Raison d’être – Mise En Abyme [English/Polish]

raisondetre

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: Cold Meat Industry has died. I mean it was writhing in agony for many months, only now this fact we were aware of for a long time has been officially confirmed. To be honest, I thought that Raison d’être – one of the musicians that remained faithful to Cold Meat until its very end – would rather go to Cyclic Law, a harbour where other famous fugitives like Arcana or Desiderii Marginis have already anchored. On the contrary Peter found his new place under the wings of the Germans from Drone/Transgredient.

Under these colors the new outcome of the Swede, “Mise en Abyme”, has recently seen the light of the day. The project has been active for more than twenty years; my adventure with it is just a little bit shorter… Our romance has had its ups and downs. Peter began with the synth laments of ” Après Nous Le Deluge” or “Prospectus I”. These sounds eventually got old, it’s hard for me to listen to them anymore. Then the golden era arrived, a few albums filled with a solemn, sacred atmosphere coated with rust. The crowning achievement of this period was “The Empty Hollow Unfolds”, one of the most beautiful dark ambient releases in the history of the genre. Yet the next release, so anticipated by me back in the day, “Requiem For Abandoned Souls” was harshly disappointing. It was the poor, boring remains of its predecessor. On “Metamorphyses” a wider range of industrial inclinations came to the fore; the album surely had its moments, but overall I wasn’t too enthused. I was willing to give the project up when the year 2009 came. And along with it “The Stains Of The Embodied Sacrifice”; a sensational album in every way, as if Peter had finally found the golden means to balance all the aforementioned elements in an ideal manner. There was dignity and dirt. Melancholy and gloom.

Five years have passed and we have “Mise En Abyme”. Can’t say I wasn’t waiting for this one. Would it be an eternal return, a fall from a high horse the hooves of which would kick me in the face? Or a sealing of the fact that Raison d’être is simply one of the best projects in the genre? Today I can say that the second option is in force. “Mise En Abyme” is perhaps not the best Raison d’être album, but that doesn’t change the fact that it’s one of the most beautiful releases I’ve had the opportunity to engage with during the past several months. The concept is based on the cleansing of the inner self through a journey into its deepest regions. Carried by the sounds, the listener explores his subconscious and reaches the heart of darkness. After experiencing it, he’s ready to return to the light.

We go deep down into the void in the first composition, “Abyssos”. It quickly becomes clear that Peter intends to continue the direction taken on “The Stains Of The Embodied Sacrifice”, as this slowly evolving composition combines mournful and solemn drones and the metallic beast, Shrike crushing anything that gets in his way. When the silence comes to terms and the following sounds, the echoes of sacred choirs, fade into the abyss, I’m starting to feel just like I did more than a dozen years ago, when first experiencing the music of Raison d’être. I have the impression that Peter also felt those vibes from the past while composing “Mise En Abyme”. After all, time is a flat circle.

The second scene of the album is “Infernos” filled with sombre murmurs, noises and rustles that wane in the cruel iron cacophony – the listener suffers in agony, spiked on the branch of a steel tree. This pain, however, leads straight to purification. It’s one of the strongest pieces Peter has composed within the frames of his main project. At a push one could place “Infernos” on a Bocksholm album for example.

But how insanely beautiful those Greek Orthodox chants sound at the beginning of “Katharos”, in the context of the preceding track. Rapidly blurring in hazy space where they drift alongside the hollow murmurs of the night, bells and sounds reminiscent of an industrial nightmare. An amazing composition, where once again one can feel the spirit of old times. I think in this track can be found the most intense feeling in the whole album. We slowly ascend towards the light. According to the label the concept has a purely psychological basis and is completely detached from history, morality and religion. Don’t believe it, “Katharos” is deeply spiritual, striking the most sensitive strings of the soul.

Like “The Stains Of The Embodied Sacrifice”, ” Mise En Abyme” also ends in a rather quiet manner, leaving the listener in reverie. It isn’t as ethereal a piece as “The Temple is Eternal Sacred”; “Agraphos” just sets extreme emotions aside and allows for a slow return to the mundane world. I can say that the prose of life, which falls on the head after the fading of “Mise En Abyme”’s last sounds is rather tiring and I actually want to go back immediately to those unexplored areas, so close and yet so far away.

A great comeback for Raison d’être. At the same time, I feel that Peter Andersson’s project has reached the end of the road. It has already completed its evolution and subsequent albums will probably be but variations on this and the previous entries in his oeuvre. The Swede has reached the intersection of all the paths that he has followed in the past and I really don’t know what new this project could come up with on another release. But I don’t mind. If the future of the project is painted in pale gray and marked with rust, that’s fine by me. I recommend “Mise En Abyme” wholeheartedly.

PL: Wzięło i umarło Cold Meat Industry. To znaczy wiło się w agonii już od wielu miesięcy, teraz tylko oficjalnie potwierdzono fakt, z którym liczyliśmy się od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc byłem przekonany, że Raison d’être – jeden z zimnomięsnych muzyków, który pozostał wierny tej oficynie do końca – przejdzie raczej do Cyclic Law, przystani, w której zakotwiczyli już inni słynni uciekinierzy, jak Arcana czy Desiderii Marginis. Tymczasem Peter wylądował pod skrzydłami Niemców z Drone/Transgredient.

W tych barwach światło dzienne ujrzała niedawno nowa produkcja Szweda, czyli “Mise en Abyme”. Projekt to aktywny od ponad dwudziestu lat, moja z nim przygoda trwa w sumie niewiele krócej… Romans nasz przechodził wzloty i upadki. Peter zaczynał od syntezatorowego bajdurzenia na “Apres Nous Le Deluge” czy “Prospectus I”. Zestarzały się te brzmienia, jeśli mam być szczery, dziś ciężko by mi się już tego słuchało. Potem wiadomo, złota era, kilka albumów wypełnionych doniosłą sakralną atmosferą otuloną rdzawym nalotem. Ukoronowaniem tego okresu okazał sie “The Empty Hollow Unfolds”, jedne z najpiękniejszych kilkudziesięciu darkambientowych minut w historii gatunku. Za to tak wyczekiwana przeze mnie następna pozycja, “Requiem For Abandoned Souls” bardzo mnie rozczarowała. Słabe to było, nudne popłuczyny po poprzedniczce. Na “Metamorphyses” w szerszym zakresie do głosu doszły inklinacje industrialne; miała ta płyta momenty, ale całościowo także nie zachwyciła. Byłem gotów postawić na Szwedzie krzyżyk, aż tu nadszedł 2009 rok. I “The Stains Of The Embodied Sacrifice”, płyta w każdym calu rewelacyjna, jak gdyby Peter znalazł złoty środek i wyważył wszystkie te wspomniane przeze mnie elementy w sposób idealny. Tam było i dostojeństwo, i brud. Melancholia i mrok.

Pięć lat minęło i mamy “Mise En Abyme”. Nie ukrywam, czekałem. Czy będzie wieczny powrót, upadek z wysokiego konia i przy okazji kopnięcie mnie kopytem w twarz? Czy przypieczętowanie faktu bycia po prostu jednym z najlepszych w gatunku. Dziś mogę stwierdzić, że obowiązuje opcja druga. “Mise En Abyme” to nie jest może najlepsza płyta Raison d’être, ale nie zmienia to faktu, że to jeden z najpiękniejszych albumów, jakie miałem okazję poznać podczas ostatnich kilkunastu miesięcy. Koncept płyty opiera się na oczyszczeniu jaźni poprzez podróż w najgłębsze jej rejony. Niesiony tymi dźwiękami słuchacz eksploruje swą podświadomość, dociera do jądra ciemności. Doświadczając go jest gotowy na powrót ku światłu.

I właśnie do otchłani docieramy już w pierwszej kompozycji, “Abyssos”. Szybko staje się jasne, że Peter zamierza kontynuować kierunek obrany na “The Stains Of Embodied Sacrifice”, ponieważ ta powoli rozwijająca się kompozycja łączy w sobie żałobne i podniosłe drony oraz metaliczną bestię, Chyżwara miażdżącego wszystko, co wejdzie mu w drogę. Gdy w dalszej części następuje wyciszenie, kiedy kolejne dźwięki, kolejne echa sakralnych chórów nikną w czeluści, ja zaczynam czuć się zupełnie jak kilkanaście lat temu, kiedy po raz pierwszy obcowałem z muzyką Raison d’être. Mam wrażenie, że Peter też poczuł tamte wibracje z przeszłości komponując “Mise En Abyme”. Wszak czas to płaskie koło.

Druga odsłona albumu to “Infernos” wypełniony ponurymi pomrukami, szumami i szelestami, które nikna w okrutnej żelaznej kakofonii – słuchacz wije się w mękach, nabity na stalowe drzewo. Ból to jednak najprostsza droga do oczyszczenia. To jeden z mocniejszych kawałków skomponowanych przez Petera w ramach jego głównego projektu. Na upartego, mógłby Szwed wcisnąć “Abyssos” nawet na którymś materiale np. Bocksholm.

Ale jakże pięknie w kontekście poprzedniczki brzmią te greko-prawosławne zaśpiewy na początku “Katharos”. Szybko rozmywają się w mglistej przestrzeni, w której dryfują wraz z głuchymi pomrukami nocy, dzwoneczkami i reminiscencją industrialnego koszmaru. Wspaniały utwór, w którym po raz kolejny czuć ducha starych czasów. Chyba najmocniej na calej “Mise En Abyme”. Wznosimy się powoli ku swiatłu. Według prasówki koncepcja płyty ma podłoże wyłącznie psychologiczne oraz jest zupełnie oderwana od historii, moralności i religii. Nie wierzcie w to, “Katharos” to niezwykle uduchowiona kompozycja, uderzająca w najczulsze struny duszy.

Podobnie jak “The Stains Of The Embodied Sacrifice”, także “Mise En Abyme” kończy się w sposób dosyć wyciszony, pozostawiając słuchacza w zadumie. Nie jest to tak eteryczny kawałek jak “The Temple is Eternal Sacred”, “Agraphos” po prostu odkłada skrajne emocje na bok i pozwala wrócić pomału do codzienności. Po sobie mogę powiedzieć, że proza życia, która zwala się na głowę po wybrzmieniu ostatnich dźwięków “Mise En Abyme” jest raczej męcząca i właściwie od razu mam ochotę wrócić w te niezbadane rejony będące tak blisko i zarazem tak daleko.

Raison d’être powróciło w bardzo wysokiej formie. Jednocześnie mam wrażenie, że projekt Petera Anderssona dotarł do końca drogi. Zakończył już swoją ewolucję a kolejne płyty będą wariacjami na temat tej i poprzedniej pozycji w jego dorobku. Szwed dotarł do skrzyżowania wszystkich ścieżek, którymi podążał w przeszłości i nie wiem, co jeszcze nowego mógłby w ramach tego przedsięwzięcia wymyślić. Ale nie powiem, żeby mi to szczególnie miało przeszkadzać jeżeli przyszłość projektu miałaby malować się w bladoszarych, znaczonych rdzą barwach, jakimi mieni się ta piękna płyta, jaką jest “Mise En Abyme”. Polecam z całego serca.

Raison d’êtreMise En Abyme
Transgredient Records, TR-10
CD/Digital 2014

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s