APPALACHIAN WINTER – Ghosts Of The Mountains [PL/ENG]

APPALACHIAN WINTER – Ghosts Of The Mountains
CD 2013
Nine Gates Records [NGR – 002]

appalachian

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: “Ghosts of the Mountains” to pierwsze wydawnictwo Nine Gates Records, wytwórni założonej przez Mike’a O’Briena z Melankolia. Mike już od początku zapowiadał, że, choć sam tworzy coś z pogranicza ambientu i neoklasyki, w przypadku labela nie będzie się ograniczał gatunkowo. Rzeczywiście, produkcja Appalachian Winter to melodyjny black metal mocno zainfekowany folkiem. Na całe szczęście nie tymi wyeksploatowanymi do granic możliwości europejskimi odmianami muzyki ludowej, lecz dźwiękami prosto z kryjącej niejedną tajemnicę prowincji gdzieś na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Na okładce dom przy cmentarzu, dom, w którym pewnie doskonale czułaby się para z obrazu “American Gothic” Granta Wooda. Albo Leatherface z rodziną.. wiem, wiem, inne rejony geograficzne, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Teksas, Iowa czy Pensylwania, na tamtym kontynencie chyba w każdym stanie można skręcić nie w ten zjazd, skusić się na podejrzany skrót drogowy i później, nieco nieświadomie poznać tę ciemniejszą stronę ojczyzny Wuja Sama. Nie wiem, jeżeli jakiś Jankes to teraz czyta, być może podśmiewa się ze mnie pod nosem, ale ja wychowałem się na “Nocy Żywych Trupów”, “Teksańskiej Masakrze Piłą Mechaniczną czy “Deliverance”, więc nic na to nie poradzę, że takie mnie nachodzą skojarzenia. Przyznam, że samo wykonanie okładki nie do końca mi się podoba, ale jakiś tam nastrój na wstępie obraz ten kreuje, nastrój jako tako udanie kontynuowany potem przez muzykę.

Dawno już nie słuchałem takich dźwięków. Melodii tu mnóstwo, klawisz nierzadko dominuje nad gitarami, obok growlu znajdzie się miejsce i dla czystych wokali. Co jednak zwraca uwagę i, jakby na to nie patrzeć, działa bardzo na korzyść Appalachian Winter, to swego rodzaju twórcze szaleństwo, na które pozwala sobie amerykański muzyk. Ta muzyka wręcz kipi pomysłami, czasem doskonałymi (wykorzystanie banjo w paru utworach: jeszcze raz przywołam tu “Deliverance” i tego wzbudzającego dreszcze chłopca wirtuozersko pomykającego na wspomnianym instrumencie), czasem lekko chybionymi (heavymetalowe zaśpiewy w “Patriarchs” albo “Pennsylvanian Fire”). Mam wrażenie jakby muzyk nagrywał te płytę dla siebie, nie zważał, czy to się komuś spodoba, czy nie. Czasem mnie drażni przeładowanie pomysłami danego wydawnictwa, wciskanie w kompozycje wszystkiego, co komuś przyjdzie do głowy. Tu też czasem czuje się przytłoczony, niektóre elementy bym pozmieniał, niektóre w ogóle wyrzucił. Czuję jednak w tym wszystkim pewną szczerość i zwykłą radość, jaką DG Klyne, jedyny członek projektu, musiał przy komponowaniu płyty odczuwać.

Jak wcześniej wspomniałem na plus działa tu też pewna świeżość, która ze sobą niesie ów amerykański folklor, która raz słabiej, raz silniej, ale prawie przez cały czas wyziera z płyty. Steve von Till to to może nie jest, nie ma tu nawet co rzucać takich porównań, ale trochę fajnych rzeczy na tej niwie się tu dzieje. Dlatego, jeśli bliska wam jest taka bombastyczna odmiana metalu, pełna patosu, czasem kiczowata, ale w gruncie rzeczy sympatyczna, sięgnijcie po to. A nuż się spodoba – a jeśli nie, to może część z was przypomni sobie czym się zachwycało mając -naście lat. Nie ukrywam, że nie będę często do tego wracam, dziś szukam jednak czegoś innego w muzyce, ale kilka uśmiechów, bynajmniej nie szyderczych “Ghosts of the Mountains” u mnie wywołało.

ENG: “Ghosts of the Mountains” is the first release on Nine Gates Records, a new label founded by Mike O’Brien of Melankolia. Mike promised from the beginning that, although he himself creates something standing on the crossroads between ambient and neoclassical, there won’t be any genre limitations – he’ll release what he wants to release. Indeed, the Appalachian Winter album is a melodic, folk infected black metal. Speaking of folk, fortunately, we’re not talking about these exploited to the limits European varieties of the genre, but something straight from the secret-infested areas somewhere on the East Coast of the United States.

The house by the cemetery on the cover is a house where the couple from Grant Wood’s “American Gothic” painting would probably feel very comfortable. Or Leatherface with his family .. I know, I know, different geographical areas, but I hope you understand what I mean. Texas, Iowa or Pennsylvania, on that continent, probably in each state one can take the wrong exit on the highway or be tempted to follow a suspicious shortcut, and then, somewhat unconsciously become familiar with the darker aspect of Uncle Sam’s country. I don’t know if any Yankee reads it now, perhaps sniggering quietly at me, but I grew up on “Night of the Living Dead”, “The Texas Chainsaw Massacre and “Deliverance “, so I cannot help it if such associations come to mind. Have to admit that the overall execution of the cover (logo, title font) doesn’t convince me to the end, but I appreciate its atmosphere which is quite successfully followed up by the music.

I didn’t listen to this kind of music for a very long time. It’s full of melodies, the keyboards often dominate over the guitars, in addition to the growls there’s a place for clean vocals as well. But what draws attention and, if you slice it, works in favor of Appalachian Winter, is the kind of creative madness of the American artist. The music brims over with ideas, sometimes excellent (using banjo in a few songs: I refer to “Deliverance” again and the exciting banjo virtuosity of that creepy little boy that Ronny Cox play with), sometimes slightly misguided heavy metal chanting (the “Patriarchs” or “Pennsylvanian Fire” – sounds like metal version of a national anthem). I feel that the musician recorded the album for himself, he didn’t care whether someone will like it or not. Sometimes overloading music with ideas annoys me, forcing everything that came to mind into a compositional framework. Here I feel overwhelmed from time to time as well; I’d change some of the motifs, some I’d even throw away. But I can notice the sincerity and simple joy that DG Klyne, the only member of the project, obviously had while creating the album.

As I mentioned earlier, a certain freshness brought on by American folklore works in favour of the recording. Sometimes stronger, sometimes more vague, it appears here most of the time. Steve Von Till it may not be, not sure why I even throw in such comparisons, but some cool stuff on this ground surely is happening here. Therefore, if you’re fond of the bombastic metal variety, full of pathos, sometimes cheesy, but really likeable, take your chance. What if you’ll like it – and if not, maybe some of you will recall what music you cherished being in your -teen years. I must admit that I won’t be listening to it very often, I’m looking for something different in music these days, but a few smiles – by no means mocking – “Ghosts of the Mountains” evoked in me.


Nine Gates Records

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s