Lux Interna ‎– There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun [Polish/English]

R-4585555-1369145082-2107

[reviewed by / autor recenzji : stark || PL/ENG]

[PL]: Pierwsze co zrobiłem po dziewiczym przesłuchaniu tej płyty, to wyciągnięcie z głębszych partii mojej płytoteki mocno już zakurzonego poprzedniego krążka Lux Interna “God Is Not Dead For The Birds”, wydanego w Eis&Licht w 2007 roku celem zastanowienia się, co mi wtedy umknęło. Kompletnie nie pamiętałem muzyki na niej zawartej, pamiętam, że album przesłuchałem kilka razy, ale nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia. Po odświeżeniu sobie tamtej płyty, już wiedziałem: poprawny album, wyróżniający się na pewno dalekim od europejskiej sztampy podejściem do tematu, co zważywszy na pochodzenie muzyków wydaje się być oczywiste. Ale przy tym płyta to dość monotonna jak dla mnie, bez przysłowiowego pazura.

A tego z nawiązką dostarcza “There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun”. Muzycy popłacili chyba zaległe rachunki za prąd, ponieważ w bardzo szerokim zakresie wykorzystali brzmienia gitary elektrycznej. Na tyle szerokim, że ciężko już tu mówić o neofolku w kontekście, w jakim ten gatunek zwyczajowo jest pojmowany. Bo wydźwięk płyty w takich najogólniejszych ramach jest dość podobny, jak na “Gods…”, ale poprzez bogatszą formę, nawet nie tyle w ilości użytych środków wyrazu, ale w różnorodnym ich wykorzystaniu, muzyka Lux Interna nabiera nowego wymiaru.

Już druga piosenka to prawdziwy hit, gdzie pojedynkujące się banjo i elektryczna gitara w średnim tempie prowadzą do mruczanego refrenu, którego nie można wyrzucić później z głowy (bez obaw, to piosenka o kilka klas lepsza od “Mmm…” Crash Test Dummies, gdzie to cholerne mruczando też zakorzeniało się w umyśle). Ale zarówno ten, jak i kolejne kawałki uciekają od prostego schematu zwrotka – refren. Banjo znika, klimat gęstnieje lawirując już nawet wokół metalowych terytoriów. Ogólnie, kiedy pojawiają się elektryczne gitary są one fajnie, może lekko stonerowo przybrudzone (choćby druga połowa “Spititloom”), co dodaje tego bagiennego, amerykańskiego posmaku. Neofolk, country, szczypta bluesa i metal kotłują się w tym szalonym tyglu, ale muzycy, choć pozwalają sobie na wiele, cały czas kontrolują cały ten wywar muzyczny, żeby przypadkiem nie wykipiał.

Kolejnym fantastycznym fragmentem płyty jest “Wounded Stag”, przebojowe dark country, z jeszcze bardziej przebojowym refrenem i nagłą zmianą nastroju w dalszej części piosenki – to zresztą element charakterystyczny dla całego wydawnictwa. Radość szybko może przejść w melancholię lub smutek i odwrotnie. Ale nawet jeśli muzycy Lux Interna wpadają w zadumę, muzyka nie traci z reguły na dynamice (“Seed”).

Zastanawiałem się komu ten album mógłby przypaść do gustu najmocniej i doszedłem do wniosku, że jeśli bliższe są wam dokonania 16 Horsepower czy Wovenhand od Death In June czy innego Sol Invictus, to to jest właśnie muzyka dla was, na wskroś amerykańska, dźwiękiem malująca pejzaże głębokich puszcz, słonych jezior, gorących kanionów, dusznych bagien. Świetnie zagrana, wpadająca w ucho, ale daleka od trywialności rodem z list przebojów. Ma słabsze momenty, jak każda płyta – wydaje mi się, że w przypadku “There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun”, dwa ostatnie utwory odstają nieco od reszty, ale to kwestia gustu. Na początku przez chwilę przeszkadzał mi trochę fakt, że wokale są nieco zbyt mocno “wprasowane” w muzykę, że można było bardziej je wyeksponować, zwłaszcza, że same w sobie są świetne. Ale z czasem przestałem to zauważać.

“There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun” to znakomita płyta, mam wrażenie, że w szeroko pojętym neofolku w tym roku już nic lepszego może się nie ukazać. Posłuchajcie tego, naprawdę warto.

[ENG]: The first thing I did after my maiden trip with this album was to pull out from the deeper parts of my collection the heavily dusty previous Lux Interna album, “God Is Not Dead For The Birds”, released by Eis & Licht in 2007, while wondering what I had missed back then. I absolutely don’t remember the music, I remember that I listened to it several times, but it didn’t produce any special feeling in me. After refreshing the album a couple of days ago, I knew: it’s a decent album that definitely stands out, far from the clichés of the European approach to the genre, which, given the origin of the musicians seems to be obvious. But at the same time it was rather monotonous, without the proverbial ‘claws’.

Claws that, admittedly, are provided with a vengeance on “There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun”. Apparently the musicians paid their electricity bills, because they use electric guitar sounds in a very wide range. Wide enough that it’s hard at this point to speak of neofolk in the context under which the genre is commonly understood. Within the general framework the atmosphere of the album is quite similar to that of “Gods…”, but it’s served in a richer form, it’s not even about the quantity of their means of expression, but the variety of using them. All in all, Lux Interna’s music has taken on a new dimension.

The second track is already a hit, where a dueling banjo and electric guitar in mid-tempo lead to a muttering chorus that gets stuck in your head and is almost impossible to forget later. Bear in mind however, that this and the subsequent pieces flee from the simple verse/ chorus schematic. The banjo disappears, the mood thickens, maneuvering around even metal territories. Generally, when the electric guitars appear they sound really cool, slightly soiled with a stoner type of style (like in the second half of “Spiritloom”), adding this swampy, American flavor. Neofolk, country, a pinch of blues and metal coalesce in this crazy melting pot – but the musicians, although allowing ample space for imagination, continuously monitor the entire musical brew, so that it doesn’t accidentally boil over.

Another brilliant piece is “Wounded Stag”, a captivating dark country track with an even more catchy chorus and a sudden change of mood in the second half of the song – this is indeed a characteristic feature of the release. Joy can quickly turn into melancholy or sadness, and vice versa. But even if the musicians of Lux Interna fall into a reverie, the music as a rule still remains dynamic; for instance in “Seed”.

I was wondering to what type of audience this album would appeal to the most, and came to the conclusion that if you feel closer to 16 Horsepower and Wovenhand than Death In June or Sol Invictus, then this is the music for you, straight from the States, painting with sound the images of deep forests, salt lakes, hot canyons, sultry swamps. Well played, catchy, but far from the triviality found in popular charts. It has its weaker moments, like any album – it seems to me that the last two songs sty behind a bit from the rest, but it’s a matter of taste. At first the fact that the vocals are a bit too hard-pressed into the music bothered me a little, I felt they should be exposed more, especially since they’re really good. But over time I stopped to notice it.

“There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun” is a great album – I feel that in the neofolk genre nothing better can be revealed this year. Listen to it, it’s definitely worth your time and attention.

Lux Interna ‎– There Is Light In The Body, There Is Blood In The Sun
CD, 2xLP, Limited Edition, Etched, 2013
Pesanta Urfolk, 027

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s