Apoptose – Ana Liil [English/Polish]

analiil

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: I must admit I hold Apoptose in extremely high esteem. Greater than many of their colleagues, even those on the highest shelves. “Bannwald” captivated me back in the day, so as soon as I heard the first rumors that Rudiger was finally going to stop being lazy and would soon issue “Ana Liil”, I started to wonder whether it would be equally good as the previous album, released in 2010. Or perhaps “Ana Liil” would surpass it?

None of these happened. With “Ana Liil” Rudiger turned towards a completely different direction. However one can notice that it’s still Apoptose. It’s so fascinating that this project is able to achieve a different sound or atmosphere with each consecutive release, to customize it for the assumed concept and at the same time maintain its own identity and the distinctive aura that only the best can unfold. The arctic “Nordland”, the trance-like “Blutopfer”, the futuristic “Schattenmädchen”, the heathen “Bannwald”; each of them shimmering with completely different colors and emotions, each subordinate to the chosen idea (even “Schattenmädchen” because, in spite of being a compilation, its cohesiveness cannot be denied) and yet for some strange reason each of them always sounding like Apoptose.

On “Ana Liil” Apoptose can appeal even to your mom. This is the most intelligible thing that came out of the German musician’s fingers. But not just because of that – “Ana Liil” has a distinctive vintage character, which transports the listener to more or less the beginning of the eighties. In a conversation with a friend about “Ana Liil” I facetiously described this music as ‘new romantic ambient’. After a while I actually realized that such description fits “Ana Liil” quite well. Many of these compositions have almost song-like structures, like for example “Ich Verbrenne”, “Forget Your Face” and a couple of others, filled with catchy synths, male and female vocals. On a certain ground “Ana Liil” reminds me of “Anna” by Wermut. Not only because of the title, but mainly due to the analog retro romanticism marking both releases.

Yet this breakneck mixture of ambient and synth pop didn’t catch me from the very first listen. It seemed just too pop, at times almost too sweet… That time passed, and then I started to notice that within the sweetness there’s also a noticeable portion of bitterness. The more I perceived it, the more “Ana Liil” ruled my heart. In the end, it captured it completely – I don’t know who Ana Liil is, her silhouette appears in the distance and disappears when I want to approach and touch her. A girl from another time, another world. It’s not Vivian and Wiebke lost in the woods or Lady Of The Shadow sneaking between illuminated skyscrapers. This is what connects these albums, the feminine element present on “Ana Liil” as well. It was also one of the reasons that initially attracted me to Apoptose music.

Meet Ana Liil. Let yourself be seduced.

PL: Nie ukrywam, że darzę Apoptose wyjątkowo dużą estymą. Większą niż wielu kolegów po fachu, nawet z tej wyższej półki. “Bannwald” zachwycił mnie swego czasu, dlatego też gdy tylko doszły mnie słuchy, że Rudiger ruszył w końcu cztery litery i zamierza wkrótce wydać “Ana Liil” zacząłem się zastanawiać, czy dorówna z tą płytą poprzedniej, wydanej w 2010 roku płycie. Dorówna, a może ją przebije?

Ani jedno, ani drugie. Wraz z “Ana Liil” Rudiger skręcił w zupełnie innym kierunku, mimo że wciąż słychać w tym wszystkim Apoptose. To jest w tym projekcie fascynujące, że może za każdym razem brzmieć inaczej, dostosowywać dźwięk i kompozycje do założonego konceptu a przy tym zachowywać własną tożsamość i tą charakterystyczną aurę, którą wokół siebie potrafią roztoczyć tylko najlepsi. Arktyczna “Nordland”, transowa “Blutopfer”, futurystyczna “Schattenmädchen”, pogańska “Bannwald” – każda z nich mieniła się zupełnie innymi kolorami i emocjami, każda była podporządkowana obranej idei – nawet “Schattenmädchen”, bo choć to kompilacja, to spójności nie można jej odmówić – a jednocześnie jakimś dziwnym trafem każdą zawsze można sprowadzić do wspólnego mianownika, jakim jest nazwa tego projektu.

Apoptose może przypaść do gustu nawet waszej mamie. To najbardziej przystępna rzecz jaka wyszła spod palców niemieckiego muzyka. Ale nie tylko dlatego – “Ana Liil” ma wyraźny posmak vintage, przenosi tak mniej więcej w początek lat osiemdziesiątych. W rozmowie z przyjaciółką na temat “Ana Liil” żartobliwie określiłem płytę jako ambientowe new romantic. Potem jednak uświadomiłem sobie, że taki opis pasuje do “Ana Liil” zupełnie nieźle. Wiele z tych kompozycji ma struktury niemalże piosenkowe, choćby “Ich Verbrenne”, “Forget Your Face” oraz kilka innych, wypełnionych chwytliwymi syntezatorami i kobiecymi oraz męskimi wokalami fragmentów. Na pewnej płaszczyźnie “Ana Liil” kojarzy mi się z płytą “Anna” autorstwa Wermut. Nie tylko ze względu na tytuł, lecz głównie na taki analogowy retro romantyzm cechujący obie pozycje.

Ale jakoś nie od razu podeszła mi ta karkołomna mikstura ambientu i synth popu. Wydała mi się zbyt popowa właśnie, chwilami wręcz zbyt słodka… Z czasem to minęło, w tej słodyczy zawiera się jednak zauważalna porcja goryczy. Im więcej jej tam dostrzegałem, tym mocniej “Ana Liil” władała mym sercem. Koniec końców zawładnęła nim w całości – nie wiem kim jest Ana Liil, jej sylwetka pojawia się w oddali i znika, kiedy chcę podejść i ją dotknąć. Dziewczyna z innego czasu, z innego świata. To nie Vivian i Wiebke zagubione w lesie ani Dama Cienia przemykająca miedzy oświetlonymi drapaczami chmur. Ale tak jak na poprzednich płytach, także na tej pierwiastek kobiecy zaznaczony jest bardzo mocno. To też mnie zawsze pociągało w Apoptose.

Poznajcie Anę Liil. Dajcie się uwieść.

ApoptoseAna Liil
Tesco Organisation, TESCO 094
LP/CD 2014

4 responses to “Apoptose – Ana Liil [English/Polish]

  1. I toyed with covering this but he’s taken the same route as Delerium, incorporating multiple vocalists and opting for a decidedly accessible sound. If that wasn’t enough here’s even an extended instrumental at the end a la ‘Amongst the Ruins’ to seal the deal. Very unfortunate.

    • Had my doubts too, but eventually it convinced me. Though I’m not sure yet I’ll be listening to this one as often as Bannwald or Schattenmadchen…

  2. I’ll continue listening but after 20+ times I don’t think much is going to change; it’s no Bannwald that’s for damn sure.

  3. I’m also disappointed with this album, i was expecting something that has more common with ealier albums

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s