Rafał Kołacki – Panoptikon [English/Polish]

panoptikon

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: Rafal Kołacki, primarily one of the HATI project components, offers here a solo release. Although at the time when I’m writing these words a second one is also on the way. “Panoptikon” is the soundtrack to the film of the same title. It’s a movie where in para-documentary form, the makers present nearly ninety years of history of Toruń and Poland. Nearly a century observed from the perspective of the prisoners of Toruń state prison, popularly called “Okrąglak”.

However, anyone who thinks that we’re dealing with typical illustrative music that has little to offer apart from the imagery, is wrong. This may apply to about eighty percent of soundtracks, but “Panoptikon” can surely be excluded from this group. The music here can successfully function as a standalone entity as well. First and foremost this is due to the abundance of used sounds, ideas and particular solutions the source of which is both of a natural and synthetic provenance. The first track, “Wiedza Okrutna” (“Cruel Knowledge”) , makes Hati fans feel at home, although an interesting novelty here is the usage of the saxophone. Obviously, this isn’t an attempt to discount the undoubted popularity of Rafał’s main project (of course maintaining an appropriate balance, we still speak of marginal music streams), because “Obłąkany w Zielniku” (” The Lunatic in the Herbarium”) is a polyphonic miniature of folk nature, while “Język Bez Końca” (“Language Without End”) refers to minimalist, drone traditions.

Each composition is different, but this mostly applies to the means of expression used, because in addition to the aforementioned opening tracks, Rafał and his invited guests follow an experimental/ improvisational path; or a neoclassical/ synthetic one. Sometimes even a purely dark ambient one (the first half of “Widzialne Niewidzialne” (“Visible Invisible”)). I can’t really say how it’s related to the film or whether this, let’s call it, “stylistic dispersion”, is justified. I assume it is, but out of necessity I treat “Panoptikon” as a sovereign musical form. I don’t mind diversity, but I know people for whom listening to the disc in its entirety could be a severe ordeal. Although it isn’t a very long release, “Panoptikon” requires patience and concentration.

More sensitive listeners will surely notice a common denominator – a claustrophobic oppressiveness in these sounds. If you feel space, it is caused by echoes and reverberations bounced in long and damp corridors. If you see the sun, it’s only through barred windows. Freedom? Only a dream wandering somewhere deep in your mind. When it comes to conveying the atmosphere of encirclement, claustrophobia and the yearning for freedom, the album is doing fine. I mentioned it in my Mammoth Ulthana review, I’m mentioning it now: it’s cool that Rafał, in spite of having all his experimental inclinations, doesn’t forget about the recipient of the music, the person on the other side of the speaker, who wishes to experience emotions without necessarily wondering what the musician had in mind while implementing this or that sound in the framework of the composition.

An interesting release, further proof that exploring music is in good shape in Poland. There is something messed up with the track order on the cover, but if that’s the biggest worry of “Panoptikon”, there’s is nothing left but to enjoy.

PL: Rafał Kołacki, stanowiący przede wszystkim jedną ze składowych przedsięwzięcia zwanego HATI, tym razem proponuje swoje solowe wydawnictwo. Pierwsze, choć w momencie, kiedy piszę te słowa, drugie jest już w drodze. “Panoptikon” stanowi ścieżkę dźwiękową filmu o tymże tytule, filmu, w którym w paradokumentalnej formie twórcy przedstawiają prawie dziewięćdziesiąt lat historii Torunia i Polski. Prawie stulecie obserwowane z perspektywy więźniów toruńskiego aresztu śledczego zwanego popularnie “Okrąglakiem”.

Myli się jednak ktoś, kto twierdzi, że mamy tu do czynienia z typową muzyką ilustracyjną, która w oderwaniu od obrazu niewiele ma do zaoferowania. W rzeczywistości tyczy się to jakichś osiemdziesięciu procent soundtracków, “Panoptikon” jednak ciężko do nich zaliczyć. Muzyka ta z powodzeniem funkcjonować może również jako byt samodzielny. Przede wszystkim chyba dzięki bogactwu zastosowanych brzmień, pomysłów i poszczególnych rozwiązań, których źródeł można szukać zarówno w dźwiękach naturalnych, jak i syntetycznych. Już pierwszy utwór, “Wiedza Okrutna”, powoduje, że sympatycy Hati poczują się jak w domu, choć interesujące novum stanowi tu saksofon. Oczywiście nie jest to jednak próba zdyskontowania niewątpliwej popularności macierzystego projektu Rafała (oczywiście zachowując odpowiednie proporcje, wciąż mówimy o bocznych nurtach muzycznych), ponieważ “Obłąkany w Zielniku” to polifoniczna miniatura odwołująca się do folku, a “Język Bez Końca” nawiązuje do minimalistycznych, dronowych tradycji.

Każdy utwór jest inny, natomiast tyczy się to głównie zastosowanych środków wyrazu, bo oprócz wspomnianych wcześniej fragmentów, Rafał i zaproszeni goście potrafią podejść do muzycznej materii także od strony eksperymentalno – improwizowanej. Albo neoklasyczno – syntetycznej. Czasem nawet czysto darkambientowej (np. pierwsza połowa “Widzialne Niewidzialne”). Ciężko mi powiedzieć jak odnosi się to do samego filmu, czy taki rozstrzał, nazwijmy to w uproszczeniu,”stylistyczny”, jest tu uzasadniony. Zakładam, że jest, ale siłą rzeczy traktuję “Panoptikon” jako suwerenną formę muzyczną. I mnie to zróżnicowanie nie przeszkadza, choć znam ludzi, dla których przesłuchanie płyty w całości może okazać się ciężką przeprawą. Wymaga “Panoptikon” cierpliwości i skupienia, choć czas trwania wydawnictwa wcale przecież długi nie jest.

Co wrażliwszy słuchacz na pewno jednak zauważy wspólny mianownik – pewną klaustrofobiczną opresywność tych dźwięków. Jeśli mamy wrażenie przestrzeni, to wywołane jest ono echami i pogłosami odbijającymi się w długich i wilgotnych korytarzach. Jak słońce, to widziane przez zakratowane okno. Jak wolność, to tylko w formie marzenia kołaczącego się gdzieś w głębi umysłu. Jeśli chodzi o oddanie atmosfery zaszczucia, klaustrofobii i tęsknoty za wolnością, płyta spisuje się bez zarzutu. Wspominałem przy okazji płyty Mammoth Ulthana, wspomnę i teraz: fajnie, że Rafał, przy wszystkich swoich eksperymentalnych inklinacjach nie zapomina o odbiorcy, o osobie po drugiej stronie głośnika, która chce podczas tych czterdziestu paru minut przeżyć trochę wzruszeń niekoniecznie rozgryzając, co muzyk miał na myśli implementując ten czy tamten dźwięk w szkielet swej kompozycji.

Ciekawa płyta, kolejny dowód na to, że w Polsce muzyka poszukująca ma się dobrze. Na okładce coś jest pomieszane z kolejnością utworów, ale jeżeli to jest największe zmartwienie “Panoptikonu” to nic, tylko się cieszyć.

Rafał KołackiPanoptikon
Noisen Rec., D 005
CD 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s