has a hard time – “Salmon Wives” is not that bad as a composition, but compared to Srub it falls quite short.

I have to invoke Osewoudt for the second time – though not without reason, after all Strydwolf is the second band of its vocalist and guitarist, Willem Witte. Their song is a solid, though not entirely original neofolk. I’m not sure what to think about the remix of Nacht und Nebel’s song “Koniec Miasta” (“End Of The City”), because on the one hand, the sloppy bass sequence irritates me very much, but on the other hand when you listen to this composition converted into a dance fashion once… One time won’t be enough. It’s damn addictive.

The album ends with a dark and apocalyptic ambient by Awen who did a composition about… Grunwald swords. This is a noteworthy finale for the disc. A successful album, which is not the rule when compilations are concerned. Several projects intrigued me enough to look around for their individual achievements, and none of them actually disappointed or annoyed me. It’s better than the first part in every aspect – it’s going to be a regular guest in my CD player during the next few weeks.

PL: “Militarna kompilacja – jak ja to uwielbiam”, mruczałem sarkastycznie pod nosem wkładając dysk z “Songs From The Bunker II” do odtwarzacza. Trochę ironizowałem, ale jednak w głębi duszy ciekawy byłem co też rodzimy Bunkier tym razem wysmażył. Wciąż mam sentyment do pierwszej części tej składanki, która zresztą jest dołączona do specjalnej edycji wydawnictwa, tak że jeśli komuś się nie udało zakupić jej dziesięć lat temu, ma szansę zrobić to teraz.

Choć przyznaję, że gdy niedawno wróciłem po latach do pierwszej części Pieśni z Bunkra, doszedłem do wniosku, że wiele z tych kawałków nie wytrzymało próby czasu. Co kiedyś zachwycało, dziś wydało się pretensjonalne. Kilkorgu artystom udało się później wybić, dla większości udzial na tej kompilacji okazał się największym osiągnięciem. Różne myśli przelatywały mi przez głowę chwile przed naciśnięciem “play”, ale ogólnie wszystko sprowadzało się do siłowania się na rękę pomiędzy sentymentem a sceptycyzmem.

Szybko jednak okazało się, że jakiekolwiek obawy można między bajki włożyć, bo “Songs From The Bunker II” jest zwyczajnie bardzo dobre. Być może dlatego, że tego nieszczęsnego martial jest tu tyle co kot napłakał. Właściwie to nie ma go w ogóle. Może podobać się już pierwszy zespół, który wewnątrz jednej ścieżki prezentuje w istocie dwa numery. To Brazen Serpent, nowy “nabytek” wytwórni, która w tym samym czasie co kompilację wydała długometrażową płytę tegoż. “Deliver Me (Oh Lord Death). Reptile Eye” stanowi interesującą mieszankę neofolku i dark ambientu z lekkim posmakiem dark wave – bardzo dobra kompozycja, zarówno w swojej pierwszej, bardziej ambientowej, jak i tej późniejszej, neofolkowej odsłonie. Nie sposób nie zauważyć swoistej okultystycznej aury unoszącej się nad całością. Druga piosenka jest autorstwa A Heart Of Stilness, projektu Isaaca Aubrey’a obecnego również na pierwszej części “Songs From The Bunker”, gdzie zaprezentował się jako The Arid Sea. “Old Skin” można na upartego określić neofolkiem, ale takim w amerykańskiej odmianie, pozbawionym germańskiej przaśności, za to czerpiącym z mrocznych odmian rocka, nie obawiającym się wykorzystania gitary elektrycznej.

Począwszy od trzeciej kompozycji do głosu dochodzi silna opcja polska. Dawno nie było nic słychać o Ghosts Of Breslau – projekt przypomniał sie jednak na początku roku CDr-em wydanym w BDTA. “Man With The Green Gloves”… tytuł kojarzy mi się z brytyjskimi kryminałami sprzed kilkudziesięciu lat, za to muzyka to klasowy dark ambient; wspomniany wcześniej CDr nazywał się “Drowned City” – ja tonące miasto widzę słuchając Człowieka w Zielonych Rękawiczkach.

Szczególnym fanem Ludoli nie jestem, jakoś chyba ominął mnie ten, że się tak brzydko wyrażę, hype na zespół. “Przy sadzeniu róż” nie odbiega szczególnie od tego, co Ludola przedstawiała na długograjach, więc jeśli te się wam podobały, to i ta – okraszona tekstem Powstańca Listopadowego, Seweryna Goszczyńskiego – piosenka przypadnie wam do gustu. Ale mnie najbardziej podoba się lekko zaskakujący kontrast pomędzy tym a następnym fragmentem, czyli ambientowym dubem Docetism. Jest melodyjnie, ale i tajemniczo. Piękny numer, który jest tak zimny, jak ciepły.

Polską ofensywę kończy – przynajmniej na chwilę – bliżej mi nieznany Jarosław Woś w prostej, ale bardzo uczuciowo odśpiewanej piosence “A Crumbling Heart”. Chwilami ta wokalna ekspresja powoduje, że piosenka balansuje na granicy patosu i pretensjonalności, ale ciekawe pomysły, jak choćby wykorzystanie dźwięków banjo powodują, że bilans zysków i strat wychodzi na zero.

Keltika Hispanna przenosi słuchacza znad Wisły na Półwysep Iberyjski. To coś dla fanów takich grup jak Sangre Cavallum czy Arnica, gdyż “Marche de Guerra” jest pierwotne, surowe i rdzenne, jak gdyby wyjęte wprost sprzed kilkunastu wieków, a przy tym brzmiące bardzo południowo. Mnie podeszło średnio, ale wiem, że ostało się jeszcze paru miłośników takiej muzyki. Bardzo ludowo jest też w “Kalikach” zespołu Ruda (składającego się m.in. z członków Ritual Front i Wukowar), choć jak po wspomnianych nazwach można się domyślić, ludowość to słowiańska, z ładnym kobiecym wokalem, akordeonem i ujmującymi melodiami.

Der Frachter Am Abend to piosenka na gitarę akustyczną, wokal i coś, co raz brzmi jak Hammond, raz jak melotron – pewnie jakaś elektronika imitująca obydwa ustrojstwa. Być może ze względu na wokal ten kawałek to taka trochę skromniejsza wersja Osewoudt (tak, wiem, że śpiewają po duńsku, nie po holendersku). Za to niezwykle uroczą piosenkę zaproponował łotewski Ēnu Kaleidoskops. Niby zwykły wschodni neofolk, gdzie wokalista raczej melodeklamuje niż śpiewa, ale jest w tym wszystkim coś czarującego. Może to ta partia fletu?

“In Dreams” Room Noir jest świetne. Coś tam nowozelandczycy eksperymentują z elektroniką, ale przy tym wszystkim wyszła im chwytliwa, choć dość oniryczna kompozycja. Polski Skon powoduje, że mam ochotę coś zniszczyć – nie przepadam za taką muzyką, ale po kilku spokojnych numerach taki kop spod znaku EBM jest prawie jak haust świeżego powietrza.

Lonsai Maikov uspokaja atmosferę swoim nefolkowym popem. Szczerze mówiąc ma ten zespół przynajmniej kilka ciekawszych piosenek na koncie. Za to potem prawdziwa bomba, Srub czyli post-punk z Nowosybirska. To dynamiczna, porywająca wręcz piosenka, prawdopodobnie mój ulubiony fragment całej kompilacji. Siłą rzeczy następny numer autorstwa Moongazing Hare ma ciężko – “Salmon Wives” samo w sobie nie jest złe, aczkolwiek w porównaniu ze Srub wypada dosyć skromnie.

Po raz drugi przywołuję nazwę Osewoudt – nie bez powodu, przecież Strydwolf jest drugim zespołem wokalisty i gitarzysty tegoż, czyli Willema Witte. Ich piosenka to solidny, choć zupełnie nie oryginalny neofolk. Nie wiem co myśleć o remiksie “Końca Miasta” Nacht und Nebel, bo z jednej strony niesamowicie irytuje mnie partia basu, która wpasowana jest w całość jak pięść do nosa, z drugiej jak raz się posłucha tej przerobionej na taneczną modłę kompozycji, to… na jednym razie się nie skończy. Tak to cholerstwo uzależnia.

Płytę kończy mroczny i apokaliptyczny ambient Awen, którzy śpiewają o… grunwaldzkich mieczach. Niezłe zwieńczenie płyty. Bardzo dobrej płyty, co w przypadku kompilacji regułą nie jest. Kilka zespołów zaintrygowało mnie na tyle, aby rozejrzeć się za ich indywidualnymi dokonaniami, raczej nikt szczególnie nie zawiódł ani nie zirytował. Płyta w każdym calu lepsza od pierwszej części – na pewno będę do niej często wracał.

V/A – Songs From The Bunkier II
Bunkier Productions, BXXII
2xCD 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s