Löwenritter – Prelude – Ten Seconds Before Sunrise [English/Polish]

lowenritter

[Reviewed by / autor recenzji: stark]

ENG: Actually I was expecting something different from this album. I don’t know, maybe it was the project’s name, the color patterns on the cover, that photo of a pretty goth girl inside. I was expecting something at the intersection of gothic, ambient and neoclassical. Exaggerated, full of pathos and exaltation. Hard to assimilate and digest.

I was wrong. I was wrong big time. To be honest, I haven’t heard such a subtly charming album in quite a while. Moving, but not kitschy at all. Löwenritter is the project of two German artists, Harald Löwy and Dirk Ritter, who use the piano and guitar as leading instruments on “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise”, and a handful of ambient textures which fill the blind spots. Not exerting to be virtuosos, yet touching the most sensitive strings of the soul. Modestly, but honestly.

It’s hard to describe each piece one by one, in fact they all are quite similar. The differences one can notice after several listens, being familiarized with the whole thing, having learned it. After having an insight into the complete structure one begins to see the nuances inherent in the spiritual realm rather than in the technical field. In one passage there may be a greater dose of darkness, counterbalanced by the light in a different part. Once a faint smile can shine on your face, while later you’ll feel something heavy in your stomach.

However the leading feeling here is longing. The memory of a lost love. This album is like reading an old, already slightly yellowed letter, watching faded photos of this beautiful girl you kissed for the first time, and who today is with some other guy. Or even return to the days of childhood, at the seaside… Not without a reason I mention this, because this music reminds me of the soundtracks to melancholic cinema from Japan. Kitano’s “Sonatine” or “Dolls” for example. Joe Hisaishi uses similar means of expression to create a really converged atmosphere and emotions. “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise” is built of uncomplicated piano melodies, atmospheric landscapes generated by electronics and sometimes a guitar with a post-rock feeling. And it’s enough. Without posturing, useless experimentation or exploring new territories. Of course, this also works the other way, listeners looking for more sophisticated solutions and auditory sensations have no business here. Nonetheless Löwenritter is not so distant from collaborations such as Fennesz and Sakamoto. As if the Germans were their more human and a little less ascetic reflection.

Kalinkaland released Chandeen, “Teenage Poetry” once, which – despite the fact that it’s quite a different genre than Löwenritter – had a certain, similar impact on me. I haven’t listened to things like Chandeen for years, actually I never really did, but “Teenage Poetry” is, and probably will remain for some time a kind of guilty pleasure for me. I won’t call “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise” that. Seemingly it’s nothing special, but it’s still very nice music. Nice, just like that. Perfect for an evening glass of wine, a cigarette, browsing though the box of memories from the past (even I have one). While thinking that once there were better times.

PL: Przyznam, że spodziewałem się czegoś innego po tej płycie. Nie wiem, może nazwa projektu, kolorystyka okładki, fotka urodziwej gotki w środku. Spodziewałem się czegoś na przecięciu gotyku, ambientu i neoklasyki. Rozbuchanego, pełnego patosu i egzaltacji. Ciężkiego do przyswojenia i strawienia.

Pomyliłem się. Pomyliłem się mocno. Szczerze mówiąc, dawno nie słyszałem tak subtelnie urokliwej płyty. Rozczulającej, ale w żadnym wypadku nie kiczowatej. Löwenritter to dwóch Niemców, Harald Löwy i Dirk Ritter, którzy na “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise” wykorzystują fortepian i gitarę w roli instrumentów wiodących oraz garść ambientowych tekstur wypełniających puste miejsca. Nie siląc się na szczególną wirtuozerię dotykają najczulszych strun w duszy. Skromnie, za to szczerze.

Ciężko opisywać każdy kawałek po kolei, w gruncie rzeczy wszystkie są dosyć podobne. Różnice człowiek zauważa dopiero po kilku przesłuchaniach, oswoiwszy się z całością, nauczywszy się jej. Mając wgląd w pełną konstrukcję zaczyna dostrzegać niuanse tkwiące bardziej w sferze duchowej niż technicznej. W jednym fragmencie może tkwić większa doza ciemności równoważona przez światło w innej partii. Raz człowiek się uśmiechnie, innym razem coś go ściśnie w gardle.

Uczuciem wiodącym jest tu jednak tęsknota. Wspomnienie utraconej miłości. Płyta ta jest jak lektura starych, lekko pożółkłych już listów, oglądanie wyblakłych nieco zdjęć tej pięknej dziewczyny, z którą całowałeś się po raz pierwszy, a która dziś jest z innym. Albo nawet powrót w czasy dzieciństwa, nad morze… Nie bez powodu wspominam akurat o tym, bo muzyka ta przywodzi mi chwilami na myśl ścieżki dźwiękowe do melancholijnego kina japońskiego. “Sonatine” czy “Lalki” Kitano na ten przykład. Joe Hisaishi wykorzystuje podobne środki wyrazu i kreuje zupełnie zbieżne klimaty i emocje. “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise” to mało skomplikowane melodie fortepianowe, nastrojowe pejzaże generowane przez elektronikę i czasem lekko post-rockującą gitarę. Ale to wystarcza. Bez silenia się na eksperymenty, na odkrywanie nowych terytoriów. Oczywiście działa to również w drugą stronę, słuchacze poszukujący bardziej wyrafinowanych rozwiązań i doznań słuchowych nie mają tu czego szukać. Choć z drugiej strony Löwenritter nie tak zaś wcale daleko do np. kolaboracji Fennesza z Sakamoto. Jakby Niemcy stanowili ich bardziej ludzkie, nieco mniej ascetyczne odbicie.

Kiedyś Kalinkaland wydali też płytę Chandeen, “Teenage Poetry”, która – pomimo, że dość odmienna gatunkowo od Löwenritter – wpłynęła na mnie bardzo podobnie. Od lat nie słucham czegoś takiego jak Chandeen, właściwie to nigdy nie słuchałem, ale “Teenage Poetry” jest, i pewnie przez jakiś czas będzie taką moją guilty pleasure. “Prelude – Ten Seconds Before Sunrise” jednak w życiu tak nie nazwę. Niby nic takiego, ale jednak to bardzo ładna muzyka. Ładna, tak po prostu. W sam raz do wieczornej lampki wina, papierosa, przeglądania pudełka z pamiątkami z przeszłości (nawet ja mam takie). I do refleksji, że kiedyś było fajniej.

LöwenritterPrelude – Ten Seconds Before Sunrise
Kalinkaland Records, KAL43
CD/Digital 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s