Atrium Carceri – Void [English/Polish]

Atrium-Carceri-Void-2012

[Reviewed by VITRIOL || ENG/PL]

ENG: 2012 has certainly been a productive year for Simon Heath, the wizard behind the ever-transforming curtain that is Atrium Carceri. First there was “Reliquae”, probably one of Cold Meat Industry’s last releases, then “Sacrosanct” in collaboration with Eldar, and now “Void” in Simon’s own digital label, Cryo Chamber. Not including Simon’s work with his other project, Sabled Sun, already counting four digital releases. This release is also available as a physical CD, distributed by Tesco Organization – and I should say from the get-go, that you simply must have it in your collection.

Every release by Atrium Carceri is a big deal in my book; this is one of the most consistently conceptual projects in the genre, and immersing myself in one of its installments is always a a source of joy. Atrium Carceri’s music aims to challenge one’s perception of reality, even time and space, and entering its realm resembles the proverbial Alice, tunneling through the rabbit hole – seemingly despite her will, but didn’t she really induce all this mess herself? Wasn’t she in dire need of discovering what lies behind the mirror? Writing about this album while attacked by yet another bout of insomnia, in the small hours of the night in semi-darkness, seems like an appropriate way to pay tribute.

In comparison to the previous albums “Void” seems – at least on the surface – to be more relaxed, more mellow and not as menacing or pessimistic. Clear, meditative ambient sequences and faintly organic and mechanical sounds dominate the atmosphere. A melody shines through here and there, echoing from the safe distance of memory. This time we aren’t trapped in a recurring nightmare, or trying to find our way towards salvation in a post-nuclear landscape. Obscure beings aren’t clouding our judgment, nor are we being tortured or misled. The menace here is that of madness, of the mind’s structure slowly melting away, of not being able to cope with the impending darkness of non-existence.

It seems to be the narration of a now perished explorer, or leader – through his eyes we are led to understand the events that preceded the current state of things. In the opening track, “Dear Diary”, his distorted and melancholic voice is accompanied by slight pulsating sounds like heartbeats and ethereal synths. “We made a rip through the illusion, and went down, deep down”… he explains, “we navigated through the darkness with our minds, a voyage through mentality” – a major evolutionary step for this race. They were in search of the god “who was cast down”, the Fallen One – call him Lucifer, or what you will. And yet again this welcome feeling, of having started to watch a really good science fiction film. I’m not talking Alien or The Matrix (don’t get me wrong, these are also great films), but Bladerunner and 2001: Space Odyssey level. Reading Philip Dick and listening to Atrium Carceri could easily go hand in hand.

In “Humanity’s Cradle” all we can hear are footsteps and the murmurings of forgotten machines; someone is attempting to explore the landscape. Doors creaking, the footsteps come nearer – an opening, and the sounds of distant vehicles and city life. The next track, “A Curved Blade” is without a doubt my favourite in the album. It has this sort of trademark melody piercing through the ambience, like an old heartache that refuses to leave the back of your head. These beautifully composed melodies are what gives Atrium Carceri’s soundscapes the emotional background that makes them so memorable to the listener. “Reselected” contains some melodic residues, but is more ominous and dark, a foreboding of something unpleasant. “Victorian Meltdown” is very difficult to categorize, as it keeps shifting from one direction to the other, and even carries many directions at the same time. A portal in the time machine perhaps, where images of past, present and future collapse into one great void…

The exploration continues in the next few tracks, passing through underground structures and water – “Endless Deep” is surprisingly serene and uplifting in relation to what we’re normally used to from Atrium Carceri – and particularly in “Debt” the album becomes more subtle, even esoteric. A connection between our hero and the discoveries that he makes is implied; he is here because he owes something to the past. “Trembling” is another one of those mainly organic tracks so characteristic of the project. Movement, water flowing, metallic sounds and the music effortlessly swimming through the aural debris.

You must be wondering by now, how our protagonist’s journey ends. In the final two tracks, “Ancient Past” and “Reap” we might draw whatever conclusion we can about his fate. “Ancient Past” begins with some noise sequences, glitches and drones, but around the middle it breaks into a repetitive, monotonous rhythmic pattern. Which in its turn fades out, to give its place to a sharp melody. The closing track, “Reap” returns to the emotional intensity of the opening tracks and especially “Curved Blade”. What are we to make of this? Has our hero found absolution, become one with the Fallen God, or has he been swallowed by this deceptively dormant environment? Whatever the case, nicely done Mr. Heath, and many thanks for yet another fascinating adventure!

PL: 2012 był bez wątpienia niezwykle pracowitym rokiem dla Simona Heatha, czarodzieja stojącego za wciąż transformującą się kurtyną zwaną Atrium Carceri. Najpierw był “Reliquiae”, chyba jedno z ostatnich wydawnictw Cold Meat Industry, później nagrana wspólnie z Eldar płyta “Sacrosanct” i w końcu “Void” wydana w wytwórni Simona, Cryo Chamber. Nie wspominając o jego drugim projekcie, Sabled Sun, którego dyskografia liczy już cztery pozycje. Dzięki Tesco “Void” jest dostępny także w formie fizycznej i powiem od razu: musicie to mieć w swojej kolekcji.

Każda nowa płyta Atrium Carceri to dla mnie wydarzenie; to jeden z najbardziej konsekwentnych konceptualnie projektów w gatunku i zanurzanie się w którekolwiek jego wydawnictwo zawsze stanowi dla mnie źródło przyjemności. Muzyka Atrium Carceri rzuca wyzwanie słuchaczowi, jego postrzeganiu rzeczywistości, czasu i przestrzeni a wejście w jej królestwo można porównać do Alicji przeciskającej się przez króliczą norę – pozornie wbrew jej woli, ale czy tak naprawdę nie ona sama wywołała cały ten bałagan? Czy nie kierowała nią przemożna potrzeba sprawdzenia co znajduje się po drugiej stronie lustra? Piszę o tej płycie atakowana przez kolejną falę bezsenności, późną nocą, w półmroku… to chyba właściwy sposób aby oddać jej należny hołd.

W porównaniu do poprzednich albumów “Void” wydaje się – przynajmniej na powierzchni – bardziej relaksująca, bardziej łagodna, nie tak ponura i pesymistyczna. Czyste, medytacyjne sekwencje ambientowe  oraz delikatnie organiczne oraz mechaniczne brzmienia dominują nad atmosferą płyty. Tu i tam zalśni melodia rezonując z bezpiecznej odległości. Tym razem nie jesteśmy uwięzieni we wciąż i wciąż powtarzającym się koszmarze ani nie szukamy drogi ku zbawieniu w postnuklearnym środowisku. Mroczne byty nie mącą naszych sądów, nie torturują ani nie wprowadzają na manowce. Zagrożenie płynie tu z szaleństwa, powoli topniejącej konstrukcji umysłu, niemożności poradzenia sobie ze zbliżającym się mrokiem niebytu.

To jakby narracja zaginionego odkrywcy lub przywódcy – jego oczami prowadzeni jesteśmy ku zrozumieniu wydarzeń, które poprzedziły obecny stan rzeczy. Otwierający wydawnictwo “Dear Diary” zawiera jego zniekształcony melancholijny głos a towarzyszą mu subtelnie pulsujące dźwięki  i eteryczne syntezatory. “We made a rip through the illusion, and went down, deep down”… wyjaśnia, “we navigated through the darkness with our minds, a voyage through mentality” – duży krok ewolucyjny dla tej rasy. Poszukiwali boga, który “został strącony”, Upadłego – nazywajcie go Lucyfer, albo jak tam chcecie. Utwór ten to świetne wprowadzenie, niczym początek dobrego filmu sci-fi. Nie żaden Obcy czy Matrix (nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo lubię te filmy), lecz raczej Blade Runner albo 2001. Także czytanie Dicka i słuchanie Atrium Carceri ładnie uzupełniają się wzajemnie.

W “Humanity’s Cradle” słyszymy tylko kroki i pomruki zapomnianych maszyn. Ktoś eksploruje okolicę. Drzwi skrzypią, kroki się zbliżają –  i uszu naszych docierają odległe odgłosy pojazdów i miejskiego życia. Za to następny, “A Curved Blade” to bez wątpienia mój faworyt na płycie. Występuje tu ten charakterystyczny dla Atrium Carceri rodzaj melodii przebijającej się przez ambient, jak stary ból serca, który nie chce odejść i wciąż tkwi gdzieś wewnątrz. Właśnie te przepiękne melodie stanowią w pracach Atrium Carceri emocjonalne tło, które sprawia, że obcowanie z nimi jest tak niezapomniane dla słuchacza. “Reselected” zawiera parę pozostałości po melodii, ale całościowo jest bardzo złowieszczy i ciemny, jakby zapowiedź czegoś wyjątkowo nieprzyjemnego. Trudno opisać “Victorian Meltdown”, gdyż utwór ten przeskakuje z jednego tonu w drugi, czasem płynie w różnych kierunkach naraz. Może to portal w maszynie czasu, gdzie obrazy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości zbijają się w jedną, wspaniałą pustkę?

Kontynuujemy naszą podróż kolejnymi trackami, wędrujemy pod ziemią i wodą – “Endless Deep” jest zaskakująco spokojny i podnoszący na duchu w stosunku do tego, co normalnie dostarcza nam Atrium Carceri. Ale to przede wszystkim w “Debt” projekt wspina się na wyżyny subtelności, może nawet ezoteryki. Połączenie między bohaterem i tym, co on odkrywa staje się jasne; on się tu znalazł ponieważ jest coś winien przeszłości. “Trembling” to kolejny z tych przede wszystkim organicznych fragmentów, tak charakterystycznych dla tego projektu. Ruch, płynąca woda, metaliczne odgłosy i muzyka z lekkością szybująca wokół auralnego gruzu.

Pewnie zastanawiacie się jak kończy się podróż naszego bohatera. W zamykających “Void” kompozycjach, “Ancient Past” i “Reap”możemy wyciągnąć takie wnioski, jakie chcemy. “Ancient Past” zaczyna się hałaśliwą sekwencją, zgrzytami i dronami, ale gdzieś w środku przekształca sie w repetytywną, monotonną strukturę rytmiczną, na którą także przychodzi czas aby ustąpić miejsca gwałtownej melodii. Finał, czyli “Reap” powraca do emocjonalnej intensywności pierwszych kawałków, zwłaszcza “A Curved Blade”. Co powinniśmy począć? Czy nasz bohater znalazł rozgrzeszenie, stał się jednością z Upadłym Bogiem, czy został pochłonięty przez to pozornie uśpione środowisko? Tak czy inaczej, dobra robota panie Heath, wielkie dzięki za kolejną fascynującą przygodę!

Atrium Carceri – Void
CD Album | Digital Release
Cryo Chamber, [CRYO 001], 2013

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s