Les Paradisiers – When We Had The Moon [English/Polish]

paradisiers

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: I was listening to Ô Paradis, back in the day. I was listening to it a lot. The first two albums and splits with Nový Svět are still magical. Another few releases also host in my player every now and then. However, I have to admit that at some point – somewhere around “Pequeñas Canciones De Amor”– the project vanished from my radar. I was quite surprised recently to find the “Carreteras” CD on my shelf, while I don’t recall at all when I purchased this one, or if I’ve given it at least one listen – “When We Had The Moon” is probably the first album in years, with Demian involved, that I managed to get to know so deeply.

Of course Les Paradisiers is not an Ô Paradis incarnation, Demian’s contribution is about fifty percent here – the second member of the duo is Thomas Nöla and “When We Had The Moon” is already their third album, once again released via Thomas’ label, Disques De Lapin. Thomas had a lot of great moments on his own albums as well; I have a great fondness for “So Long, Lale Andersen”. But once again “When We Had The Moon” is on my speakers and I wonder if this Moon isn’t the place where these two gentlemen put the most catchy songs in all their work, including Les Paradisiers and their mother projects.

The chorus in “One Last Smile” sounded familiar from the very beginning, and after a quick look in the digipack the familiarity proved justified, as the song directly refers to “Sound And Vision” by David Bowie. In their next pieces the American and Spaniard offer a wide range of moods, though they don’t escape into more surreal territories even for a moment, as they – especially Demian – like to do in their home projects. This album is essentially supposed to be a journey to the Far East – Les Paradisiers debut dealt with South Pacific areas, while with the second one the listener was brought to North Africa. Just look at the cover. Except that I don’t hear that much Far East, for me it’s strongly rooted in American sounds. In “No Sunshine” and “My Lover” we can hear some blues and country music. Later there’s also a bit of Cave, The Doors, even a subtle touch of synthpop. Although the fact is that the spirit of Bowie hovers over the whole thing, not just the first song.

The album is very nice and easy to acquire. These are mostly dynamic pieces, though from time to time the gentlemen allow themselves to show their more intimate side. The Pogues cover, “Summer In Siam”, ends the album and I feel a bit sad when its last notes fade away. Maybe this album won’t enter my favorites canon, but for late evening meetings with friends, it fits almost perfectly.

PL: Słuchało się kiedyś Ô Paradis, oj słuchało. Dwie pierwsze płyty oraz splity z Nový Svět to wciąż magia, także do kilku następnych regularnie od czasu do czasu wracam. Przyznam jednak, że w pewnym momencie – gdzieś na wysokości “Pequeñas Canciones De Amor” zniknął mi ten projekt z mojego osobistego radaru. Ostatnio nawet trochę się zdziwiłem, bo znalazłem u siebie na półce “Carreteras”, a za cholerę sobie nie przypominam, żebym tego słuchał – “When We Had The Moon” jest chyba pierwszą płytą Demiana od lat, z którą zapoznałem się tak dogłębnie.

Oczywiście Les Paradisiers to nie jest jakaś inkarnacja Ô Paradis, wkład Demiana stanowi tu tylko pięćdziesiąt procent – drugim członkiem grupy jest Thomas Nöla a “When We Had The Moon” to już ich trzecia płyta, znowu wydana w labelu Thomasa, czyli Disques De Lapin. Także Thomas na swoich płytach miało sporo świetnych momentów, do dziś dużym sentymentem darzę “So Long, Lale Andersen”. Ale tak słucham po raz kolejny “When We Had The Moon” i zastanawiam się, czy to nie tutaj obaj panowie umieścili najbardziej chwytliwe piosenki w całej swojej twórczości.

Refren “One Last Smile” od razu wydał mi się jakiś znajomy, co po zerknięciu w digipack okazało się uzasadnione, jako że piosenka ta wprost nawiązuje do “Sound And Vision” Davida Bowiego. W kolejnych kawałkach Amerykanin i Hiszpan oferują szeroki wachlarz nastrojów, choć ani przez moment nie uciekają w rejony bardziej surrealistyczne, jak to mają czasem w zwyczaju – zwłaszcza Demian – w swoich macierzystych projektach. W założeniu ta płyta to podróż na Daleki Wschód – pierwsza odsłona Les Paradisiers tyczyła się rejonów Południowego Pacyfiku, a wraz drugą słuchacz wybierał się do Północnej Afryki. Wystarczy zresztą rzucić okiem na okładkę. Tyle że ja tam tego nie słyszę, dla mnie to mocno amerykańskie dźwięki. W “No Sunshine” czy “My Lover” słychać knajpianego bluesa i country. Dalej mamy trochę Cave’a, Doorsów, nawet subtelnego synthpopu. Choć fakt faktem, że duch Bowiego unosi się nad całością, nie tylko pierwszym kawałkiem.

Tak jak piszę, płyta to bardzo przyjemna i łatwo wchodząca. W większości to dynamiczne piosenki, choć od czasu do czasu dżentelmeni pozwalają sobie pokazać swoje bardziej intymne oblicze. Płytę zamyka cover The Pogues “Summer In Siam” i aż się trochę przykro robi, kiedy wybrzmiewają ostatnie dźwięki jego i jednocześnie całej “When We Had The Moon”. Może i nie wejdzie ten album do mojego kanonu ulubionych wydawnictw, ale na wieczorne nasiadówy ze znajomymi jest to rzecz jak znalazł.

Les Paradisiers – When We Had The Moon
Disques de Lapin, LPN28
CD 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s