“Katatoniczne czarne szaleństwo” – Wywiad z MANES [PL]

manes_2

autor: stark

Rzadko goszczą u nas zespoły wywodzące się ze sceny metalowej. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce dla takich projektów jak Manes miejsce u nas znajdzie się zawsze. Dla mnie osobiście to bardzo ważny zespół a jego ostatnie płyty, odważne, wykraczające poza wszelkie ramy od wielu lat regularnie goszczą w moim odtwarzaczu. W 2011 Manes ogłosił zakończenie działalności. Zapłakałem rzewnie. Łzy moje były jednak przedwczesne. Kilka tygodni temu chłopaki ogłosili, że wracają. Czym prędzej się z nimi skontaktowałem. Oto zapis naszej rozmowy o przeszłości, przyszłości i innych demonach. Miłej lektury.

Cześć panowie, jak się macie?

Skei: Nieźle, nieźle… to fajne uczucie po tylu latach znowu wrócić do akcji.

Torstein: Czuję się tak sześć na dziesięć. Ale Manes odzyskał siły witalne, co sprawia, że czuję się jak dzieciak po trzech Red Bullach i fajkach.

Z tego, co pamiętam oficjalnie pogrzebaliście Manes, a tu kilka dni temu ogłosiliście wydanie nowej płyty “Be all / end all”. Jak powinniśmy traktować tę wiadomość: oficjalne zmartwychwstanie czy ostatnia próba pozostania w świecie żywych, niczym wydostająca się z grobu ręka Carrie?

Skei: Tak, to trochę zamotane… jak wszystko, co tyczy się Manes…. ale myślę, że możemy traktować to jako oficjalne zmartwychwstanie. Nazwa zespołu, “manes”, oznacza “dusze umarłych”, więc w pewnym sensie zawsze byliśmy nieżywi, hehe… Wygłosiliśmy tylko kilka inkantacji, doprawiliśmy szczyptą magii i reanimowaliśmy trupa… “Be all / end all” miał pierwotnie być naszym “pożegnaniem”, ale ponieważ w starym ciele znalazło się z powrotem nieco życia, dziś traktujemy to jako “reaktywację”

Torstein: Tak jest, to oficjalnie oficjalna sprawa. Może to i lepiej być nieumarłym niż żywym? Z tego, co pamiętam z Fulciego i Romero, nieumarli są bardziej niebezpieczni oraz trudniej ich ostatecznie zabić (podpowiedź: celuj w głowę).

Tak w ogóle, czemu zdecydowaliście się zakończyć działalność Manes? Myślę, że wraz z waszymi ostatnimi dwiema płyty (oraz miniCD) byliście na właściwej drodze aby zyskać nieco uwagi także poza metalowym podwórkiem – coś poszło nie po waszej myśli?

Skei: Z różnych powodów… problemy zdrowotne i psychiczne… Są pewne zaburzenia, które w istotny sposób wpływają na mnie, moje życie i sposób, w jaki patrzę na świat… Czasami te rzeczy wymykają się spod kontroli, przez co niestety ucierpiał Manes… Część tych problemów została “naprawiona”, pewne kwestie się uspokoiły, więc możemy kontynuować… Poza tym w grę weszła utrata koncentracji / motywacji, musieliśmy w pewnym sensie naładować baterie…

Jak myślicie, czemu tak wiele norweskich zespołów zredukowało lub porzuciło w pewnym momencie ekstremalną stylistykę na rzecz eksperymentowania?

Skei: W czasach, kiedy black metal był czymś zupełnie nowym, to tez była rzecz eksperymentalna. Albo przynajmniej inna… Ale myślę, że kiedy gatunek ten wszedł w mainstream, ludzie, których przyciągała właśnie ta “inność” chciały / czuły potrzebę znalezienia innych środków ekspresji. A tu w Norwegii to było prawdziwe szaleństwo, black metal był wszędzie, nie mogłeś od tego uciec, gazety pełne sensacyjnych nagłówków typu “jesteśmy prawdziwymi satanistami i pijemy krew”, tego typu rzeczy… Myślę, że przejadło się to ludziom.

Torstein: Ja właśnie myślę, że jest inaczej. Nie potrafię przywołać aż tak wielu zespołów, które mając swoje korzenie w metalu poszły w “eksperymentalną” stronę. Beyond Dawn, Ulver i może jeszcze kilka. Za to zdecydowana większość usilnie pragnie stać się bardziej “profesjonalnymi” oraz – jeżeli nie wkroczyć w mainstream – to przynajmniej umościć sobie gniazdko w stylistyce tej płyty, która okazała się dla nich największym sukcesem albo w ramach konkretnego gatunku. Ale jeśli czujesz się dobrze w przemyśle rozrywkowym, to jest w porządku, tak sądzę. My do niego nie należymy a to, że brniemy z Manes do przodu wynika z naszej radości tworzenia, związków i koncepcji nad którymi pracujemy.

Jakiś czas temu Avantgarde wydało płytę Manii, który jak rozumiem jest w pewien sposób powiązany z Manes – jakie są koneksje i relacje pomiędzy oboma zespołami?

Skei: W pewnym sensie można powiedzieć, że Manii to reinkarnacja starego, blackmetalowego Manes. Ten sam skład jak “za starych czasów”, ale z odświeżoną ekspresją. Trochę mniej blackowy, trochę bardziej doomowy.

Torstein: Manii to zmartwychwstanie bytu stworzonego przez Cerunnusa i Sargatanasa, z czasów pierwszych trzech demówek (93-95) i następującego po nich debiutu. Ponura i zimna jak skurwysyn rzecz, posłuchajcie tego!

manes_3

Wydaliście (a przynajmniej część z was) też płytę jako Kkoagulaa. Muszę przyznać, że ten materiał był naprawdę szalony, chwilami było tego wszystkiego za dużo nawet dla mnie. Jaki był koncept tego albumu – nie w sensie “lirycznym”, lecz twórczym? Swobodna improwizacja, wrzucanie wszystkich pomysłów w jeden muzyczny byt?

Skei: Tak, to był konceptualny materiał… stara magia / alchemiczne motta i sposoby myślenia przełożone na muzykę. Ciężko to wyjaśnić. Zajrzyjcie na kkoagulaa.wordpress.com i bądźcie jeszcze bardziej skonfundowani, heh…

Jak dziś wspominacie stare dobre blackmetalowe czasy? Myślicie jeszcze o nich czasami czy raczej spoglądacie w przyszłość?

Skei: W pewnych aspektach wspominam je z nostalgią… w innych z zażenowaniem… naiwność, ale i odskocznia. Dziś nie myślę o tym zbyt często, raczej patrzę przed siebie, ale na pewno nie zapominam o tych czasach ani się ich nie wypieram.

Torstein: Obsesja na punkcie ekstremalnego metalu w Norwegii wczesnych lat dziewięćdziesiątych była czymś wyjątkowym. Magiczny koktail noży i kleenexów, zanurzony w blasku księżyca (i ze wspaniałą ścieżką dźwiękową). Nie potrafię sobie wyobrazić aby coś takiego mogło się jeszcze powtórzyć, gdyż ten charakterystyczny mrok i hermetyczny sposób myślenia nie mają raczej racji bytu na Twitterze czy innym Blabbermouth.

To pomówmy chwilkę o nadchodzącej płycie. Powiem wam, że wielbię zarówno “Vilosophe”, jak i “View” oraz “How the World Came to an End” i przebieram z niecierpliwości nogami w oczekiwaniu na “Be all / end all”. Jaki jest plan? Kiedy i przez kogo to wydacie?

Skei: Nie jesteśmy jeszcze pewni. Na razie zrobiliśmy testowe miksy większości piosenek, ale wciąż musimy wprowadzić nieco poprawek. Wszystko tkwiło przez pewien czas w zawieszeniu, gdyż zeszliśmy na moment z wytyczonej ścieżki, ale w tej chwili płyta nabiera kształtu. To, że projekt został utrzymany przy życiu, to w całości zasługa Eivinda i Torsteina! Ja początkowo odciąłem się od projektu, ale później nabrałem doń entuzjazmu. Nie rozmawialiśmy jeszcze o wytwórniach i innych takich, byliśmy zajęci “reformowaniem”, haha.

Torstein: Wydamy płytę, kiedy będzie gotowa. Z labelami nie gadaliśmy, ale wkrótce się tym zajmiemy. Część piosenek jest mniej więcej ukończona, ale parę gałek jeszcze musimy przekręcić, parę guzików musimy wcisnąć zanim będzie można powiedzieć, że materiał jest w całości gotowy. W końcu funkcjonujemy ponownie jako jedność, jesteśmy podekscytowani całym procesem i choć mamy różne zdania i różne gusta muzyczne, wciąż wiemy co jest ważne.

Czego możemy spodziewać się na “Be all / end all”? Dalszego eksperymentowania, czy może powrotu do korzeni?

Skei: W moich oczach to mieszanka ostatnich płyt Manes, troszkę eksperymentalna, jak zwykle zresztą, ale nie “inna” tylko po to, żeby być “inną”. Melodyjna, elektroniczna, chwytliwa, ciężka, dziwna?

Torstein: Skei dobrze to podsumował.

Czy płytę będzie charakteryzować jakiś konkretny koncept liryczny?

Skei: W tym aspekcie płyta nie różni się szczególnie od naszych wcześniejszych rzeczy. Może nieco mniej naukowo / psychiatryczna, mniej melancholijna, a bardziej biblijna, akademicka, hehe… Niech Torstein o tym opowie.

Torstein: W części utworów przewija się pewien koncept, ale nie jest to żaden Epicki Blockbusterowy Powerrockowy album z narratorem, bonusową rozwijaną mapką itp. To wciąż słowa mroczne, pełne braku wiary, czasem niespójny psychobełkot, ale zawierający pierwiastek świętości, czegoś nie z tego świata.

manes_1

Na ostatnich płytach eksperymentowaliście z różnymi gatunkami, ale jednocześnie nie zapomnieliście, że muzyka powinna dawać słuchaczowi przyjemność. Wiele zostało powiedziane o oryginalności tych wydawnictw, lecz nie stoi to w sprzeczności z faktem, że są one pełne po prostu dobrych i chwytliwych utworów – czy jest to dla was istotny aspekt? Jak ludzie doświadczają wasze muzyczne kreacje i czy odnajdują w nich przyjemność?

Skei: Troszeczkę na pewno… Eksperymentalizm nie powinien stać na drodze melodii, rytmom. Chcemy sklejać różne wpływy tak, aby brzmiały jak jedna całość zamiast frenetycznie skakać pomiędzy nieprzystającymi do siebie stylami.

Torstein: Eksperymentujemy dla samych siebie, lubimy rzeczy niebezpieczne, niełatwe, ale wciąż kochamy muzykę. To jest muzyka jakiej lubimy słuchać, jaką lubimy tworzyć, więc eksperymentowanie i eksplorowanie to nasza muzyczna podróż, którą kończysz ty tych dźwięków słuchając. Kurwa, ale głęboki tekst mi wyszedł.

Jakie emocje chcielibyście prowokować u słuchaczy?

Skei: Zaskoczenie, może lekki strach, niepewność jak reagować…

Torstein: Lubię wyobrażać sobie, że ludzie słuchają naszej muzyki z zamkniętymi oczami. Czasami melancholia, czasem katatoniczne czarne szaleństwo. Nah, nie wiem…

Muszę zadać to pytanie: na “How The World Came To An End” w trzy kawałki wpletliście elementy hip-hopu. Nie spytam nawet skąd ten hip-hop… Ale czemu po francusku? Jakby sam hip-hop nie był wystarczająco oryginalny.

Skei: A czemu nie? Facet rapował po francusku, i co z tego? To tylko fonemy… A po wszystkich późniejszych reakcjach wnioskuję, że zrobiło to na ludziach spore wrażenie. Podoba nam się to, haha.

Torstein: Z tego co pamiętam, facet sam wybrał rapowanie po francusku. Mówił po francusku, arabsku, norwesku i angielsku i ten francuski jakoś naturalnie pasował do muzyki… To było po prostu fajne i zrobiliśmy to właśnie dlatego, że było fajne, a nie oryginalne.

Na Discogs znalazłem informację, że wydaliście kilkanaście sieciowych kompilacji #40… i tak dalej. Zamiast dalszego śledztwa wole spytać u źródła: co to za materiały i jak ich dziś można posłuchać?

Skei: Już ich nie ma. Z założenia były czasowe, usunąłem wszystkie kilka dni po tym, jak opublikowany został ostatni. Jak koncert, jeżeli na nim nie byłeś, nie doświadczysz go.

Na “View” pojawiło się kilka ciekawych remiksów w wykonaniu Cordella Kliera. Chcielibyście pracować jeszcze z Cordellem w przyszłości?

Skei: Pewnie, czemu nie?

Torstein: Nie kontaktowaliśmy się z nim od lat, ale to fajny facet robiący fajną muzykę, więc tak jak mówi Skei, czemu nie?

Pojawiliście się też na trybucie dla V:28 wydanym przez Cold Meat Industry. Opowiecie o tym doświadczeniu? Dość nietypowa wytwórnia dla takiego zespołu jak Manes – a może nie?

Skei: Znam Kristoffera od lat, jeszcze zanim założył V:28. Po prosu zapytał czy chcielibyśmy zrobić remix (lub remake) na ten album. Oczywiście chcieliśmy.

Torstein: Zabawny fakt: Kristoffer zrobił nam większość zdjęć promocyjnych w erze “Vilosophe”. Generalnie lubimy remiksy, ale nie w stylu “bierzemy piosenkę rockową i przerabiamy ją tak, że można przy niej tańczyć”. Twórcza wolność z jednej strony, twórcza niepewność z drugiej, jest w tym wszystkim coś bardzo nęcącego.

Ponieważ jesteśmy magazynem zogniskowanym raczej na ambient / industrial, chciałbym spytać czy słuchacie takiej muzyki? Jeśli tak, co ostatnio zrobiło na was największe wrażenie?

Skei: Industrialu nie bardzo, ale lubię niektóre rzeczy ambientowe… Bardziej chodzi o atmosferę, feeling niż konkretne projekty czy artyści.

Torstein: Ja lubię zarówno industrial, jak i ambient, ale nie zgłębiałem się szczególnie w podziemie obydwu gatunków. Laibach, Ministry i NIN jako pierwsze przychodzą mi do głowy, choć lubię też te, które wielu fanów tej muzyki docenia jak Depeche Mode, Swans czy Joy Division. Eivind i ja gramy też w zespole zwanym Drontheim, gdzie można znaleźć pewne wpływy industrialne. Jeśli chcecie, możecie znaleźć parę klipów na drontheim.no. Akurat to, co jest dostępne teraz nie jest szczególnie industrialne, ale nowe materiały wkrótce ujrzą światło dzienne…

Załóżmy przez moment, że wydajecie płytę z coverami. Jakie piosenki wybralibyście na taką płytę (oczywiście wyłączywszy to, co już nagraliście)?

Skei: Swans, Coil, wczesny Darkthrone albo syntezatorowy Burzum.

Torstein: Wiele razy o tym dyskutowaliśmy. Pamiętam, że wspominaliśmy też o Black Heart Procession, faworycie wielu z nas. Ja chciałbym też zrobić “Lucifer Sam” Pink Floyd (Syd Barret), ale nie pamiętam, czy wspominałem o tym chłopakom. Chyba tak…

Czy jest jakiś krok w historii Manes, którego szczególnie żałujecie?

Skei: Nie. Chociaż w sumie tak, żałuję chujowego kontraktu z Hammerheart.

Torstein: Nie, raczej nie.

Interesujecie się innymi formami sztuki? Kino, literatura? Macie ulubionych reżyserów, pisarzy lub malarzy i jeśli taki czy mają oni jakiś wpływ na twórczość Manes?

Skei: No pewnie… dokumenty traktujące o psychiatrii mają spory wpływ, haha.

Torstein: Kino, literatura, ogólnie sztuka mają na mnie większy wpływ niż konkretne zespoły czy gatunki muzyczne. Muzyka jest oczywiście istotna, ale nie w sensie, że wiele / większość zespołów to oczywiste zżyny z innych zespołów. Na dzień dzisiejszy bardzo podobają mi się prace Elizabeth McGrath i Jamesa Jeana.

Plany na przyszłość?

Skei: Tony pomysłów, jak zwykle.. ale konkretne plany… hmm, na pewno nowa muzyka. Rozmawialiśmy też o “rytuale zmartwychwstania”, albo koncercie świętującym nasz powrót jeśli wolicie tak to nazwać.

Torstein: Tak, jak wspomniał Skei zapoczątkowaliśmy kilka nowych projektów / planów. Ten “specjalny koncert” znajduje się we wczesnych fazach planowania, oczywiście wydanie “Be All / End All” i być może jakieś małe wydawnictwo będące przedsmakiem tegoż.

Dziękuję panowie za wywiad, jeśli chcecie na koniec coś przekazać czytelnikom Santa Sangre, tu jest na to czas i miejsce.

Skei: Nie zapytałeś o Lethe, mój kolejny projekt [gapa ze mnie – przyp. Stark], więc tutaj link do fb: www.facebook.com/LetheProject. Tam znajdziecie też linki do Youtube i Soundcloud.

Torstein: Dzięki za wywiad. Jesteśmy supersocjalni ostatnio, publikujemy dużo rzeczy, które możecie uznać za ciekawe tutaj: www.facebook.com/manes.no i tu: www.twitter.com/ManesOfficial. Trzymajcie się tam z nami w tym naszym życiu na krawędzi

2 responses to ““Katatoniczne czarne szaleństwo” – Wywiad z MANES [PL]

  1. Dzięki za ten wywiad! Szkoda, że dopiero teraz na niego trafiłem. Manes już od dawna mnie fascynuje i także nie mogę się doczekać nowej płyty. A projekt “Lethe” polecam!;)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s