Job Karma – Society Suicide [English/Polish]

jobkarma2

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: While provided with the “Society Suicide” material to review, we were ‘loyally’ prejudiced by the musicians a good few times, that ‘it isn’t any industrial nor ambient’. As if it mattered – gentlemen, we really are open to different musical journeys, we’re far from being numbskulls, enclosed in a genre ghetto. I guess we’ve already proved that more than once, and we’ll follow this same path in the future.

Oh well, time to write a few words about the latest Job Karma proposal which is out on CD thanks to the Austrian Klanggalerie, which is having a good streak lately. The vinyl version will be released by other label. The concept is interesting, though not surprising – for many years Job Karma have been faithful to their ideas, painting images of a falling world where technology takes over and man becomes but a mere puppet in its virtual claws. On “Society Suicide” there’s still a large dose of consumerist society criticism and the deepening gap between communities, both in terms of class and purely geographical. And – from what I can read between the lines – some regret, even a lamentation over the lack of reflection of the 21st century man, a man who’s not able to look beyond the tip of his nose, to think longterm, who doesn’t realize that every action is burdened with consequences. You can refer it to anything: wars, the mindless accumulation of bank credits, the risking of one’s health or even life for a few moments of pleasure. Our pervasive lack of compassion and empathy.

We could debate it for hours, because even though the text attached to the presskit (and the album itself I suppose) is quite specific, the message of Job Karma can be read in a rather universal manner. Musically? It’s their best work. This is one of the very few Polish projects, of which we should absolutely be proud of. Can’t deny that we have some really cool musicians who are accustomed to ‘industrial’, ‘ambient’ and their derivatives, but there’s always something missing so that I can consider their work as a complete – sorry for this consumerist term – product. Job Karma is like that. Apart from them I could name, I don’t know, two, maybe three artists or projects. Paradoxically however, I saw 7JK release a totally professional, world class work, but it was slightly missing a soul there, as well as a flash of genius that would allow me to be completely impressed. “Society Suicide” has at least a few such flashes.

Perhaps it isn’t industrial, or even more so, ambient, but one cannot say that to a lesser or greater degree Job Karma still draws from these genres. Mainly industrial. I mentioned the occasion of the review of the “Newson” re-release where the guys developed their own unique style. “Society Suicide” is a natural step on their musical path. The logical continuation of the “Punkt”, partly even “Anthems Flesh” . Their compositions are filled with intricately weaved rhythmic structures, futuristic mechanics and characteristic, often ravishing melodies. Job Karma becomes more catchy, these pieces fall into the ear immediately after the first listen, but in any case, I wouldn’t specify them as trivial. In the opening song, “Oil” we welcome a first guest on “Society Suicide”, namely Thom Fuhrmann from the legendary Savage Republic. His vocals, sounding as if recorded in some dank basement, add a cold wave nobility and retro flavor to this modern composition. An interesting track is “Trees” where I notice the Middle Eastern influences, even more in rhythmic layers than in melody. At the same time it’s – as I understand – a piece of a strongly pro-environmental overtone. For obvious reasons “Earth” is a sort of epilogue to “Anthems Flesh”. Matt Howden’s emotional vocals combined with the dehumanized instrumental parts give such a kick, that I probably wouldn’t feel even once on 7JK’s debut.

Fairly quiet, kept in medium–tempo, “Out” is simply nice, while “Change” draws attention with soulless vocalizations reminiscent of Orwell or Huxley’s dystopias. You can perceive such a mood within the space of the whole album, but here it’s expressed in an almost literal way. The most silent track is probably “Greed”, which seems to be a moment of respite before continuing parts. Then comes “Blackout”, one of my favorites based on Monika Kubacka’s ethereal though disquieting singing and the cold, almost robotic voice of Maciek Frett plus extremely rhythmic – even for Job Karma standards – instrumental textures. Through “Cycle” I can feel as if every aspect of my life is controlled by some anonymous cell – a cool and unemotional composition, torn from time to time by the human factor, the voice of a child or a melody played on the harmonica…

“Death Day” composed in collaboration with Marek Styczyński and Anna Nacher of Karpaty Magiczne (Magic Carpathians) is the second most beautiful piece on the disc. Abstract voices, warm ambient backgrounds – I have the impression that Anna has applied a peculiar vocal stream of consciousness here. When the last notes fade in silence, I feel fulfilled. Maciek, Aureliusz and their invited guests made a release to which I will be often returning. Suggestive and intense, yet at the same time catchy and inspiring. Maybe we’re dying as a society, transforming into cyborgs covered with an organic coat. But if one has to watch the decline of civilization, “Society Suicide” seems to be the best aural companion.

PL: Dostarczając nam materiał “Society Suicide” do recenzji, zostaliśmy dobrych kilka razy “lojalnie” uprzedzeni przez muzyków, że “to nie jest żaden industrial ani ambient”. Jakby to miało jakieś znaczenie – panowie, my naprawdę jesteśmy otwarci na różne muzyczne wędrówki, daleko nam do zakutych pał, zamkniętych w jakimś gatunkowym getcie. Myślę, że już nie raz to udowodniliśmy, a i w przyszłości będziemy tą drogą podążać.

No nic, czas przejść do najnowszej propozycji Job Karma, która na CD wychodzi nakładem austriackiej, mającej ostatnio niezłą passę Klanggalerie, a na winylu ma się ukazać dzięki innej wytwórni. Koncept ciekawy, choć nie zaskakujący – Job Karma od lat wierna jest swoim ideom odmalowując muzyką obraz upadającego świata, w którym technologia przejmuje władzę a człowiek staje się w jej wirtualnych rękach li tylko marionetką. W przypadku “Society Suicide” dochodzi jeszcze krytyka konsumpcyjnego społeczeństwa, pogłębiających się przepaści pomiędzy konkretnymi jego warstwami, tak pod względem klasowym, jak i czysto geograficznym. I – co odczytuję między wierszami – pewien żal, wręcz lament nad bezrefleksyjnością człowieka dwudziestego pierwszego wieku, człowieka nie potrafiącego wyjrzeć poza czubek własnego nosa, niezdolnego do myślenia długofalowego, nie potrafiącego zrozumieć, że każde działanie obarczone jest konsekwencjami. Możesz to odnieść do czegokolwiek bądź, bezmyślnie zaciąganych kredytów, ryzykowania własnym zdrowiem lub życiem za kilka chwil rozkoszy. Wszechobecnego braku empatii.

Można debatowac o tym godzinami, bo choć tekst dołączony do prasówki jest dosyć konkretny, tak naprawdę przesłanie Job Karmy można odczytywać bardzo uniwersalnie.A muzycznie? To najlepsza płyta Job Karmy. To jest jeden z bardzo nielicznych polskich projektów, z których powinniśmy być dumni. Mamy kilku naprawdę niezłych muzyków parających się “industrialem” bądź “ambientem” czy pochodnymi, ale zawsze czegoś mi brakuje, żebym mógł uważać ich dzieła za  – przepraszam za to konsumpcjonistyczne określenie – kompletny produkt. Job Karma taka właśnie jest, oprócz niej, nie wiem, dwóch, może trzech artystów. Paradoksalnie jednak taką np. płytę 7JK uważałem za totalnie profesjonalną robotę na światowym poziomie, ale trochę mi tam zabrakło duszy, jak również jakiegoś błysku geniuszu, który pozwoliłby mi się zachwycić bez reszty. “Society Suicide” takich przebłysków ma przynajmniej kilka.

Może i nie jest to industrial, ani tym bardziej ambient, ale nie da się zaprzeczyć, że w mniejszym lub większym stopniu Job Karma wciąż czerpie z tych gatunków. Głównie industrialu. Wspominałem przy okazji recenzji reedycji “Newson”, że panowie wyrobili swój własny, niepodrabialny styl. “Society Suicide” to naturalny krok na ich muzycznej ścieżce. Logiczna kontynuacja “Punktu”, także po części “Anthems Flesh”. To kompozycje wypełnione misternie utkanymi strukturami rytmicznymi, futurystyczną mechaniką i charakterystycznymi, nierzadko porywającymi melodiami. Job Karma staje się coraz bardziej przebojowa, te kawałki wpadają w ucho od razu, od pierwszego przesłuchania, ale w żadnym wypadku nie należy określać ich mianem banalnych. W pierwszym utworze, “Oil” pojawia się pierwszy gość na “Society Suicide”, Thom Fuhrmann z legendarnego Savage Republic. Thom swoim wokalem brzmiącym jakby nagrano go w jakiejś zatęchłej piwnicy, dodaje pewnej zimnofalowej szlachetności i posmaku retro tej nowocześnie brzmiącej kompozycji. Interesujące jest “Trees”, w którym dostrzegam wpływy bliskowschodnie, bardziej nawet w warstwie rytmicznej niż melodycznej. Jednocześnie jest to – jak rozumiem – utwór o mocno proekologicznej wymowie. “Earth” to z wiadomych wzgędów swego rodzaju epilog do “Anthems Flesh”. Emocjonalny wokal Matta Howdena w połączeniu z odhumanizowaną warstwą instrumentalną dają takiego kopa, jakiego nie uświadczyłem chyba ani razu na płycie 7JK.

Podobać się może dość spokojny, utrzymany w średnich tempach “Out”, z kolei “Change” zwraca uwagę bezdusznymi wokalami, przywodzącymi na myśl orwellowskie czy huxleyowskie dystopie. Na całej płycie taki nastrój można uchwycić, ale tu przedstawiono to w sposób nieomal dosłowny. Najbardziej wyciszonym fragmentem płyty jest “Greed”, który zdaje się być chwilą wytchnienia przed dalszą jej częścią. Czyli “Blackout”, jednym z moich faworytów opartym na eterycznym choć niepokojącym śpiewie Moniki Kubackiej, zimnym, robotycznym wręcz głosie Maćka i wyjątkowo zrytmizowanej – nawet jak na Job Karmę – warstwie instrumentalnej. Za sprawą “Cycle” znowu się czuję, jakby kontrolowany był każdy aspekt mojego życia – chłodna i beznamiętna kompozycja, rozdzierana od czasu do czasu czynnikiem ludzkim, głosem dziecka czy melodią graną na ustnej harmonijce…

“Death Day” stworzony w kooperacji z Markiem Styczyńskim i Anną Nacher z Karpat Magicznych to drugi najpiękniejszy fragment na płycie. Głosowe abstrakcje, ciepłe tekstury ambientowe w tle – odnoszę wrażenie jakby Anna zastosowała tu swoisty wokalny strumień świadomości. Gdy wybrzmiewają ostatnie dźwięki płyty czuję się spełniony. Maciek, Aureliusz i zaproszeni przez nich goście stworzyli płytę, do której wracać będę długo i często. Sugestywna, przejmująca a jednocześnie chwytliwa i porywająca. może i umieramy jako społeczeństwo, przekształcamy się w obleczone organiczną warstwą cyborgi. Ale jeśli już mam obserwować schyłek cywilizacji, “Society Suicide” wydaje się być do tego najlepszym dźwiękowym towarzyszem.

Job KarmaSociety Suicide
Klanggalerie, gg191
CD/LP/Digital 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s