YANNICK DAUBY / JOHN GRZINICH / MURMER – Lind, Raud, Aastaajad [ENG/PL]

YANNICK DAUBY / JOHN GRZINICH / MURMER – Lind, Raud, Aastaajad
CD 2012
Invisible Birds [ib005]

ib005_front

reviewed by / autor recenzji: Peter Marks

ENG: The second half of the equation comes at us now, four out of three. An intriguing conceptual conceit, men and their microphones… microphones and men. Aastaajad is a testament to the powerful abilities which this collection of artists brandish through the clever capturing of the natural world. As time passes, I find myself listening to field recordings as a style more and more; there is nothing more impressive than having the ability to cajole the randomness of the world outside onto a silver platter. I don’t know the methodology involved but I imagine that work such as this takes incredible amounts of perseverance and reserves of patience I simple do not possess. Then again, thanks to this trio, I don’t have to.

But I am amazed at the details and overall zealousness of purpose Aastaajad is comprised of. Part one commences with what sounds like a major wind storm already in progress, the kind of disorienting chaos that would wipe the magnetic North off the face of your compass. There is a faintly echoing call across it’s expansive wrath that I cannot make out, if I had to guess I would say the crosswind which presaged it but I’m no meteorologist. From there we venture into warmer climes with one section entirely devoted to what sound like footfalls in the sodden ground pressing up a decrepit trail to the scenic view above, over and over they fall hammering out a relentless cadence of turmoil and toil. I think Dauby had a lot of fun manipulating these sounds as so many of them are arranged to form a kind of broken, staccato of rhythm.

Next it is back into the insect world, in particular the flies one finds in the dead heat of midday. Through my headphones I was thoroughly immersed into their perilous, skittery routine. Forever scanning above for the circling birds who spell their doom, these creatures via the technological wizardry of this album, got right next to my ear and once I found myself swatting away at the empty air.

Perhaps the colder tones of this record can be explained by the fact that all four pieces on here were recorded from November through May. It may be the intention of the composers to guide us along on an auditory trek through the changes which the seasons bring. The idea to use only winter and spring is an intriguing one. To lop off the anchoring weight of one transitional period and yet leave the other as only transition, this kind of metamorphic art is seen often in nature but rarely in the electronic realm. And it is this root which may best explain what is going on here, the one connective thread of light moving through the subtly altered terrain which nature readily provides but only the minds of gifted individuals can sift through.

You will hear harmonies made from the singing soil beneath their feet, through the air a chorus of jabbering mandibles and screaming wings will captivate. Put on Aastaajad the next time you have a group of people around and observe the results, my wager is that innate and deeply interred instincts will begin to emerge. Without doubt, these are no mere dabblings with the occult subtext of what lies outside, they are fined tuned incantations which have been composed to index the full spectrum of the elements with an exhaustingly studious eye.

PL: A oto i druga połowa równania, o bardzo intrygującym koncepcie… ludzie i ich mikrofony… mikrofony i ludzie. “Aastaajad” to świadectwo potężnych możliwości, jakie ta banda artystów potrafi pokazać poprzez zręczne uchwycenie naturalnego świata. Im starszy jestem, tym częściej łapię się na słuchaniu i traktowaniu field recordings jako odrębnego gatunku; nie ma nic bardziej budzącego respekt niż umiejętność oswojenia przypadkowości świata zewnętrznego i wtłoczenia tego w srebrny dysk. Nie znam systemu pracy muzyków, ale podejrzewam, że wymagała ona niesamowitej wytrwałości i cierpliwości, jakiej ja na pewno nie posiadam. I posiadać nie muszę, dzięki tej trójce ludzi.

Oczarowany jestem szczegółowością i ogólnym entuzjazmem jaki bije z płyty. Część pierwsza z miejsca zabiera nas w oko cyklonu, w dezorientujący chaos, który wymazuje magnetyczną północ z waszych kompasów. Słychać w tle słaby, rezonujący zew starający się przebić przez gniew natury; nie potrafię go zidentyfikować, ale gdybym miał zgadywać, stwierdziłbym, że to zapowiedź wiatru bocznego… ale nie jestem meteorologiem. Z tamtego punktu wyruszamy w cieplejsze klimaty, z jednym segmentem płyty w całości poświęconym czemuś, co brzmi jak odgłos kroków po rozmokłym gruncie, kroków tworzących szybko niszczejący, znaczony zmęczeniem ślad prowadzący w miejsce, z którego rozciąga się wspaniały krajobraz. Myślę, że Dauby miał dużo frajdy przy przetwarzaniu tych dźwięków, jako że wiele z nich ułożonych jest w pewien rodzaj połamanego rytmu.

Następnie wracamy do świata insektów, much, konkretnie mówiąc, takich, których pełno lata w martwym upale letniego południa. Zostałem momentalnie wciągnięty w ich szybką, niespokojną rutynę. Bezustannie obserwujące przestrzeń ponad nimi, wypatrujące ptaków, będących heroldami ich zagłady, te małe stworzenia dzięki technologicznej magii znalazły się dokładnie obok mojego ucha – niejeden raz przyłapałem się, że odganiam widmowe insekty w pustej przestrzeni.

Chłodniejszy wydźwięk tej płyty można chyba tłumaczyć faktem, że wszystkie cztery kawałki nagrano pomiędzy listopadem a majem. Być może takie było zamierzenie twórców, aby zabrać nas w auralną podróż znaczoną zmianami pór roku. Choć zamysł wykorzystania tylko zimy i wiosny wydaje mi się intrygujący. Ucięcie jednego okresu przejściowego i zostawienie innego stanowiącego wtedy jedyną zmianę – taki rodzaj metamorficznej sztuki często można dostrzec w naturze, ale w świecie elektronicznym już niekoniecznie. I to prawdopodobnie jest sedno, w którym całość jest zakorzeniona – łącząca wszystko nić światła poruszająca się przez subtelnie się zmieniający teren skwapliwie przekazany nam przez naturę, choć jedynie uzdolnione jednostki potrafią się przezeń przebić.

Usłyszysz harmonie prosto z gleby pod stopami. Niewyraźne głosy, łopot skrzydeł… Spróbujcie zapuścić “Aastaajad” w większym gronie osób i obserwujcie rezultaty – stawiam, że zaczną się ujawniać wrodzone, lecz głęboko ukryte instynkty. Ale to nie są jakieś tam zabawy z okultystycznym podtekstem dotyczącym tego, co znaleźć można za oknem. To doskonale skomponowane zaklęcia, ułożone w taki sposób, aby w wyczerpująco wnikliwy sposób ukazać pełne spektrum elementów, przedstawionych na płycie.

Invisible Birds

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s