YANNICK DAUBY – Lind, Raud: Songs of Birds and Metal [ENG/PL]

YANNICK DAUBY – Lind, Raud: Songs of Birds and Metal
CD 2012
Invisible Birds [ib 005]

ib005_front

reviewed by / autor recenzji: Peter Marks

ENG: I could never have imagined just how textural the sounds of birds could be. Generally, we hear them as punctuations of speech in the natural world and not as the rich tapestry of interwoven dimensional space that they are. Dauby plays a bit with these calls, truncating them and at other times looping them so that they become like melodious feedback on a massive scale. Between what our Corvid contributors utter, Yannick commits to disc some truly terrifying drones. Like vibrating metal structures in the sun, according to the information provided by the artist. You are right there with him in the Estonian wilderness as the high grass cascades and the piercing blue skies hem everything in.

Each track on here is given a time specific designation and curiously enough, almost all of these were either recorded or composed in June. Now June generally is not a month I find myself enjoying much due to the heat and lack of children being confined to school where they belong, but I am going to pay much closer attention to what goes on out there this time around. Apparently, while the sun beats down, there’s a microcosm of linguistics just beneath the waves of heat that one can hear, if they have the right set of ears. Listening to Lind, Raud has re-calibrated mine.

The dissonant reverberations of crudely formed machinery having it’s very being tapped, touched and now and then tormented. These longer pieces which are put together serve to become reference points to the short bursts of the natural world on display which are being cataloged. Sure, it would be easy to just disregard the details and focus solely on what has the most prominent duration but one thing I have learned over the years when listening to material such as this is that the spaces in between what you can perceive contain what will fascinate you the most. In plainer terms, Songs of Bird and Metal is what I’d happily classify as auditory black matter.

Far out there in the woods, across the thickets bursting with insects and their shadowy avian hunters, through the burnt and sun baked high country to finally far above the tree line where the air claws at your lungs… somewhere in all of this isolated and forlorn splendor, amongst the ruins of what man has wrought Yannick Dauby runs up the flag and that flag is Lind, Raud. Birds and metal. Flesh, blood and iron willed instinctual composition which flows together to form a mosaic for the secret, insular world of what was before us and surely what will endure long after we are gone.

PL: Nawet sobie nie wyobrażałem jak niezwykle strukturalny może być śpiew ptaków. Ogólnie rzecz ujmując, słyszymy go raczej jako swego rodzaju znaki przestankowe mowy naturalnego świata, a nie jako bogaty gobelin zdobiony wielowymiarową przestrzenią, którym przecież w rzeczywistości jest. Dauby zabawia się z tymi trelami raz je przycinając, innym razem zapętlając w taki sposób, że stają się imponującą melodyjną teksturą. A pomiędzy to, co dostarczają nam nasi krukowaci przyjaciele, Yannick wplata dodatkowo nieco naprawdę budzących dreszcze dronów. Jak choćby metalowe struktury wibrujące w słońcu, to zresztą słowa samego artysty. Jesteście razem z nim, w Estońskiej dziczy, gdzie falują wysokie trawy a intensywnie błękitne niebo otacza wszystko wokół.

Każdy utwór został opatrzony konkretną datą i, co ciekawe, prawie wszystkie z nich zostały zarejestrowane albo skomponowane w czerwcu. Miesiąc ten nie należy do moich ulubionych, głównie ze względu na pogodę i fakt, że dzieci nie są ograniczone do szkoły, gdzie powinno być ich miejsce, ale teraz chyba będę zwracał baczniejszą uwagę na to, co dzieje się w tym konkretnym okresie w roku. Gdy słońce praży, pod falami upału można usłyszeć lingwistyczny mikrokosmos, jeśli tylko masz odpowiednią parę uszu. “Lind, Raud” ponownie skalibrowała moją.

Dysonansowe pogłosy surowej machinerii, której jestestwo jest tu dotykane, obstukiwane, czasem męczone i dręczone. Te dłuższe, złożone do kupy fragmenty stają się tu punktami odniesienia do krótkich wybuchów naturalnego świata. Pewnie, łatwo byłoby przeoczyć szczegóły i skupić się wyłącznie na tym, co zajmuje na płycie najwięcej miejsca, ale jedno, czego nauczyłem się przez lata, to fakt, że to, co znajduje się w przestrzeniach pomiędzy najistotniejszymi elementami często zawiera rzeczy najbardziej fascynujące. A “Songs of Birds and Metal” mógłbym określić mianem słuchowej czarnej materii.

Gdzieś w lesie, pomiędzy zaroślami pełnymi owadów i polujących na nie ptaków, przez upał i słońce palące okolicę aż po przestrzeń daleko ponad linią drzew, gdzie powietrze wypełnia twe płuca… Gdzieś pośród tego zapomnianego, samotnego splendoru, pomiędzy ruinami będącymi efektem działań człowieka, Yannick Dauby wywiesza flagę, którą jest “Lind, Raud. Birds and Metal”. Ciało, krew i żelazo tworzą kompozycję, która płynie tworząc mozaikę dla tajemniczego, odizolowanego królestwa tego, co było przed nami, i co z pewnością przetrwa, kiedy nas już dawno nie będzie.

Invisible Birds

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s