Sabled Sun ‎– 2146 [English/Polish]

1356491094_1b9ab977f577cfacca307951947f31b4

[reviewed by / autor recenzji : stark || ENG/PL]

[ENG]: It’s been a year since the nameless hero of the post-apocalyptic Sabled Sun saga awakened out of a deep hibernation, finding a world in complete ruins, where behind the grey clouds, the ashen sun practically cannot be seen; just as any trace of human existence on the Earth’s surface. A captured shred of an old radio transmission provided a gleam of hope for our hero. Perhaps not everything was lost in the nuclear void – at the end of “2145″ he had started to look for its source.

Apparently, the expedition ended with failure, and the transmission was nothing but a fragment of the past floating in the ether, from the era when there was still hope that the human race would be able to stand up from its knees. It’s not “Fallout” though, you won’t find two-headed brahmins or mutants here. Organic life has ceased its existence on the planet. Deprived of even this illusory hope, probably already aware that his journey is pointless, one day the hero discovers a strange city of shimmering lights. Inhabited not by people however, but by machines.

In the story a year has passed, but in real time it’s only been a couple of months between the recording of each album. I sometimes wonder if Simon isn’t a robot himself, like those we encounter on “2146”. Because apart from these two releases, three parts of “Signals” have also seen the light of the day – and I assume the musician hasn’t neglected his flagship project, Atrium Carceri, as he’s working on new material also on this area. I don’t envy his girlfriend…

In strictly musical terms, both albums aren’t very different from one another. An apparent fact since “2146” is a continuation of the same story. It’s material more of an illustrative than a contemplative nature. It activates an inner movie projector showing a hard and depressing sci-fi movie. The music isn’t based solely on drones – although these obviously dominate – but often reaches for a subtle, but still industrial dirt (“Graveyard of Broken Machines”) and engaging melodies (“My New Best Friend”), just like it was on “2145”. The differences lie elsewhere.

Most of all, the hero – and with him also the listener – is familiarized with this post-apocalyptic world. The faint markings suggesting there was still hope for a better tomorrow, are virtually absent here. This album is darker, but also more self-confident. We already know the rules of the game, less surprises here, less understatements. The second feature distinguishing “2146” from its predecessor is the use of a slightly wider range of sounds and moods, which I would call “futuristic” – also derived from the album’s concept. Of course, this doesn’t mean in any way that Sabled Sun suddenly began to play space rock or anything like that; the futuristic references are subtle, often barely sketched or indicated, but still present, especially in the second half of the album.

While waiting for the third installment, I ask myself if we’ll have to deal with a trilogy. I hope that will be the case, because we all know what happens to most multi-episodes series. Anyway, this one is still very good, I didn’t notice a decrease in performance. The album cover reminds me of the “Metro 2033” videogame, I also wonder if Simon was at least partly inspired by it during the composing of “2146”.

In conclusion, this release is neither better nor worse than “2145”. It’s a straight line continuation of the story, the second episode of an epic, nihilistic journey. The few minor differences don’t shake the entire structure, so whoever liked “2145” will also feel at home here – or rather, what is left of home.

[PL]: Minął rok od momentu, w którym bezimienny bohater postapokaliptycznej sagi Sabled Sun wybudził się z głębokiej hibernacji zastając świat w kompletnej ruinie, gdzie zza szarych od popiołu chmur słońca praktycznie już nie było widać, podobnie zresztą jak jakichkolwiek śladów bytności ludzkiej na powierzchni Ziemi. Przebłyskiem nadziei miał być przechwycony strzęp transmisji radiowej, której źródła bohater zaczął szukać pod koniec “2145”.

Najwyraźniej poszukiwania zakończyły się fiaskiem, a owa transmisja, to unoszący się w eterze fragment przeszłości, kiedy jeszcze można było wierzyć, że gatunek ludzki zdoła podnieść się z kolan. Jednak to nie “Fallout”, tutaj nie spotkacie nawet dwugłowych braminów czy mutantów. Życie organiczne zakończyło swoją egzystencję na planecie. Pozbawiony choćby iluzorycznej nadziei, świadom już chyba bezcelowości swej wędrówki bohater odnajduje jednak pewne mieniące się dziwnymi światłami miasto. Zamieszkałe bynajmniej nie przez ludzi. Przez maszyny…

Od wydarzeń z “2145” może i minął rok, ale od nagrania tamtej płyty upłynęło zaledwie kilka miesięcy. Zastanawiam się czasem, czy sam Simon nie jest takim robotem, jak te z “2146”. Przecież oprócz tych dwóch płyt światło dzienne ujrzały również trzy części “Signals”, a zakładam, że muzyk nie zaniedbuje również swojego sztandarowego projektu czyli Atrium Carceri również na tym polu pracując nad nowymi utworami. Nie zazdroszczę jego żonie lub dziewczynie…

W kwestiach czysto muzycznych płyty aż tak bardzo się od siebie nie różnią. Trudno, żeby było inaczej, skoro to kontynuacja tej samej historii. Materiał to o bardziej ilustracyjnym niż kontemplacyjnym charakterze, uruchamiający projektor wewnątrz umysłu wyświetlający mocne i przygnębiąjące sci-fi. Nie jest to muzyka oparta wyłącznie na dronach – choć te oczywiście dominują – lecz nierzadko sięgająca po subtelny, lecz wciąż industrialny brud (“Graveyard of Broken Machines”) czy ujmujące melodie (“My New Best Friend”). Podobnie było zresztą na “2145”. Różnice tkwią gdzie indziej.

Przede wszystkim bohater – a wraz z nim także słuchacz – jest już z tym postapokaliptycznym światem oswojony. Obecne tam jaśniejsze fragmenty sugerujące nadzieję na lepsze jutro tu są właściwie nieobecne. Więcej tu mroku, ale i więcej pewności siebie. Poznaliśmy już zasady gry, mniej tu zaskoczenia, mniej niedopowiedzeń. Z kolei drugim elementem odróżniającym “2146” od poprzedniczki jest wykorzystanie w nieco szerszym zakresie brzmień i klimatów, powiedziałbym, futurystycznych. To oczywiście również jest pochodną konceptu płyty, fabularnego kierunku, w którym skręciła historia. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że Sabled Sun zaczęło grać jakiś space rock, czy cokolwiek w tym stylu, te futurystyczne nawiązania są bardzo subtelne, często ledwie naszkicowane lub zasygnalizowane, ale jednak.

W ogólnym rozrachunku płyta nie jest ani lepsza, ani gorsza od “2145”. To w prostej linii kontynuacja tamtej opowieści, drugi epizod epicko – nihilistycznej podróży bohatera. Te kilka drobnych różnic nie chwieje całą konstrukcją, komu podobała się “2145”, także i tutaj poczuje się jak w domu, albo raczej w tym, co z domu pozostało.

Czekam więc na trzecią część, zastanawiam się, czy będziemy mieli do czynienia z trylogią, czy z całą sagą. Mam nadzieję, że to pierwsze, bo wiadomo jak to z wieloodcinkowymi seriami bywa. Tak czy owak tu wciąż jest bardzo dobrze, spadku formy nie odnotowałem.

A okładka kojarzy mi się z grą “Metro 2033”, ciekawe, czy i tym Simon przynajmniej w części inspirował się komponując “2146”.

Sabled Sun ‎– 2146
Cryo Chamber
Digital Release, 2012

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s