Rion – ホタル [English/Polish]

rion

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: Rion. That’s Ryo and Ian. Ian Hawgood, a respected musician and Home Normal label owner teamed up with an artist coming from the Land of the Rising Sun, Ryo Nakata – it all resulted in such a cultural ambient mix.

The English translation of the title reads “Fireflies”. I have such an image right before my eyes: two musicians sitting on the waterfront somewhere on the outskirts of Sapporo, the evening is approaching, darkness is falling, scattered only by the ethereal glow of these tiny creatures. The idea of a disc starts to germinate. The first and longest composition paints the surroundings during the above mentioned imaginary scene. Its static, although warm texture is like a water surface during a calm, windless day. The noise in the background is the distant echo of the big city hustle, and the glitches irregularly appearing throughout the track are just like these fireflies, their microcosm encased in sound.

“Let Me Sing You A Song Of Kindness” is in a straight line continuation of “ホタル”, but there are new sounds, fleeting impressions brought by the wind from afar. You can’t help but notice the prominent role of field recordings in all those fragments. They add an organic feeling and naturalness to the sound and at the same time they are so skillfully woven into the music, that it’s often impossible to distinguish where the software ends and vivid sound begins. In the third piece called “Hope” the textures become more thickened, the distances between layers are getting closer… until the fifth minute, when you suddenly get the chance to inhale some fresh air and breathe full-breasted in the company of a charming, though irregularly looped melody.

“花火” (Fireworks) is the title of the fourth composition. Fireworks literally appear here, to the accompaniment of the part where the presence of the Orient, to which Rion conceptually refers so often, is most likely the clearest. Electronics, field recordings, flute and bells – it’s enough to enchant. It seems that this is the first of my two favorite parts of the disc.

And “Spirits”. Hidden between rustling leaves covering the yard of some abandoned Japanese backyard. Gently moving a rusty gate, wandering through rooms covered in dimness, listening to the summer rain outside the window. Spirits that don’t have bad intentions, they only curiously look at the people brought by fate into this neighborhood. Humming a dolorous tune, longing for the material world, for touch and tangible intimacy with another person. Indeed it’s a beautiful accent that ends “Fireflies”, because “Spirits” is, for all its self-restraint, a composition of genuinely touching character.

It’s difficult to say whether Rion is a one-time initiative, or whether Ian and Ryo will try to record something else in the future. Along with a few friends (Felicia Atkinson, Gareth Davis and Rie Mitsutake (it is her who performed the voices of the spirits in the last track) and under The Whalers Collective moniker they recorded something called “Nantucket I–VI”, so apparently making music together is something to the liking of both gentlemen. I didn’t listen to this one, but as the Rion album proves, there is a creative chemistry between the Japanese and the American. For ambient fan this one is not to be missed.

PL: Rion. Czyli Ryo i Ian. Ian Hawgood, ceniony muzyk i właściciel wytwórni Home Normal połączył siły z pochodzącym z Krainy Wschodzącego Słońca Ryo Nakatą, co zaowocowało taką właśnie ambientową mieszanką kulturową.

W tłumaczeniu na polski, tytuł płyty oznacza “Świetliki”. Mam przed oczami taki obrazek: dwóch muzyków siedzi nad wodą gdzieś na przedmieściach Sapporo, nadchodzi wieczór, zapada ciemność, którą rozprasza tylko eteryczny blask tych maleńkich stworzeń. Zaczyna kiełkować pomysł na płytę. Pierwszy, najdłuższy utwór odmalowuje otoczenie podczas wspomnianej, wyimaginowanej przeze mnie sceny. Statyczna, choć emanująca ciepłem tekstura jawi się niczym tafla wody podczas spokojnego, bezwietrznego dnia. Szum w tle to dochodzące z oddali echo wielkomiejskiego zgiełku, a te brzmieniowe zanieczyszczenia nieregularnie pojawiające się na przestrzeni całego utworu to właśnie tytułowe świetliki, ich mikrokosmos zakuty w dźwięk.

“Let Me Sing You A Song Of Kindness” to w prostej linii kontynuacja Świetlików, choć pojawiają się nowe brzmienia, ulotne wrażenia przywiane wiatrem z oddali. Nie można nie zwrócić uwagi na nagrania terenowe odgrywające niepoślednią rolę we wszystkich fragmentach. Dodają one organiczności i naturalności brzmieniu a jednocześnie są tak umiejętnie wplecione w muzykę, że często nie sposób rozróżnić kiedy kończy się komputer a zaczyna żywy dźwięk. W trzecim “Hope” tekstury się zagęszczają, odległości poszczególnymi warstwami stają się coraz mniejsze… aż do piątej minuty, kiedy nagle nadarza się okazja aby zaczerpnąć świeżego powietrza i odetchnąć pełną piersią w towarzystwie czarującej choć nierównomiernie zapętlonej melodii.

“Fajerwerki” to tytuł czwartej kompozycji. Fajerwerki pojawiają się tu też dosłownie, przy akompaniamencie partii, w której najwyraźniej na całej płycie słychać ten Orient, do którego Rion konceptualnie się przecież odnosi. Elektronika, field recordings, flet i dzwoneczki – to wystarcza żeby zaczarować. Zdaje się, że to moja pierwsza z dwóch ulubionych części płyty.

I Duchy. Skryte pomiędzy zeschniętymi liśćmi pokrywającymi podwórze jakiegoś opuszczonego japońskiego domostwa. Delikatnie poruszające pordzewiałą furtką, spacerujące po otulonych półmrokiem pokojach i słuchające letniego deszczu za oknem. To duchy, które nie mają złych zamiarów, one z ciekawością przyglądają się ludziom, których od czasu do czasu los przywieje w te strony. Nucą jakąś smętną melodię tęskniąc trochę za materialnym światem, za dotykiem i namacalną bliskością drugiej osoby. Zaiste pięknym akcentem kończą się Świetliki, gdyż “Spirits” to, przy całej swej powściągliwości, kompozycja autentycznie wzruszająca.

Trudno powiedzieć czy Rion to jednorazowa inicjatywa, czy Ian i Ryo będą próbowali nagrać coś jeszcze w przyszłości. Wraz z kilkoma przyjaciółmi ( Félicia Atkinson, Gareth Davis oraz Rie Mitsutake, która w omawianym w poprzednim akapicie “Spirits” wciela się w głosy duchów) pod szyldem The Whalers Collective zarejestrowali “Nantucket I-VI”, więc najwyraźniej wspólne tworzenie muzyki obu dżentelmenom się spodobało. Tej jeszcze nie słyszałem, ale jak dowodzi płyta Rion, jest twórcza chemia między Japończykiem i Amerykaninem. Dla fana ambientu rzecz to nie do przeoczenia.

Rion – ホタル
Hibernate Recordings, HB51
CD/Digital 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s