MATHIAS GRASSOW – Bloodmoon [PL/ENG]

MATHIAS GRASSOW – Bloodmoon
CD 2012
gterma [gterma020]

bloodmoon

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Każda kolejna płyta Mathiasa Grassowa to podróż w miejsce z dala od skupisk ludzkich, krainę w której wciąż rządzą pierwotne siły Natury nie zważające na to, czy gatunek ludzki rości sobie jakiekolwiek do niej prawa, czy nie. To mogą być ośnieżone himalajskie szczyty, czarna podwodna toń, szkockie wrzosowiska albo, jak w przypadku “Bloodmoon” gęsty las gdzieś w Skandynawii. Niemiecki muzyk zabiera słuchacza w głąb norweskiej puszczy zamieszkałej przez trolle, huldry, nad którą króluje Krwawy Księżyc.

Oczywiście “Bloodmoon” pozbawione jest kiczowatych naleciałości fantasy, albo motywów typowo folklorystycznych. Te odnaleźć można jedynie w tytułach utworów. Muzycznie jednak to czysty ambient, któremu akurat w tym przypadku można dokleić przedrostek “dark”. To na pewno jedna z bardziej niepokojących płyt Mathiasa rozpoczynająca się masywnym, kilkuwarstwowym dronem i tajemniczymi zewami w tle. W przeciwieństwie do wielu innych produkcji Grassowa akurat ten fragment relaksacji po ciężkim dniu raczej nie służy. Z drugiej jednak strony mocne brzmienie sprawia, że “The Longing” obezwładnia i niemalże z pozycji siły zmusza do opuszczenia bezpiecznej strefy i wkroczenia pomiędzy sięgające nieba drzewa.

Najdłuższym utworem na płycie jest trwający ponad pół godziny “Domains of the Stallo”. Otwiera go dość charakterystyczna dla Niemca tekstura dźwiękowa, smagana kolejnymi podmuchami wiatru a z czasem uszlachetniona przepięknymi, przejmującymi dronami. Utwór ten w pewien sposób koresponduje z tymi zawartymi na płycie “Wisdom of Fate”, też zresztą nawiązującej do mitologii skandynawskiej. Zawiera wszystko to, co ambient w moim odczuciu powinien zawierać: powoli gęstniejące organiczne brzmienie, przejmująca atmosfera, nawarstwiające się kolejne struktury i ta niezwykła tajemnica… A ileż tam się rzeczy dzieje w tle, ledwo słyszalnych, wymagających skupienia, przykrytych dronowatym płaszczem. To nie jest nic nowego, każdy z tych motywów słyszałem na innych płytach Niemca, ale co z tego skoro tak fantastycznie się tego słucha.

A potem słychać zew huldry, kuszącej swym śpiewem niczym syrena na morzu. Blask Krwawego Księżyca przenika przez gałęzie rozświetlając nieprzeniknioną ciemność. Ciepłe struktury sprawiają, że słuchacz wpada w miłe rozleniwienie, tulony do piersi huldry, uspokojony jej szeptem. Aż zapada cisza czasem rozrywana wyciem wilków. To “bloodmoon”, zwieńczenie płyty. Po piersi huldry pozostaje tylko wspomnienie. Zaczyna sypać śnieg, przeraźliwy mróz szczypie w policzki, wicher sprawia, że ciężko iść przed siebie. Brzmienie ostatniego fragmentu “Bloodmoon” nie jest tak czyste jak trzech poprzednich partii. Dociera jakby z oddali, zza tej wietrznej zasłony. Jedna tylko rzecz jest pewna, wataha wilków idąca naszym tropem, wyjąca do Krwawego Księżyca. To zdecydowanie najmroczniejszy fragment płyty, w którym jak na moje ucho pobrzmiewają nawet echa Raison d’etre…

Cóż więcej mogę powiedzieć o kolejnej płycie Mathiasa Grassowa nie powtarzając się? Niemiec po raz kolejny dostarczył mi niezwykłych doznań. Tak podobnych do tego, co proponował wcześniej, a zarazem tak różnych. Koniec historii, czas wracać do lasu.



ENG:
Every Mathias Grassow album is like a journey in a place far away from people, into a realm still controlled by primordial forces of nature, without any regard about whether the human species is claiming any rights to it or not. It may be snow-covered Himalayan peaks, black underwater depths, Scottish moors or, in “Bloodmoon”’s case, dense forests somewhere in Scandinavia. The German musician takes the listener deep into the Norwegian wilderness inhabited by trolls and huldras, to the place over which a Blood Moon reigns.

This album is certainly devoid of kitschy fantasy influences or typical folk motives and themes. These can be found only in the song titles. Musically, however, it is pure ambient, and in this case, you can safely add the prefix “dark”. This is definitely among the more disturbing Mathias Grassow releases, that opens with massive, conservatively layered drones and some mysterious calls in the background. In contrast to many other Grassow productions it’s rather unlikely to quietly relax after a hard day with this one. On the other hand, the powerful sound of “The Longing” overwhelms and from the position of strength forces the listener to leave their comfort zone and enter the forest, between sky-high trees.

The longest track on the album, “Domains of the Stallo”, is more than half an hour long. It opens with a quite typical Grassow sound texture, tossed by consecutive wind blows and later refined by way of mesmerizingly beautiful, poignant drones. This song in a way corresponds to the ones on the “Wisdom of Fate” album, also referring to Norse mythology. It contains everything that ambient should include in my opinion: slowly thickening organic sounds, intense atmospheres, accumulating musical structures and that extraordinary mystery … And so many things going on in the background, barely audible, requiring concentration, covered by a drone jacket. This is nothing new, each of these themes was already present on this German artist’s other albums, but so what if it’s such a fantastic listen.

And then I hear the call of Huldra, beckoning with her singing like a sea siren. The Blood Moon’s glow penetrates through the branches, illuminating the unfathomable darkness. Warm textures make the listener fall into a nice laziness, nestled in huldra’s breast, reassured by her whisper. Until silence comes, sometimes torn by howling wolves. It’s “Bloodmoon”, the culmination of the album. Huldra’s breast is now only a memory. Snow begins to fall, terrible frost burns the cheeks, the wind makes it impossible to go ahead. The sound of the last part of “Bloodmoon” is not as clean as in the three previous tracks. It comes as if from a distance, from behind the wind curtain. Only one thing is certain, the wolfpack follows in our our trail, howling to the Blood Moon. This is by far the darkest part of the disc, where even echoes of Raison d’être resonate.

What else can I say about the new Mathias Grassow album without repeating myself? This German once again provided me with an extraordinary experience. So similar to what he proposed earlier, and yet so different. End of story, time to go back to the forest.

gterma

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s