PARZIVAL – Die Kulturnacht [PL/ENG]

PARZIVAL – Die Kulturnacht
CD 2012
VME/Euphonious [PHONI 032]

parzival

autor recenzji / reviewed by: Rafał Nowotny

PL: Muszę przyznać, ze mój jedyny, bliższy kontakt z twórczością tego rosyjsko-duńskiego projektu miał miejsce kilkanaście lat temu za sprawą pierwszej pełnowymiarowej produkcji zatytułowanej ‘Anathema Maranatha’. Późniejsze wydawnictwa odnotowywałem w swojej świadomości, ale dokładniejszego kontaktu organoleptycznego nie podjąłem. Dlaczego tak się stało sam nie wiem do dziś. Stylistyka uprawiana przez kamratów z Parzival jest bliska mojej estetyce i nie zostaje mi nic innego, jak zapoznać się wcześniejszymi płytami, które przypadkiem pominąłem.

‘Die Kulturnacht’ to już siódmy materiał w dyskografii Parzival. Zanim zabrałem się do przesłuchiwania nowej odsłony postanowiłem odświeżyć sobie leżący grzecznie na półce debiut. Po tej pasjonującej konfrontacji przypomniałem sobie jednocześnie to, co nie do końca mi w nim pasowało. Połączenie marszowo-industrialnych hymnów z nieco technoidalnym beatem było na dłuższą metę męczące i w szerszym ujęciu drażniące i sztuczne. Jak przebiegała ewolucja na kolejnych wydawnictwach niestety nie wiem, w każdym bądź razie na ‘Die Kulturnacht’ ten element zanikł całkowicie. I chwała im za to! Zanikły również gregoriańskie, chóralne zaśpiewy oraz folklorystyczna ornamentyka. Efektem tego jest epicka, marszowa neoklasyka pozbawiona zbędnych elementów, które mogłyby zakłócić pełen majestatu przemarsz Parzivala przez nasz pokój, ewentualnie przez mózgoczaszkę, gdy postanowimy zagłębić się w dźwięki za pomocą zestawu słuchawkowego. Dodajmy do tego niski, ponury głos wokalisty melodeklamujący zarówno w języku Aleksandra Puszkina, jak i Johanna Wolfganga von Goethe oraz chóry utrzymane w totalitarnym duchu a otrzymamy konglomerat idealny dla lubujących się w maszerowaniu z pochodnią w dłoni. Mnie przed oczami ukazała się wizja Ryszarda Wagnera, który wraz z Grigorijem Rasputinem udają się na koncert Laibach w Monastyrze Sołowieckim.

Niektórzy mawiają nieco złośliwie, że Parzival brzmi bardziej jak Laibach niż sam Laibach. Jest w tym sporo prawdy, bo nie znam drugiego zespołu, który czerpałby inspirację w tak dosłowny sposób ze słynnych Słoweńców. Mnie ten fakt w zupełności nie przeszkadza, pomimo wrażenia, że panowie z zespołu w życiu codziennym nie chodzą, tylko maszerują i nie mówią a przemawiają. Utwory na ‘Die Kulturnacht’ wbrew wszechobecnej wzniosłości nie męczą, co jest efektem sprawności kompozytorskiej i umiejętności trzymania wylewającego się patosu w ryzach. W każdym bądź razie, jeśli planujecie najechać pobliską wioskę, osadę bądź w najlepszym razie działkę sąsiada, to ostatnie wydawnictwo Parzival będzie do tego czynu idealnym podkładem muzycznym.

ENG: I have to admit that my only, closer contact with the works of this Russian-Danish project took place several years ago through the first full-length production entitled ‘Anathema Maranatha’. Subsequent releases I have noted in my consciousness, but I never tried to have more organoleptic contact with them. Why this way it happened I do not know to this day. The music style practicing by comrades of Parzival is very close to my aesthetics and there is no point for me just check all these earlier records, which I accidentally omitted.

‘Die Kulturnacht’ is already seventh record in the Parzival discography. Before I got down to listen to this newest issue I decided to refresh the debut release lying politely on the shelf. After this fascinating confrontation I remembered simultaneously what not entirely had fitted for me in it. Connecting march-industrial anthems with some technoidal beats was in the long run tiring and somewhat annoying and artificial. How the evolution proceeded on next publications unfortunately I don’t know, in any case on ‘Die Kulturnacht’ this element disappeared entirely. And glory for them! Gregorian choral and folklore ornaments also disappeared. The result is an epic, martial neoclassical without unnecessary items that could interfere with the full of majesty Parzival’s march through our room, possibly through our cranium when we decide to get into the sounds using headphones. Add to that low, sombre voice of lead singer melodeclamating in language of Alexander Pushkin, as well as Johann Wolfgang von Goethe and choirs of a totalitarian spirit and we will obtain a perfect conglomerate for one’s being fond of marching with the torches in their hands. In front of my eyes appeared the vision of Richard Wagner, who, along with Grigori Rasputin, goes to the concert of Laibach inside the Solovetsky Monastery.

Some are saying a little bit maliciously that Parzival sounds more as Laibach than Laibach itself. This opinion is including quite a lot of truth, because I don’t know the second team which would draw the inspiration in such a literal way from famous Slovenians. For me this fact completely isn’t disturbing, in spite of the impression that men from the team in the everyday life don’t walk, only marching and are not speaking, only declaiming . Works on ‘Die Kulturnacht’ against the omnipresent nobility are not tiring what is an effect of the composer’s efficiency and the ability of keeping a tight rein on the spilling pathos. In any case, if you plan to invade the nearby village, settlement or at best a neighbor’s plot, the latter release of Parzival will be perfect background music for this act.

VME Group

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s