LOVE IS COLDER THAN DEATH – Tempest [ENG/PL]

LOVE IS COLDER THAN DEATH – Tempest
CD 2013
In Deyagora Music [IDM 05]

lictd

reviewed by / autor recenzji: Peter Marks

ENG: After a decade, they are back. It is a new line-up and new sound but make no mistake, this is Love Is Colder Than Death. Majestic classical influences abound on Tempest and once more, the fires of what was begun all those many many years ago is re-kindled. Maik Hartung remains the foundation to the band but his new colleagues deliver inspired performances which run the gamut from subtle to heart-meltingly intimate. I’m quite sure many readers of Santa Sangre know who this act is, and many have no doubt followed them like I have for over 20 years. Feast and Famine is how I view what they do; for every album or song you get an unimaginable void of years must pass. I have been duly reminded again just what it means to move through time with the bands I chose to follow so long ago; none of them lose their potency even as we behold all those calenders withering on the wall. It brings such a proud smile to my face to hear them once more re-make themselves and their sound.

Of that regal Hyperium class of the early 90s, Love is Colder Than Death have come the farthest. From the dark electro leanings of Teignmouth and Mental Traveller into Oxeia’s embrace of the natural world which led to Spellbound and then Atopos’ regal bombast in 1999. After all of this Eclipse emerged in 2003, flooring my ears with the glorious diverse palette of a group who no longer cared about anything but where their muse led them; beyond this all that I had to sustain me through the wilderness were the sublime live album Inside The Bell and the masterfully executed compilation Time. But the interminable exile has ended, Tempest is out and amongst us at last. Behold it, treasure it and live it. Let what these four have crafted become your soundtrack. Because while so many others cash in on reunions and nostalgia, the quartet who made this record have their eyes firmly fixed on the future.

I am convinced that Love Is Colder Than Death will only end when the inspiration to create and the endless, imaginative allure of architectural abandon leaves them. See if you can pick out the sly nods to O Yuki Conjugate’s 1992 album Peyote; that’s no accident. They’re on the same level with Tempest, but unlike OYC, they push it into a stately collection of creative expressions which would make Heinrich Schutz have to blush and look down. Our foursome are that good, they eclipse centuries and burn through the scenery like a wildfire running on pure adrenaline.

It has been, and continues to be, an absolute pleasure to be one of your fans. With the release of a new work, perhaps more who have grown disillusioned by the failures of their own personal icons will come to know you as I have. There is an undeniable spirituality in what you lot do and to ignore the overwhelming tide of that acceptance that not all must end in a wretched darkness of the soul is comforting beyond what mere words can encapsulate. Timeless abounding beauty in the eyes of a lost world, a simple entreaty to set aside the petty jealousies of envious existence to join with the flood and become theology in flames. Let yourself be overwhelmed by this aural essay which meditates on the rich tapestry of gorgeous, pleading desire.

The mischievous smile, the knowing smirk of artisans who know that for every delicate shading of the chisel, what falls away is no less precious. There are so many moods and meanings to what they’ve done and they remain one of the few out there who can disappear for such a long period only to re-emerge stronger and more vital than ever before. Triumph is what I’m hearing here, graceful power which knows where its strengths lie and does not bother trying to be anything other than that which it must be. Many names pass through only staying long enough to warrant a whatever happened to…? Love Is Colder Than Death have transcended even the much lauded Dead Can Dance to become the preeminent practitioners of both the ancient and the utterly modern. This may not be neo-classic as you remember it but regardless of the tenuous parallels, Maik, Anja, Ulrich and Ralf are the masters of it.

PL: Po dekadzie milczenia, w końcu wrócili. W nowym składzie i z nowym brzmieniem, ale to wciąż Love Is Colder Than Death. “Tempest” obfituje w klasyczne nawiązania a ognie tego, co zostało rozpoczęte wiele lat temu zapłonęły ponownie. Maik Hartung pozostaje fundamentem zespołu, ale jego nowi koledzy dostarczają całą gamę nowych inspiracji, od tych subtelnych po rozczulająco intymne. Jestem pewien, że większość czytelników Santa Sangre zna tę grupę i, podobnie jak ja, śledzi jej poczynania od ponad 20 lat. Uczta i Głód – tak postrzegam to, co robią; każda płyta czy utwór łączy się z niewyobrażalną przestrzenią czasową, którą trzeba w oczekiwaniu przetrwać. I w tym przypadku należycie przypomniano mi, co oznacza wędrować przez lata z artystami, których zdecydowałem się śledzić dawno temu; żaden z nich nie traci swej mocy, nawet pomimo, że kartki kolejnych kalendarzy żółkną na ścianach. I to przywołuje uśmiech na mojej twarzy, ta możliwość usłyszenia jak ci artyści po raz kolejny odświeżają siebie i swoje brzmienie.

Z całego tego królewskiego pokolenia Hyperium, z wczesnych lat 90-tych, Love Is Colder Than Death zawędrowało najdalej. Od ciągotek dark electro z “Teignmouth” i “Mental Traveller” w objęcia świata natury na “Oxeia” co następnie doprowadziło ich do królewskiej bombastyki na “Spellbound” i później “Atropos” w 1999. A po tym wszystkim w 2003 roku pojawiła się “Eclipse”, płyta, która zachwyciła mnie wspaniałym zróżnicowaniem brzmieniowym grupy, która w tamtym momencie nie przejmowała się niczym, tylko dążyła w kierunku jaki wyznaczyła im ich własna muza; po tej płycie przez dzicz prowadziły mnie już tylko wspaniały album koncertowy “Inside the Bell” i doskonale spreparowana kompilacja “Time”. To przeciągające się wygnanie nareszcie się jednak skończyło, “Tempest” w końcu ujrzało światło dzienne. Odnajdźcie je, ceńcie je wysoko, żyjcie nim. Pozwólcie aby efekt pracy tej czwórki muzyków stał się waszym soundtrackiem. Wielu innych zarabia na nostalgii, ponownych zjednoczeniach itp., ale ten kwartet zdecydowanie celuje w przyszłość.

Jestem przekonany, że grupa odejdzie w niebyt tylko, kiedy opuści ich inspiracja do tworzenia. Sprawdźcie, czy potraficie dostrzec delikatne nawiązania do “Peyote” O Yuki Conjugate z 1992 roku; to nie jest przypadek. “Tempest” to ten sam poziom, tyle że w przeciwieństwie do OYC udało im się stworzyć na tyle okazałą kolekcję kreatywnej ekspresji, że Heinrich Schutz mógłby zarumienić się ze wstydu i spuścić wzrok po sobie. Tak dobra jest nasza czwórka, oni powodują zaćmienie wieków, palą otoczenie jak dziki ogień napędzany czystą adrenaliną.

Zawsze było, nadal zresztą jest wielką przyjemnością być jednym z waszych fanów. Być może wraz z wydaniem nowej płyty pozna was kilka nowych osób rozczarowanych porażkami ich własnych muzycznych ikon. Tkwi pewna niezaprzeczalna duchowość w tym, co robicie. Ponadczasowe piękno oczami zaginionego świata, błaganie o odstawienie na bok błahych zazdrości zawistnej egzystencji. A was niech przytłoczy to dźwiękowe rzemiosło, bogato zdobiona tkanina muzycznego pożądania.

Złośliwy uśmieszek rzemieślników, którzy wiedzą, że po każdym delikatnym muśnięciu dłutem, to, co odpadnie jest nie mniej cenne. Tak wiele tu nastrojów i znaczeń, ta grupa jest jedną z nielicznych, która może sobie pozwolić na zniknięcie na tak długo, po to aby potem wrócić w pełni życia i silna jak nigdy wcześniej. Słyszę tu triumf, moc, ludzi wiedzących, gdzie tkwią ich atuty i nie starających się być czymkolwiek innym, niż być powinni. Wiele nazw różnych projektów przewijało się przez te lata, a potem człowiek zastanawia się “Co się stało z…”? Love Is Colder Than Death przeskoczyło nawet ogólnie chwalony Dead Can Dance i stało sie wybitnym koneserem tego, co starożytne i zdecydowanie nowoczesne. To nie jest taka neoklasyka jaką możecie znać, ale te paralele są nieistotne, Maik, Anja, Ulrich i Ralf tak czy owak są mistrzami.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s