[Reviewed by / autor recenzji: stark]
ENG: They didn’t make us wait very long for a “Modern Day Diabolists” follow-up. Along with “Faint”, we have the opportunity once again to move away from the senses under the watchful eye of Drakh and K. Meizter. And because they’re fully fledged professionals, in this case also the trip on the edge of and even beyond the human self turns out to be very fruitful.
Fruitful, but somehow familiar. Our fellow Swedes have defined their specific path for quite a while, they have their own unique style and sound and are sticking to it, leaving the battering down of this already open door to younger and more hot-headed travelers. It’s an experienced project, their aforementioned style is usually recognizable after only a few sounds – “Faint” isn’t at all different. I think even woken up in the middle of the night it would take me maybe a few seconds to pinpoint whose creations are filtering from the speakers.
I never meant what those two nice Swedes do as dark ambient does. Certainly, the genre’s characteristics have always been to a larger or lesser extent present on previous albums, but they were never incorporating a typical, textbook darkness with particular relish. And with each consecutive release its amount becomes lesser and lesser. On “Faint” you practically won’t find the typical background-filling drones. This role is ascribed to either a stretched echo single guitar or piano tones (just listen to “Blank”), or simply silence which operates here on the same basis as the specific sounds, instruments, field recordings or samples. I always appreciated musicians who can play with silence.
As for the album’s atmosphere, I could actually copy-paste here what I wrote about “Modern Day Diabolists”. Ethereal, dreamy parts, mesmerizing in a way, sometimes serene (“Bystanders”), sometimes pulsating with a distant, uncertain threat (such as in my favorite piece, “Legacy”). Sometimes it feels as if the Swedes deliberately want to lull the listener, so that all external protective barriers are down and then hit with horror, war or apocalypse. But it never happens, though you never know what lies beyond the horizon.
Calm down, you can safely turn off for those few minutes. Beyond Sensory Experience doesn’t interfere with the bliss. It only gently wags its finger at us at times, saying that “next time there’s going to be a nightmare” (“Exhausted”), and we don’t have to believe the Swedes anyway. Probably in a year or two they’ll release another album, and again we’ll allow ourselves to be seduced by those ambient spaces, a pinch of post-rock atmosphere. We’ll smoke another cigarette, listening to the yearning, aching samples spoken in different languages… Another successful, very solid release by Beyond Sensory Experience and another – which one is it already – strong position in the Cyclic Law roster.
—
PL: Nie kazali nam panowie szczególnie długo czekać na następcę “Modern Day Diabolists”. Wraz z “Faint” mamy okazję po raz kolejny odejść od zmysłów pod czujnym okiem Drakha i K. Meiztera. A ponieważ to profesjonaliści pełną gębą, także i w tym przypadku podróż po obrzeżach i poza ludzką jaźń okazuje się bardzo owocna.
Owocna, ale i jakby skądinąd znajoma. Szwedzi podążają dawno już obraną przez siebie ścieżką, mają swój specyficzny styl i brzmienie, trzymają się tego a wyważanie otwartych drzwi pozostawiają młodszym i bardziej narwanym podróżnikom. To doświadczony projekt, którego wspomniany styl jest z reguły rozpoznawalny już po kilku dźwiękach – nie inaczej sprawa się ma w przypadku “Faint”. Myślę, że nawet wyrwanemu w środku nocy zajęłoby mi może z kilkanaście sekund zorientowanie się czyja to twórczość sączy się akurat z głośników.
Nigdy nie traktowałem tego, co ci dwaj sympatyczni Szwedzi tworzą, jako dark ambient. Oczywiście atrybuty charakterystyczne dla tego gatunku zawsze były na poprzednich płytach w mniejszym lub większym stopniu obecne, ale takiego typowego, podręcznikowego mroku nie implementowali w swoją muzykę ze szczególną lubością. A z każdym kolejnym wydawnictwem zakres ciemności ograniczają coraz bardziej. Na “Faint” praktycznie nie znajdziecie typowych wypełniających tło dronów. Role tę pełni albo rozciągnięte echo pojedynczego brzmienia gitary albo pianina (posłuchajcie choćby “Blank”) albo po prostu cisza, która funkcjonuje tu na takich samych zasadach co konkretne brzmienia, instrumenty czy nagrania terenowe albo sample. Zawsze ceniłem muzyków potrafiących grać ciszą.
Co do samej atmosfery płyty, to mógłbym właściwie przekleić to, co pisałem na okoliczność “Modern Day Diabolists”. Eteryczne, senne partie, w pewien sposób hipnotyzujące, czasem wręcz pogodne (“Bystanders”), czasem pulsujące jakimś odległym, nie do końca określonym zagrożeniem (np. mój ulubiony “Legacy”). Czasem mam wrażenie, jakby Szwedzi celowo chcieli uśpić słuchacza, tak żeby ten zrzucił wszelkie zewnętrzne bariery ochronne a potem przygrzmocić horrorem, wojną albo apokalipsą. Ale nigdy nic takiego nie następuje, choć nigdy nie wiadomo co kryje się za horyzontem.
Ale uspokajam, można spokojnie się wyłączyć na te kilkadziesiąt minut. Beyond Sensory Experience nigdy nie zakłóci błogostanu. Czasem tylko pogrozi delikatnie, powie, że “następnym razem będzie koszmar” (np. “Exhausted”), ale my wcale nie musimy Szwedom wierzyć. Pewnie za rok, może dwa, znowu coś wydadzą, my znowu pozwolimy się uwieść ambientowym przestrzeniom, szczypcie post-rockowego klimatu. Zapalimy kolejnego papierosa słuchając tych tęsknych, zbolałych sampli wypowiadanych w różnych językach… Kolejne udane, bardzo solidne wydawnictwo Drakha, K. Meiztera i ich Beyond Sensory Experience i kolejny – który to już – mocny punkt w katalogu kanadyjskiej Cyclic Law.
Beyond Sensory Experience – Faint
Cyclic Law, 58th Cycle
CD/Digital 2013