CINDYTALK – A Life Is Everywhere [ENG/PL]

CINDYTALK – A Life Is Everywhere
CD/Download 2013
editions MEGO [eMEGO 167]

cindytalk

reviewed by / autor recenzji: Peter Marks

ENG: With a trilogy now completed, Cindytalk turns to the outer reaches of space and investigates that labyrinth of the vena cava for their new album’s focus. No, you’re not reading this by mistake, this is indeed Gordon Sharp’s baby but once again there has been an incredible shift in sound and style. As per usual, no compromises have been made and the six pieces that make up A Life is Everywhere refuse to acquiesce to any kind of expectation. We have here a meditative, desolate landscape to move through with our eyes tightly shut while our ears greedily wolf down these delectable morsels they cannot get enough of.

Decay plays a big role in these compositions, with the harshly striking tones morphing into a caustic brew of extremely ingenious placement in this continually expanding field of noise. You would not be far off the mark if you felt that Cindytalk’s material is indeed quite alive, go ahead and feel the hairs on the back of your neck if you’re of a doubting nature. Something is being worked through on their latest, something disquieting… A Life is Everywhere has the impact of a night in the trauma unit at your local hospital, but perhaps there’s method to this dissonant collection of visceral creations. Some kind of drum machine sneaks in briefly during the song As if We Had Once Been to confirm the diagnosis; or maybe it simply wants to show off the wounds that define it.

And here we have what Cindytalk could just be getting at: the malady of survival and the madness of mortality. There can be little doubt that what you’re going to encounter on this record will set your imagination off on unimaginably diverse tangents. To keep my own bearings while I’ve been listening to this I have had to set A Life is Everywhere down for a few days at a time, the level of experimentation is simply staggering and just keeping pace with this monster sets has been exhausting in ways I’d never have suspected.

Trust me, by the time you’ve finished listening to this (and bear in mind that it’s under 40 minutes), the only sensation you’ll feel is one of being drained and washed out. Like the sea itself beating upon the shore, you will be spread thin oh so thin yet like the ever-changing tide you’ll be back. Because you see, for all the acrid and confrontational bent this release has it also features a reassuring overtone to it. It takes you aside, whispers in your ear something unintelligible, then shoves you roughly out of the way and you just stand there stupidly grinning.

Why you don’t know, but your heart does. In a language which has no discernible rhythm or meter, the mahogany fibers of that most precious muscle understand. Through all the devices your mind can fathom to obfuscate accessing your basest, deepest emotions; A Life is Everywhere strolls on in to have a chat. If this doesn’t make sense, keep listening because it surely will.



PL:
Na koniec swojej trylogii, Cindytalk zabiera nas w odmęty przestrzeni i bada labirynt składający się z głównych żył naszego ciała, by dotrzeć do serca albumu. Nie, nie mylicie się, to naprawdę jest dziecko Gordona Sharp’a, jak zwykle zaskakujące, bezkompromisowe, gdyż dokonał on niezwykłej zmiany w dźwięku i stylu. A Life is Everywhere nie zaspokaja pasywnych oczekiwań. Napotykamy miejsce odizolowane, sprzyjające medytacji, przez które można się poruszać z zaciśniętymi oczami, gdy nasze uszy zachłannie pożerają smakowite dźwięki, i stają się coraz to bardziej głodne.

Rozpad odgrywa dużą rolę w tych kompozycjach, wraz z szorstkimi, uderzającymi tonami płynnie przechodzącymi w żrącą ciecz, w tej ciągle odkrywanej przestrzeni hałasu. Nie jest mylnym poczuciem, że materiał Cindytalk to żywy organizm. No dalej, poczuj te ciarki na swoich plecach… Doświadczenie A Life is Everywhere może przypominać noc na ostrym dyżurze. Bliżej niezidentyfikowana maszyna perkusyjna wkrada się w utwór As if We Had Once Been, by potwierdzić diagnozę, albo po prostu by wyeksponować ranę, która powoduje chorobę.

Ukazuje nam się coś, czym może być Cindytalk: choroba przetrwania i szaleństwo moralności. Spotkanie z tym materiałem wyzwoli twoją wyobraźnię na niewyobrażanie różnych płaszczyznach, ciężko to poddać w wątpliwość. Żeby nie zatracić swojego “ja”, musiałem odstawiać A Life is Everywhere co jakiś czas, ponieważ nadążanie za tymi potwornymi setami było niespodziewanie wykańczające. Nie podejrzewałem, że można dojść do takiego poziomu eksperymentowania.

Po przesłuchaniu tego materiału, liczącego mniej niż czterdzieści minut, jedyne wrażenie z jakim pozostaniesz, to bycie utopionym i zmytym z powierzchni. Jak samo morze, którego fale uderzają o brzeg, zostaniesz rozłożony na kawałki; ale niczym ciągle zmieniający się nurt, w końcu powrócisz. Stanie się tak, ponieważ pomimo ostrości i konfrontacyjności tego wydania, oferuje ono również coś kojącego. Zabiera cię na bok, na słówko, szepcze do Twojego ucha coś niezrozumiałego, potem odpycha Cię szorstko ze swojej drogi, a Ty po prostu stoisz tam idiotycznie się uśmiechając.

Nie wiesz dlaczego, ale twoje serce wie. Najcenniejszy z mięśni, złożony z mahoniowych włókien, rozumie język, w którym nie ma rozpoznawalnego rytmu. Twój mózg może pojąć niepojęte, dostając sięgając do najniższych, najgłębszych emocji. A Life is Everywhere zabiera cię na spokojny spacer, by porozmawiać. Jeżeli to nie ma dla ciebie sensu, nie przestawaj słuchać tego materiału, na pewno go nabierze.

Editions Mego

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s