VIR MARTIALIS – Hierophanie – Prelude to a War of the Future [PL/ENG]

VIR MARTIALIS – Hierophanie – Prelude to a War of the Future
CD 2013
Rage In Eden [RIE96]

virmartialis

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Hugo Chavezowi się zmarło kilka dni temu. Nie wiem jaki był stosunek muzyka Vir Martialis do głowy swojego państwa, ale sądząc po bojowym nastawieniu, jakie prezentuje na płycie raczej nie pałał doń sympatią. Może stąd gniew jaki wyziera z tej płyty? Chęć wdeptania w glebę panującego reżimu i ustanowienie nowego porządku? Pomimo najszczerszej sympatii jaką darzę projekty z mimo wszystko tak egzotycznych rejonów muzycznych, muszę z przykrością stwierdzić, że bombardowane taką muzyką mury Babilonu raczej nie runą.

To trzecia płyta Vir Martialis, dwie poprzednie ukazały się nakładem argentyńskiej Twilight Records. Martial industrial prezentowany przez południowoamerykańskiego muzyka dość dobrze pasuje do profilu lubującej się w militariach Rage In Eden, natomiast jak na mój gust to jedna z gorszych płyt w katalogu białogardzkiej wytwórni. Ani nie oferuje niczego nowego, choć ciężko traktować akurat ten fakt w kategorii grzechu śmiertelnego. Odgrzewany kotlet, jak się go odpowiednio przygotuje tudzież potraktuje chemią, też potrafi być strawny, choć niekoniecznie zdrowy. Gorzej, że Vir Martialis powtarza błędy tak często popełniane przez kolegów po fachu.

Sztuczne brzmienie – nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Jeśli muzyka z założenia ma być syntetyczna, to wszystko w porządku. Imitować instrumenty klasyczne tak, aby brzmiało to zjadliwie, jako tako potrafi jednak ledwie garstka – z twórczości Vir Martialis sztuczność leje się strumieniami. Brak tu porządnego “dołu” w brzmieniu, albo chociażby większej dozy klasycznej, walącej po nerkach industrii tak, aby zakamuflować niedociągnięcia pecetowej orkiestry. Brak mocy w takiej muzyce trudno zaakceptować.

Ponadto dynamika całości wydaje mi się taka trochę udawana. Słucham sobie choćby piątego “Kshatriya”, kotły niby wybijają motoryczny rytm, ale cała konstrukcja wlecze się mozolnie jakby miała rozlecieć się zaraz w proch. Zdecydowanie brakuje tu czynnika “porywającego tłumy”. O patosie i braku dystansu już nie wspominam, bo taki już urok gatunku (zresztą nie tylko tego).

Na plus na pewno nie zawsze oczywiste struktury, melodie i rytmika, choć mam niejasne wrażenie, że wielokrotnie po prostu “tak wyszło”, a nie było efektem starannej i przemyślanej kompozycji muzyka z Wenezueli. Najlepszy na płycie jest chyba “A la Gloire du Sacre” nagrany z Barbarossa Umtrunk. Więcej w nim z rytuału niż z wojny, i może w tym kierunku spróbować w przyszłości? Na chwile obecną jestem na “nie”, choć jednocześnie jestem pewien, że wielu fanom się spodoba.

ENG: Hugo Chavez died a few days ago. I don’t know what was the attitude of Vir Martialis towards the head of his country, but judging by the militant pose that is presented on the album he was hardly sympathetic to him. Maybe that is the source of anger protruding from the album? The will to trample the ruling regime into the ground and establish a new order? Despite my most sincere fondness that I bestow on projects from such exotic musical areas, I am sorry to say that the walls of Babylon will not fall bombarded with this music.

This is the third album by Vir Martialis,his two previous efforts appeared in the Argentinian Twilight Records catalogue. Martial industrial presented by a South American musician fits pretty well in Rage In Eden’s profile, this label admires military moods, no doubt about that, but for my taste this is one of the worst records in Bialogard’s label roster. It doesn’t offer anything new, I know it’s hardly a reason to classify it under the category of mortal sin. A pork chop from two days ago can still can be tasty if properly prepared or chemically treated, though not necessarily healthy. The worse thing is that Vir Martialis often repeats the mistakes made by his older colleagues.

Artificial sound – I’ll never get used to this. If music is assumed to be synthetic, it’s fine by me. To imitate classical instruments, so that they would sound more or less edible – only a handful of musicians can do it, and never in a hundred per cent. Vir Martialis’ artificial stream pours down on my head with the power of a waterfall. It lacks some decent “low” tones or at least a larger dose of classic industrial, that would beat the kidneys, in order to camouflage the shortcomings of an orchestra straight from a PC. No power in such music, it is difficult to accept.

In addition, the dynamics of this material seems a little bit fake. Right now I’m listening to the fifth track called “Kshatriya”: the drums seemingly provide an energetic rhythm, but the whole construction drags on painfully as if it’s on the verge of crumbling to dust. The “rousing the crowds” factor is definitely missing here. Not to mention pathos and lack of distance, but this is the “charm” of the genre.

I could place the subtle structures, melodies and rhythms on the advantages side, but I have a vague impression that on a few occasions it simply just happened and it wasn’t the result of careful and deliberate composition. The best of the album is probably “A la Gloire du Sacre” featuring Barbarossa Umtrunk. Rather ritualistic than militant, perhaps the musician should follow that direction in the future? At this moment I say “no”, but at the same time I’m sure many genre fans will like it.

Rage In Eden

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s