Cisza przed burzą :: Wywiad z Sui Generis Umbra ::

Image

[Autorka: Valentine Wiggin]

Doszły mnie słuchy, że odbyło się pierwsze po dziewięciu (?) latach spotkanie i próby SGU. Opowiedz nam o okolicznościach spotkania i towarzyszących mu emocjach. Może kilka smaczków?

Wszystko ruszyło dzięki Maćkowi, który miał odwagę, żeby zrobić pierwszy krok. Chwała mu za to. Gdyby nie on, dalej tkwiłabym w tym swoim kokonie. Wyzwoliło się całe mnóstwo pozytywnych emocji i aż trudno uwierzyć, że będą one podstawą dla pomysłów na ciężki, smolisty dark ambient.

Smaczek? Miał miejsce jeszcze w październiku. To był ostatni dzień prób i ostatnie pięć minut przed moim wyjściem ze studia. Siedzimy zamyśleni i zapatrzeni w przestrzeń, kiedy nagle zaczyna ją wypełniać nieziemska melodia, a wraz z nią rytm, który przeszywa ciało i każe odpłynąć. Poddajemy się… Nagła wymiana spojrzeń i szybkie naciśniecie ‘Rec’. To naprawdę to? Linia basu na nową płytę? Wtedy jeszcze chyba w to nie wierzyliśmy. W lutym mieliśmy drugą turę prób i zamiast przygotowywać się do koncertów siedzieliśmy i rzeźbiliśmy ten zalążek pomysłu. Na dzień dzisiejszy można powiedzieć, że mamy pierwszy kawałek na nową płytę. Ciary, ciary… Coś czuję, że ciężko będzie nam skupić się na przygotowaniach do koncertów, bo wyraźnie nas ciągnie do robienia nowej muzy. Ale nie możemy sobie na to pozwolić, ponieważ w maju wszystko musi być już zapięte na ostatni guzik. Podejrzewam, że z początkiem czerwca podamy oficjalnie parę szczegółów co do naszych występów. Gramy na dwóch bardzo wyjątkowych festiwalach, Hradby Samoty w Czechach i Castle Party Festival w Polsce – to będzie prawdziwa uczta dla znawców gatunku.

Czasami potrzeba silniejszego katalizatora… wierzę, że występ na żywo może wyzwolić te pokłady muzyczne, które gnieżdżą się w was od lat. Bo czyż granie na żywo nie jest swoistą magią? Oswajaniem niewiadomego? Opowiedz mi trochę jak to wygląda z twojej/ waszej perspektywy.

Koncerty… Szczerze mówiąc, to nie nasza bajka. Jakoś tak… po prostu nie. Zawsze wiąże się z tym milion problemów. Mnóstwo jęczenia, odkładania na później, zapominania, przypominania, znów zapominania, potem stres, nerwy. Koszmar… Bardzo bolesny proces, choć może to głównie ja mam z tym problem, tyle że Maciek wcale nie pomaga. Ale jak już siądziemy i zabierzemy się do pracy to wychodzą z tego fajne. Poza tym sam występ zbyt dużo mnie kosztuje psychicznie. Po zejściu ze sceny jestem wrakiem, bo to jest cena maksymalnego skupienia niezbędnego, aby odtworzyć całą paletę nierzadko skrajnych wokali zawartych na studyjnych nagraniach. Zawsze już na samym wstępie wkurza mnie fakt, że i tak mi się to w stu procentach nie uda, bo jest to absolutnie niemożliwe. Niektórych partii wokali nawet nie ćwiczę na próbach, bo nie ma to sensu – pójdę na żywioł podczas występu. Tłumaczę sobie, że przecież tym charakteryzuje się muzyka SGU: niepowtarzalnością nawet dla nas samych, jej twórców. Nie było i nie będzie dwóch takich samych występów.

Skąd w ogóle pomysł na takie wokale?

Z mojej osobowości, która jest tak samo pokręcona i skrajna jak te wokale. Z konkretną ideą (nie tylko na wokale oczywiście) człowiek się już rodzi. Tak mi się wydaje… To siedzi w tobie od zawsze i potem tylko nadchodzi ten moment, kiedy będziesz mógł w końcu wykorzystać to, co zostało ci na początku dane.

Kiedy rozpoczął się proces tworzenia SGU, w czasie gdy nie było wiadomo dokąd zaprowadzi was wspólne granie, w jaki sposób rozpatrywaliście swój muzyczny związek?

Początki SGU to w sumie dziwna historia. Do dziś ją wspominamy z lekkim uśmiechem i niedowierzaniem, jak w ogóle to wszystko się potoczyło. Dla mnie to było jak ze snu. Spotykam w przelocie “jakiegoś kolesia”, po czym stwierdzam, że chce mi się nagrać płytę. I tak jak nigdy na nic nie mam odwagi, tak tutaj chwytam za słuchawkę, dzwonię do tego gościa i mówię żebyśmy nagrali razem muzę. A Maciek bez zastanowienia odpowiada: „Nie ma sprawy, bądź w piątek”. Najlepsze, że jak do niego przyszłam, on był bardzo chory, brał leki i ledwo widział na oczy. Ja bez cienia współczucia, twardo mówię do niego „ Siadaj i nagrywaj”. Że jak? Ale nie dość, że siadł, to jeszcze nagrał w ten jeden dzień połowę utworów, które znalazły się na “Ater”, m.in. również „No Sun”, chyba najbardziej poruszający utwór SGU. Potem nasze drogi się rozeszły i minęło sporo czasu zanim spotkaliśmy się ponownie – jak zwykle za sprawą przypadku. Gdybyśmy się wtedy nie natknęli na siebie na jednej imprezie, „Ater” nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. I jak się zaczęło, tak SGU trwa do dziś w tej samej formie, czyli: żadnych konkretów, żadnych planów, prób, wszystko pozostawione własnemu nurtowi, na który tak naprawdę nie mamy wpływu. To dryfuje gdzieś w przestrzeni i od czasu do czasu nas do siebie przywołuje. Dziś historia zatacza koło i tak po dziesięciu latach bytowania na dwóch przeciwległych półkulach, znów się spotykamy. Na przekór wszystkiemu.

A co było w tamtych czasach waszym największym marzeniem?

Dla mnie jedynym marzeniem zawsze było wydanie tego materiału na płycie. Nie wiem jak dla Maćka, ale sądzę, że on czuł podobnie. To było dla mnie osiągniecie absolutnej szczęśliwości. Dobrze pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki „Ater”. Uczucie trudne do opisania, coś w rodzaju katharsis. Dotknięcie absolutu. W tamtej sekundzie zmienił się mój sposób myślenia na całe życie. Czy na dobre? No właśnie…

Co się w ogóle z wami działo przez te lata… Myślę, że to dość istotne pytanie.

 Nic szczególnego. Byliśmy zawieszeni w próżni, goniąc za namiastką normalności. Nadszedł jakiś bardzo zły czas i rozwaliło się wiele cennych przyjaźni, w tym nasza. Ludzie przestali się ze sobą bawić, wspólnie spędzać czas, nastała absolutna i kompletna nicość. Wszyscy jakby zapadli się pod ziemię. Do dziś nie rozumiem co takiego wydarzyło się w tamtym okresie, że skutki tego okazały się aż tak drastyczne. Nie pozostało mi wtedy nic innego jak wyprowadzić się i zacząć wszystko od nowa. Jak się okazało, nie był to tylko mój pomysł, bo Maciek też wyjechał, tyle że do Warszawy. Nie wiem jak on, ale ja pamiętam, że przez sześć lat ani razu nie włączyłam żadnego kawałka SGU! Heroiczna próba wymazania przeszłości… O naiwności.

Chyba nie żałujesz?

Nie, zupełnie nie. Dziś wiem, że to wszystko miało swój ogromny sens.

Wyprowadziłaś się do Szkocji i do niedawna mieszkałaś w Aberdeen – jak czujesz się po przeprowadzce do Edynburga? Opowiedz nam trochę o tym miejscu. Czym w ogóle wypełnione jest Twoje życie prywatne?

Muszę przyznać, że przeżywam wakacje swojego życia – po raz pierwszy od jedenastu lat nie pracuję i, o zgrozo, podoba mi się to. Widzę, że takie zatrzymanie się aby złapać oddech było mi bardzo potrzebne. Ja od zawsze jestem w biegu, zawsze na najwyższych obrotach, nie marnując choćby jednej minuty. Nagle buch. Stop. Wiadomo, istnieją zawsze dwie strony medalu, ale póki co delektuję się spokojem. Mam czas na wyciszenie się i to jest piękne. Korzystam z tego luksusu całymi garściami, bo wiem, że stan ten nie potrwa długo. Obecna sytuacja to efekt poważnej decyzji o zostawieniu pracy wykładowcy na uczelni w Aberdeen i ułożeniu wszystkiego na nowo w Edynburgu. Po sześciu latach pracy to naprawdę nie była łatwa decyzja, ale wierzę, że słuszna. Zawsze trzeba coś stracić żeby zyskać coś innego. A mieszkać w Edynburgu to jakby przenieść się do jakiejś baśni… Klimat tego miejsca jest nie do opisania. Ogólnie jest to bardzo mroczne i posępne miasto, mnóstwo tu gotyckiej architektury, strzelistych wież, a ponad połowa mieszkańców żyje w domach, których mury pamiętają co najmniej XV wiek. Podobnie jak ich wystrój, uwierz mi. Mam wrażenie, że czas się tu zatrzymał. Każdy, kto był w Edynburgu na pewno zgodzi się ze mną, że miasto to powinno zostać okrzyknięte stolicą dark ambientu, o gotyku nie wspominając. Wszystkie trasy i wycieczki proponowane turystom traktują o duchach, posępnych legendach, wampirach, torturach i podziemnym mieście w którym umarły setki tysięcy ludzi. Ale – jak na ironię – nie odbywają się tu żadne gotyckie i ambientowe imprezy. Tak jakby ta muzyka nigdy tu nie dotarła! Tu króluje folk i jego odmiany. Mnóstwo festiwali poświęconych jest celtom, wikingom, dawnym rytuałom. Jeden z nich, Beltane Fire Festival (obecnie kultywowany chyba już tylko w Edynburgu) odbędzie się dzisiaj, trzydziestego kwietnia na wzgórzu Calton, położonym w samym centrum miasta. Płoną pochodnie, rozbrzmiewają bębny i rozpoczyna się jedyny w swoim rodzaju półtoragodzinny performance, tworzony przez ponad sto pięćdziesiąt osób. Kto tylko może niech przybywa. Będzie odlot.

Jaką muzykę można usłyszeć w twoich głośnikach na co dzień? Zawsze mnie intryguje, czego osoby takie jak Ty słuchają sobie tak dla relaksu, z boku. I tak ogólnie, jak ważne jest dla Ciebie słuchanie muzyki?

Jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze. U mnie nie ma dnia bez muzyki. Nie mam telewizora już od wielu lat i to właśnie muzyka zajmuje jego miejsce. Słusznie zauważyłaś, że to, czego słucha się w ciągu dnia, różni się od dźwięków słuchanych wieczorem. U mnie dochodzi jeszcze kwestia czy słucham jej sama, czy z kimś. To dziwne, bo jeśli z kimś, to zawsze dopasowuję ją do gustów danej osoby. Mam jakąś schizę i nie spocznę dopóki się nie upewnię, że się jej podoba. W ciągu dnia najlepsza jest muzyka bez wokali, dlatego bardzo często słucham najrozmaitszych chill-outów i lounge’ów. To jedyny rodzaj muzy, gdzie zamiast nazwisk znam linki. Ale taka jej rola – ma nienachalnie wypełniać przestrzeń domu i być pozytywnym balastem dla tak dołujących czynności jak np. obieranie ziemniaków. Ale im bliżej wieczoru tym większy apetyt na klimaty cięższe, wymagające skupienia. Osobiście najlepiej mi się słucha muzyki bardzo późno w nocy.

A czym jest dla ciebie samo tworzenie muzy?

Jest najcudowniejszym sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. Stanem, w którym bezkarnie można być egoistą i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. To chyba również najbardziej skuteczna metoda radzenia sobie z własnymi demonami…

Czy z wiekiem łatwiej jest akceptować miejsce jakim jest świat czy wręcz odwrotnie?

Myślę, że łatwiej…, przynajmniej mi. Zdecydowanie sprawniej prześlizguję się przez codzienność niż kiedyś. Im człowiek starszy tym (teoretycznie) więcej wie i chyba więcej jest w stanie sobie wytłumaczyć, a przez to zaakceptować świat, który nas otacza.

Czy uważasz się za dojrzałą artystkę?

Jeśli przez „dojrzała” masz na myśli „w pełni ukształtowana, osiągająca ostateczna formę” to nie, chyba nie. Mimo, że udało mi się stworzyć swój własny styl, to uważam ze pozostało mi jeszcze wiele nauki i udoskonalenia. Ale może kiedyś, bardzo kiedyś, zasłużę na to określenie. Spróbuję.

Opowiedz nam trochę o swoich kolaboracjach. O tej, podczas której współpracowało ci się najlepiej oraz o tej wymarzonej.

Nie było tego dużo, ale cztery płyty, które wspomogłam swoim głosem, ujrzały światło dzienne – jedna z nich ukazała się na zapierającym dech w piersiach wydawnictwie – czerwonym winylu (niemiecki projekt MATO). Współpraca z Asmorod dała niesamowity rezultat – szkoda, że dziś tak trudno zdobyć „Hysope”. Nie jestem w stanie powiedzieć z kim współpracowało mi się najlepiej. Za każdym razem czułam się ogromnie wyróżniona i było mi niezmiernie miło, że mój głos mógł być dopełnieniem czyjejś muzyki.

Wymarzona kolaboracja? Oj wiele, ale chyba przede wszystkim coś z klimatów dark ambient. Choć podoba mi się ogromna ilość zespołów z innych gatunków, to wiem, że nie potrafiłabym dopasować się do ich klimatu, nawet pomimo moich najszczerszych chęci. Jeśli chodzi o tworzenie muzyki mam tylko jeden przetwornik – Dark Ambient.

Czego ( i czy w ogóle) możemy spodziewać się od was w ciągu najbliższego roku?

Niczego… Wiem, to strasznie brzmi. Z góry przepraszamy wszystkich, którzy śledzą nasze kroki i muszą czytać takie słowa. Ale naprawdę nie mamy żadnych planów. To przestrzeń wyznacza rytm, nie my. Ale jedno jest pewne, coś wisi w powietrzu… i wprowadza niepokój.

Cisza przed burzą?

Myślę, że tak…

http://www.suigenerisumbra.com/

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s