XIPHOID DEMENTIA – Secular Hymns [PL/ENG]

XIPHOID DEMENTIA – Secular Hymns
CD 2012
Malignant Records [TumorCD61]

xiphoid_dementia

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Spośród całego gatunku power electronics najbardziej cenię tych muzyków, którzy nawet nie tyle sięgają daleko poza ramy gatunku, bo to jest oczywiste, ale przede wszystkim tych, którzy wynoszą tę muzykę na głębszy, rzekłbym, że nieomal filozoficzny poziom. Nie sławią kultu maszyn, nie dokonują operacji bez znieczulenia na chorych systemach społeczno – politycznych, nie pławią się w bezeceństwach i seksualnych zwyrodnieniach… To też bywa ciekawe i inspirujące, ale dla mnie osobiście mistrzami są ci, którzy potrafią wyciągnąć z power electronics swoistą poezję. Navicon Torture Technologies/Theologian, Nyodene D, Strom Ec. I Xiphoid Dementia.

Zanim przejdę do muzyki może słowo o oprawie graficznej – to raptem kilka ilustracji, ale symboliki w nich się kryjącej wystarczyłoby na kilkanaście wydawnictw: religijny fanatyzm, święte wojny, upadek koncepcji czasu, pamięć i emocje oraz manipulacja nimi. Egan Budd otwiera wiele możliwych ścieżek interpretacji, a to przecież tylko początek, bo przecież najważniejsze jest to, co muzyk zapisał na srebrnym krążku.

To cztery długie, kilkunastominutowe utwory – początek “Abortion Rites” nie zapowiada sonicznego koszmaru dalszej części albumu. Przepięknie emocjonalny gitarowy dron szybko zostaje jednak zmasakrowany elektroniką tyleż okrutną, co abstrakcyjną. Później niby atmosfera  pozornie się uspakaja, ale ludzkich emocji – nawet pomimo pojawiającego się tu i ówdzie przetworzonego męskiego głosu – uświadczyć tu nie sposób, czysta, bezduszna mechanika.

“My time will never come” – czy Egan wypowiada się tu wyłącznie w swoim imieniu, czy też całej ludzkości, która zdążyła upaść zanim na dobre się rozwinęła? Technologia sunie do przodu, idee gniją. Ponura, wyraźnie rytmizowana tykającym zegarem melodia zabiera słuchacza w otchłań gdzieś w stronę jądra czasu celem jego dekonstrukcji. Po drodze rozsypują się zegary, czasomierze, metronomy. Słońce i gwiazdy układają się w przypadkowe kombinacje. Ale gdy dotrzesz do celu, ogarnie cię błogostan trwający sekundę lub wieczność, w tej chwili nie ma to znaczenia. Pojawiająca się w drugiej części utworu melodyjna sekwencja jest absolutnie wyjątkowa.

Trzeci i zarazem najdłuższy “What you believe” to postapokaliptyczna symfonia złożona z dźwięków rozpadających się maszyn, dobiegających z oddali ostatnich eksplozji nuklearnych, wiatru świszczącego nad zrujnowanymi miastami i głuchego pomruku zwiastującego totalną zagładę. Atmosfera z czasem się zagęszcza, a jednocześnie do głosu dochodzą bezlitośnie syntetyczne brzmienia, jak gdyby jakaś sztuczna inteligencja powstała z popiołów ludzkości i zagarnęła całą tę radioaktywną, niegdyś zieloną pustynię wyłącznie dla siebie.

Może i najbardziej wyciszony, acz niepozbawiony kaleczących uszy zgrzytów i sprzężeń jest ostatni “Breathe”. Ale ten brak dźwiękowego szaleństwa bynajmniej nie oznacza, że znowu świeci słońce i śpiewają ptaki. Elementy darkambientowe pojawiały się na “Secular Hymns” w każdym utworze,  w “Breathe” słychać to chyba najdobitniej. Duszny i ciemny fragment płyty, im bliżej jej zwieńczenia tym bardziej hałaśliwy. Gdy wybrzmiewają ostatnie dźwięki, ja z ulgą biorę haust świeżego powietrza.

Niezwykle dopracowane dzieło stworzył Egan Budd. Muzyk operuje szerokim wachlarzem emocji, głównie jednak z tego negatywnego bieguna. Ale i dla światła i nadziei znajduje się tu odrobina miejsca (drugi utwór). A może to godzenie się z losem jaki jest nam przeznaczony? Tak czy owak, jest niezwykle świeża, bogata treściowo rzecz. Sięgnijcie po to nawet jeśli nie do końca gustujecie w power electronics, bo choć takie brzmienia są tu swego rodzaju bazą, “Secular Hymns” jest tak naprawdę ponad gatunkami.

ENG: Among the power electronics territory the artists I appreciate the most are the ones that not only reach far beyond the genre, because that’s obvious, but most of all the ones that bring this music on a deeper, I’d say, almost philosophical level. The ones that don’t praise the cult of machines, don’t make operations without anesthesia on sick social-political systems, don’t find relish in sexual wickedness and deviations. Of course these topics are often interesting and inspiring as well, but for me personally, the masters are the ones who are able to draw from power electronics a certain kind of poetry. Navicon Torture Technologies / Theologian, Nyodene D, Strom Ec. And Xiphoid Dementia.

Before I turn to the music, some thoughts on the artwork – it’s only a few illustrations, but the symbolism within them would be enough for several releases: religious fanaticism, holy wars, the collapse of the concept of time, memory, emotions and the ways to manipulate them. Egan Budd opens up many possible ways of interpretation, and it’s only the beginning, because the most important thing is what the musician engraved on the silver disc.

The album consists of four long tracks – the beginning of “Abortion Rites” doesn’t announce the sonic nightmare of the rest of the recording. Though the beautifully emotional guitar drones are quickly butchered by cruel, abstract electronics. Later the atmosphere becomes seemingly calmer, but human emotions – despite the fact that a processed male voice makes an appearance here and there – aren’t present here, just clean, soulless mechanics.

“My time will never come” – does Egan speak only on his own behalf, or as the representative of the whole of humanity, which has fallen before it managed to fully develop? Technology pushes forward, but ideas rot. The grim melody, clearly put into rhythm by a ticking clock, takes you into the abyss, close to the nucleus of time in the order of its deconstruction. You drift through scattered clocks, timers and metronomes. The sun and stars are arranged in random combinations. But when you get to your destination, you embrace the bliss lasting a second or an eternity, it doesn’t matter. The melodic sequence appearing in the second part of the song is absolutely unique.

The third and longest track, “What you believe”, is a post-apocalyptic symphony composed of decaying machinery, distant nuclear explosions, wind wheezing over ruined cities and a dull murmur heralding total destruction. The atmosphere thickens with time, while the synthetic sounds mercilessly take control, as if some artificial intelligence has been raised from the ashes of humanity and seizes all this radioactive, once green desert for itself.

Perhaps the calmest, though not without hurting glitches and feedbacks is the last track called “Breathe”. Yet the lack of aural madness certainly doesn’t mean that the sun is shining again and the birds are singing. Dark ambient elements appear on “Secular Hymns” in each track, but on “Breathe” they’re present perhaps the most clearly. An oppressive and dark fragment of the album, the closer to the end, the more noisy it becomes. When the last tones fade, I always take a breath of fresh air in relief.

Egan Budd created an ultimately refined work. The musician operates with a wide range of emotions, though mainly from the negative pole. But there is a bit of space for light and hope (second track). Or maybe it’s a reconciliation with the fate that is intended for us anyway? It is a very fresh thing. Check it out, even if you’re not really into power electronics, because although genre sounds are certainly the basis here, “Secular Hymns” is really above genres.

Malignant Records

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s