Mathias Grassow – Sonnenwende [English/Polish]

sonnenwende

[Reviewed by/autor recenzji: stark]

ENG: “Sonnenwende” means solstice. The release of this title contains two CD discs filled with music almost to the limit. The first CD is devoted to the summer solstice, the second to the winter solstice. And the author of the whole thing is Mathias Grassow. Life is beautiful.

We are dealing with a set of Mathias’ soundscapes composed during the last twenty years, compiled into one release and gathered within a single concept. Due to this, time dispersion in “Sonnenwende” isn’t as uniform as in the vast majority of the German artist’s other works. Sometimes you hear solutions that he applied on his albums recorded in the 90s, sometimes quite contemporary passages. The devil is in my opinion in the intensity of the sound: once it probably wasn’t so dense, the musician rarely used lower frequencies, reaching dark ambient backgrounds. These are certainly only academic digressions, without much sense, because no matter what color or mood this or that Grassow piece is, we can (almost) always expect the highest quality. This year, Mathias has already shown the world five albums and only “Tara” was a bit less to my liking, although it’s still good stuff.

“Drifting Dawn” opens “Sonnenwelde”. It’s also the beginning of the summer solstice. Several drones of a different color develop slowly and their lazy drifting is occasionally interrupted by individual sound glitters heralding the beginning of a new day. By implementing a tribal rhythm Mathias in the – quite short, at least by his standards – seven-minute long “Endless” introduces some dynamics inside the stillness of his sound. I’d also point out the analogue synth arpeggios, which make me think that this fragment is pulled from the more dusty parts of Mathias’ archives.

Like a bird of prey, that rapidly attacks its victim, grabbing it with its claws and flying away towards its nest, “Endless” instantly disappears somewhere in the clouds giving way to “Into The Small Hours”. Sonically close to the wonderful “Dämmerung”, dense, absolutely mesmerizing, multicolored with a predominance of redness of the setting sun. One would think it’s just a monotonous drone, but so many nuances are implemented here, intensifying this almost physical sensation. A simply wonderful twenty minutes of ambient. Eventually, a few calming moments appear where the listener is accompanied by birds’ singing. Surprising under this context, acoustic guitar melodies emerge out of the blue with the beginning of “Seven Sisters”. To be honest sometimes I find myself dozing off while listening to “Sonnenwende” but at this point I always wake up. This piece is like an old and dark fairytale told through sounds. Dramatic, full of despair, with no hope for a happy ending. The acoustic guitar fades away into oblivion at some point, leaving synth textures on the foreground, later joined by rhythmic parts and plaintive quasiviolin melodies of strongly emotional coloring. The fairytale comes to an end, we reach the epilogue: for a while the guitar returns, wistfully wondering if the sweat, blood and tears could be avoided.

I take the first CD out of my player. The one with the “Winter Solstice” subtitle takes its place. White replaces green. Frosty, but beautiful is “The Sleeping Forest” where successive layers of sonic tides intertwine in a cold embrace and somewhere in the distance you can hear echoes of beautiful melodies, like the aurora borealis barely discernible through a thicket of snow-covered branches. I see an affinity with the “Bloodmoon” album, which does not change the fact that this is another masterpiece created by Mathias Grassow. I’ve lost count which one is that. “Twilight Tribes”, is indeed dusk music, more calmed, where the bass murmurs contrast with ethereal synth brushes. With time, the atmosphere thickens, more layers stratify… however the completion is again fairly still, dreamlike.

In “Pearls Of Ice” neoclassical touches can be noticed with string parts and female choirs, though all is obviously covered by a cold, droning tapestry. As “Pearls of Ice” are nearly half an hour long – bearing in mind the colossal size of the two previous pieces – this leaves barely four minutes for a finale entitled “Midwinter Century”. A lazy rhythm and quiet drone end “Sonnenwende” in perhaps the most appropriate way possible.

The first part is more diverse. With more dynamics, a wider range of expressive means. Like a vibrant forest in the heat of a summer night. The second CD is dominated by drones, static compositions, sound inertia that favors meditation. Both segments are complementary, which makes that this release can be placed without shame among the best works of Mathias.

PL: “Sonnenwende” znaczy przesilenie. Wydawnictwo o tym tytule zawiera dwa krążki CD wypełnione muzyką prawie po brzegi. Płyta pierwsza poświęcona jest przesileniu letniemu, druga zimowemu. A autorem całości jest Mathias Grassow. Życie jest piękne.

Mamy tu do czynienia ze zbiorem Mathiasowych pejzaży skomponowanych podczas ostatnich dwudziestu lat, skompilowanych w jedną całość, objętych niejako jednym konceptem. Ze względu na wspomniany rozrzut czasowy płyta nie jest tak jednolita jak w sumie zdecydowana większość dzieł Niemca. Czasem słychać rozwiązania, które stosował na materiałach z lat 90-tych, czasem pasaże zupełnie współczesne. Diabeł tkwi moim zdaniem w intensywności brzmienia: kiedyś nie było chyba tak gęste, muzyk rzadziej wykorzystywał też niższe częstotliwości, tła zahaczające o dark ambient.To oczywiście tylko akademickie dywagacje, nie mające w gruncie rzeczy większego sensu, ponieważ niezależnie od tego jakiej barwy czy nastroju dany kawałek Grassowa jest, to (prawie) zawsze można spodziewać się najwyższej jakości. W tym roku Niemiec puścił w świat już pięć płyt i chyba tylko “Tara” do gustu przypadła mi nieco mniej, choć to przecież wciąż niezły materiał.

A “Sonnenwelde” otwiera “Drifting Dawn”. To jednocześnie początek letniego przesilenia. Kilka dronów o różnym zabarwieniu rozwija się powoli a ich leniwe dryfowanie sporadycznie zakłócają pojedyncze dźwiękowe refleksy zwiastujące początek nowego dnia. Poprzez zaimplementowanie plemiennego rytmu Mathias w krótkim jak na niego, siedmiominutowym “Endless” wprowadza nieco dynamiki w ten swój dźwiękowy bezruch. Zwracają też uwagę analogowe, syntezatorowe pasaże, co każe mi myśleć, że to fragment wyciągnięty z bardziej zakurzonej części archiwum.

Niczym drapieżny ptak, który błyskawicznym atakiem chwyta ofiarę w szpony i odlatuje w kierunku swego gniazda, podobnie “Endless” bardzo szybko niknie gdzieś w chmurach ustępując miejsca “Into The Small Hours”. Zbliżony brzmieniowo do wspaniałego albumu “Dammerung”, gęsty, bez reszty hipnotyzujący, wielobarwny z przewagą czerwieni zachodzącego słońca. To niby tylko jednostajny dron, ale ileż tu niuansów intensyfikujących nieomal fizyczne doznanie. Wspaniałe dwadzieścia minut ambientu. Ostatecznie następuje wyciszenie i przez kilka chwil towarzyszy słuchaczowi tylko śpiew pojedynczych ptaków. Zaskakują w tym kontekście brzmienia gitary akustycznej, które nagle pojawiają się wraz z początkiem “Seven Sisters”. Czasem przysypiam sobie słuchając “Sonnenwende”, ale w tym momencie zawsze się wybudzam. Utwór ten jest jak stara i mroczna baśń opowiadana za pomocą dźwięków. Dramatyczna, pełna rozpaczy, bez nadziei na szczęśliwe zakończenie. Gitara akustyczna odchodzi po jakimś czasie w niebyt pozostawiając na pierwszym planie syntezatorowe tekstury, do których z czasem dołączają partie rytmiczne oraz zawodzące melodie quasismyczkowe o mocno emocjonalnym zabarwieniu. Baśń dobiega końca, dochodzimy do epilogu: na chwilę jeszcze wraca gitara, zastanawiając się czy tego potu, krwi i łez można było uniknąć.

Wyciągam z odtwarzacza pierwszą płytę. Na jej miejscu ląduje ta z podtytułem “Zimowe przesilenie”. Biel zastępuje zieleń. Mroźny, ale piękny jest “The Sleeping Forest”, w którym kolejne warstwy sonicznych pływów splatają się w zimnym uścisku a gdzieś w oddali słychać echa pięknej melodii, będącej jak zorza polarna ledwie dostrzegalna przez gęstwinę opatulonych śniegiem gałęzi. Dostrzegam powinowactwo z albumem “Bloodmoon”, co nie zmienia faktu, że to kolejny majstersztyk Mathiasa Grassowa. Straciłem już rachubę, który. “Twilight Tribes”, to w rzeczy samej muzyka zmierzchu, bardziej wyciszona, gdzie basowy pomruk kontrastuje z eterycznymi muśnięciami syntezatora. Z czasem atmosfera gęstnieje, nawarstwiają się kolejne partie… zakończenie jednak znowu jest dość wyciszone, oniryczne.

W “Pearls Of Ice” pojawiają się akcenty neoklasyczne z wiodącymi prym partiami smyczkowymi i kobiecymi chórami, wszystko oczywiście przykryte chłodną, dronową tkaniną. Prawie pół godziny mają Lodowe Perły, co – mając w pamięci kolosalne rozmiary dwóch poprzednich kawałków – sprawia, że na finał zatytułowany “Midwinter Century” pozostają ledwie cztery minuty. Leniwy rytm i spokojny dron kończą “Sonnenwende” w sposób chyba najbardziej odpowiedni z możliwych.

Pierwsza płyta bardziej zróżnicowana. Więcej na niej dynamiki, więcej użytych środków wyrazu. Jak tętniący życiem las w upalną letnią noc. Na drugiej płycie dominują drony, kompozycje bardziej statyczne, dźwiękowa inercja sprzyjająca medytacji. Oba segmenty uzupełniają się świetnie a płytę bez wstydu można umieścić pośród najlepszych dzieł Mathiasa.

Mathias Grassow ‎– Sonnenwende
gterma, gterma030
2CD 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s