2012 Through My Eyes: STARK [Santa Sangre][PL/ENG]

ja

Czytając wszystkie te podsumowania i refleksje, które od kilku tygodni publikujemy, doszedłem do wniosku, że samemu też warto zrobić taki kulturalny – przede wszystkim muzyczny – rachunek sumienia. Kwestie osobiste w przeciwieństwie do wielu naszych znamienitych gości raczej pominę, bo nie jestem aż tak interesującą osobą jak oni, zatem kogo to tak naprawdę obchodzi? No ale dość tej kokieterii, przejdźmy do rzeczy.

Przyznam, że raczej stoję w opozycji do wielu głosów wieszczących, iż dobra muzyka się kończy, że najlepsi albo odcinają kupony od przeszłości, albo idą na mniej lub bardziej zasłużoną emeryturę. Owszem, był taki okres kilka lat temu kiedy nowa muzyka w przytłaczającej większości nudziła mnie niemiłosiernie, a te przysłowiowe “ciary” umiały wywołać tylko klasyczne płyty, których premiera miała miejsce dawno temu. Ale od pewnego czasu – tak mniej więcej od założenia Santa Sangre – znów odnajduję frajdę w słuchaniu i odkrywaniu nowych płyt, projektów i zespołów. Uważam, że 2012 był dla ambientu, industrialu i tych wszystkich mniej lub bardziej pokrewnych gatunków naprawdę niezły, może nie tak dobry jak 2011, ale kilka płyt zdecydowanie zasługuje na wzmiankę.

Gdybym chciał sklasyfikować najlepsze płyty roku w sportowym sensie, sporządzić tabelę albo coś, zapewne skończyłoby się na dziesiątkach pustych butelek po piwie, przesypującej się popielniczce i pustym ekranem przed oczami. Nie byłbym w stanie skompilować takiej listy, stwierdzić co było lepsze a co gorsze, czego słuchałem częściej, czego rzadziej. Nie byłbym w stanie… oprócz pierwszego miejsca. Tu nie mam wątpliwości. Najpiękniejszą i najczęściej goszczącą w moim odtwarzaczu płytą była “Dämmerung” Mathiasa Grassowa. To album, który posiada wszystko to, czego poszukuję w ambiencie, nieskończoną przestrzeń, fantastyczne brzmienie, odseparowanie wszelkiego czynnika ludzkiego i wrażenie obcowania z czymś wykraczającym poza muzykę w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, a wchodzącym w sferę duchową, mistyczną. Moja płyta roku, która na pewno wejdzie do osobistego kanonu.

“Dämmerung” został wydany przez młodą szwedzką wytwórnię gterma, której również należy się kilka ciepłych słów. Podziwiam Johana Rehna, który umiejętnie wyłuskuje ambientowe perełki i wydaje je pod swoją banderą – i choć nierzadko leżą one na różnych terytoriach ambientowego światka, wszystkie mają pewien wspólny pierwiastek, co dodatkowo podkreśla konsekwentna oprawa graficzna wydawnictw gterma. Jeśli jeszcze nie znacie, polecam. Oprócz kilku innych doskonałych materiałów Grassowa moją szczególną uwagę zwróciły płyty Havdis, Undara i Urenga.

Jeśli chodzi o pozostałe ambienty bądź dark ambienty, niezwykle mnie ucieszył klasowy powrót Kevina Doherty i jego Sleep Research Facility wraz z płytą “Stealth”. Cyclic Law wciąż utrzymuje wysoką formę. Zwłaszcza płyty Mulm, Shrine i Desiderii Marginis przypadły mi do gustu. Także album The Floating World wart jest wspomnienia. Malignant Records też trzyma fason, a albumy Hall Of Mirrors, Sphare Sechs i Maculatum tylko to potwierdzają. Często słuchałem też Strom Noir – “Standing Out Against The Sea”, Thomasa Konera i “Novaya Zemlya” (mimo, że w ostatecznym rozrachunku rozczarowała mnie ta płyta, to i tak często do niej wracam), Alio Die & Lingua Fungi – “Otter Songs”, dwa ostatnie CD Aglaia, Pjusk – “Tele”, Tobias Hellkvist – “Everything Is Connected”, Antikatechon – “Chrisma Crucifixorum”, Sabled Sun – “2145”, płyty Taphephobii, Stevena Severina i parę rzeczy jeszcze z 2011, tyle, że ja poznałem je dopiero w 2012, czyli Herbst9 – “Usumgal Kalamma”, First Human Ferro/Albireon – “Prosa Profana”, Fennesz+Sakamoto – “Flumina”. Nie mogę nie wspomnieć też o Brocku van Weyu; jego Bvdub, podobnie jak Grassow, produkuje płyty taśmowo, ale praktycznie każda z nich dostarczyła mi sporo wzruszeń.

Zapuściwszy się w bardziej hałaśliwe rejony, muszę przyznać, że był to rok Malignant Records. Fantastyczne materiały wydali Sektor 304 (no ok, to jeszcze końcówka 2011), Nyodene D i Xiphoid Dementia. Także Crucial Blast nie zasypywało gruszek w popiele, czego najlepszym przykładem jest potężny Theologian i jego “The Chasms Of My Heart”. Sky Burial wypuścił na świat fenomenalne, eklektyczne wydawnictwo. Trochę, cholera, zaniedbałem moją ukochaną Nadję, ale przynajmniej będzie co nadrabiać w 2013.

Folki i neofolki, tu od razu przyznaję, że jestem trochę do tyłu – nieszczególnie śledziłem co się działo w tej podziemnej niszy i tu na pewno mam sporo zaległości. Bardzo dobry okazał się Osewoudt, tyle że to jeszcze 2011. Świetne rzeczy zaproponowali Naevus i Rose Rovine E Amanti, choć bądźmy szczerzy, w ich przypadku o neofolku per se trudno już mówić. Rome coś tam nagrało, miłe piosenki, ale bez szału. Dlatego trochę z braku laku najlepszą płytą w tym gatunku muszę chyba mianować “Fractured Man” Fire + Ice. Ten album nieszczególnie mną wstrząsnął na początku, ale przyłapałem się, że od momentu zakupu wracam do niego praktycznie codziennie i z każdym kolejnym przesłuchaniem podoba mi się coraz bardziej.

A nasze podwórko? Ma się chyba nieźle. Kibicuję ambitnym ETAlabel i Requiem Records (w tym przypadku nie miałbym nic przeciwko, gdyby Łukasz Pawlak ograniczył się do wydawania tylko projektów na literkę “B”, bo po zeszłorocznym Busso De La Lune, w tym roku najbardziej przypadły mi do gustu Benicewicz i Bionulor). Obydwa tegoroczne wydawnictwa Wrotycz Records (“Rose Of Memory…” i Contemplatron) to rzeczy na bardzo wysokim poziomie. Rage In Eden konsekwentnie robi swoje, za to niezwykle aktywne było Zoharum. Ze swojej strony wyróżniam “Perpetua” Inner Vision Laboratory, wznowienie “False Dawn” Lagowskiego i fantastyczny “Supremus” Ab Intra, mój album roku jeśli chodzi o Polskę. Co jeszcze… ciekawe płyty wydali 7JK i Horologium i… chyba tyle jeśli chodzi o muzykę.

Kiedyś czytałem po kilkadziesiąt książek rocznie, dziś jeśli przekroczę liczbę dziesięciu, jest dobrze. Pieprzony internet. Najbardziej podobał mi się “Dom Derwiszy” Iana McDonalda i, a co będę ściemniał, “Dallas’63” Kinga. Natomiast mam świadomość, że czytam za mało i muszę coś z tym zrobić, zwłaszcza, że stos nieprzeczytanych książek rośnie, jeszcze trochę i przewyższy kupkę nieprzesłuchanych płyt.

Za to filmów oglądam masę. Z prowadzonych na własny użytek statystyk wyszło mi, że w 2012 obejrzałem ich ok. 350 (!) – ciekawe w jakim miejscu Santa Sangre by się dziś znajdowało gdybym ten czas poświecił na pracę nad stroną. W każdym razie mocno zgłębiłem zwłaszcza kino duńskie i niemieckie, doszedłem też do wniosku, że w kwestii kina azjatyckiego albo miałem niesamowitego pecha, albo obejrzałem już wszystko co jest warte obejrzenia. W sumie chyba żaden film, który miał premierę w 2012 nie podobał mi się jakoś szczególnie, dlatego wymienię tu kilka tytułów, które uważam za najlepsze w ogóle spośród obejrzanych w tym roku:

“The Dead” – reż. Howard J. Ford, Jonathan Ford
“The Last Winter” – Larry Fessenden
“Colin” – reż. Marc Price
“Zero Day” – reż. Ben Coccio
“Cracks” – reż. Jordan Scott
“Super” – reż. James Gunn
“Das Letzte Schweigen” – reż. Baran bo Odar
“Johnny Got His Gun” – reż. Dalton Trumbo
“Brothers of the Head” – reż. Keith Fulton, Louis Pepe
“Dead Of Night” – reż. Bob Clark
“Take Shelter” – reż. Jeff Nichols
“Red, White & Blue” – reż. Simon Rumley
“The Robber” – reż. Benjamin Heisenberg
“The Deadly Tower” – reż. Jerry Jameson

Plus oczywiście seriale, “Breaking Bad”, “Mad Men”, “Gra O Tron”, “American Horror Story”, “Homeland”… pewnie dlatego wszyscy mnie pytają o moje podkrążone oczy.

I tyle. Podsumowań pisać nie umiem, więc takowego nie będzie. Oby ten rok był co najmniej tak dobry jak poprzedni.

ENG: Reading all of these summaries and reflections, which we’ve been publish a few weeks now, I came to the conclusion that it’s worth to do such a cultural – especially musical – examination of conscience by myself. On the contrary to many of our distinguished guests I’d rather skip my personal issues, because I’m not nearly as interesting a person as they are, so who really cares? But enough of this coquetry, let’s get down to business.

I admit that I stand in opposition to the voices announcing that good music is over, that the best ones cut coupons from the past, or have gone on a more or less earned retirement. Yes, there was a time a few years ago when new music in its overwhelming majority bored me mercilessly, and the gooseflesh was only induced by classic albums, that were released a long time ago. But for some time now – more or less since the founding of Santa Sangre – I find pleasure again in listening and discovering new albums, projects, and bands. I believe that 2012 was really good for ambient, industrial and all post-industrial genres, maybe not as good as 2011, but a few releases are definitely worth mentioning.

If I wanted to classify the best albums of the year in the sporting sense, make a table or something, it would probably end up in dozens of empty beer bottles, a full ashtray and a blank screen before my eyes. It’s impossible to compile such a list, to say what was better or worse, which albums I was listening to more often, which less. It’s impossible … except for the first place. Here, I have no doubts. The most beautiful and most welcomed record in my CD player was “Dämmerung” by Mathias Grassow. This is an album that has everything that I’m looking for in ambient, an infinite space, fantastic sounds, the separation of the human factor and the impression of being associated to something beyond music in the traditional sense of this word, and entering into the realm of the spiritual and the mystical. My album of the year, which will surely become part of my personal canon.

“Dämmerung” was released by the young Swedish label gterma, which has also earned a few kind words. I admire Johan Rehn, who skillfully retrieves ambient gems and releases them under his flag – and although they often come from different territories of the ambient world, they all have a common root, which is further emphasized by the consistent graphic design of all gterma publications. If you don’t know the label, I recommend it. In addition to several other excellent Grassow materials my attention is also turned towards Havdis, Undara and Urenga.

As for other ambient or dark ambient releases, I loved the classy Kevin Doherty comeback album “Stealth” with Sleep Research Facility. Cyclic Law still maintains a great form. Especially the Mulm, Shrine and Desiderii Marginis CDs were to my liking. Also, The Floating World album is worth mentioning. Malignant Records also holds its style and the releases of Hall of Mirrors, Sphäre Sechs and Maculatum only confirm this. I was often listening to Strom Noir – “Standing Out Against The Sea”, Thomas Köner and “Novaya Zemlya” (even though in the end this album disappointed me, but hey, it’s still Thomas Köner), Alio Die & Lingua Fungi – “Otter Songs”, the last two Aglaia CDs, Pjusk -“Tele”, Tobias Hellkvist -” Everything Is Connected”, Antikatechon -“Chrisma Crucifixorum”, Sabled Sun -“2145”, albums by Taphephobia, Steven Severin and a few things from 2011, that I got to know in 2012: Herbst9 – “Usumgal Kalamma”, First Human Ferro / Albireon – “Prosa Profana”, Fennesz + Sakamoto – “Flumina”. I can’t forget about Brock van Wey, his Bvdub, like Grassow, also produces albums in bulk, but almost all of them provided me with a lot of emotions.

Wandering in noisier areas, I have to admit that it was the year of Malignant Records. Fantastic materials were released by Sector 304 (well ok, that was still in 2011), Nyodene D and Xiphoid Dementia. Crucial Blast was also very active; the best example is the powerful Theologian album “The Chasms Of My Heart”. Sky Burial released a phenomenal, eclectic album. Damn, I neglected my beloved Nadja a little bit, but at least there will be something to catch up with in 2013.

Folk and neofolk, here I’m a little behind – didn’t follow events in this particular underground niche very carefully, and I certainly have a lot of backlog. Osewoudt was very good, although a 2011 release. Great stuff was offered by Naevus and Rose Rovine E Amanti, but let’s be honest, in this case it’s difficult to talk about neofolk per se. Rome released something, nice songs, but nothing breathtaking. Therefore, for the best neofolk album of 2012 I’m somehow forced to nominee Fire+Ice – “Fractured Man”. This album didn’t impress me at first, but I caught myself returning to it almost every day from the moment of its purchase, and every new listen is more and more enjoyable.

And how’s our Polish backyard doing? Not so bad I suppose. I support the ambitious ETAlabel and Requiem Records (in this case, I would not mind if Lukasz Pawlak was limited to issuing only projects on the letter “B”, because after last year’s Busso De La Lune, the most to my liking this year were Benicewicz and Bionulor). Both of Wrotycz’ Records releases (“Rose Of Memory …” and Contemplatron) exist on a very high level. Rage In Eden are consistently doing their job and Zoharum was very active. For their part, I distinguish “Perpetua” by Inner Vision Laboratory, the rerelease of Lagowski’s “False Dawn” and the fantastic “Supremus” by Ab Intra, my album of the year when it comes to Poland. What else … interesting stuff was released by 7JK and Horologium and … I think that’s it when it comes to music.

When I was younger I used to read dozens of books a year, now if I cross over ten, I consider it a success. Fucking internet. I most liked “The Dervish House” by Ian McDonald and, what the hell, “Dallas’63” by Stephen King. However, I am aware that I read very little and that something must be done about it, especially since the growing pile of unread books in my house will soon surpass the pile of unlistened CDs.

On the other hand though, I do watch a whole lot of movies. According to my personal stats, I watched about 350 (!) movies in 2012. I wonder where Santa Sangre would be today if I’d devoted this time to work on the website. Anyway I deeply explored German and Danish cinema. I also came to the conclusion that in the Asian cinema department, either I have incredibly bad luck, or have already watched everything worth seeing. Overall, I think that there wasn’t a movie released in 2012 that impressed me very much, so I mention here a few titles I consider to be the best ones I’ve seen this year, without checking the premiere date:

“The Dead” – dir. Howard J. Ford, Jonathan Ford
“The Last Winter” – Larry Fessenden
“Colin” – dir. Marc Price
“Zero Day” – dir. Ben Coccio
“Cracks” – dir. Jordan Scott
“Super” – dir. James Gunn
“Das Letzte Schweigen” – dir. Aries because Odara
“Johnny Got His Gun” – dir. Dalton Trumbo
“Brothers of the Head” – dir. Keith Fulton and Louis Pepe
“Dead of Night” – dir. Bob Clark
“Take Shelter” – dir. Jeff Nichols
“Red, White & Blue” – dir. Simon Rumley
“The Robber” – dir. Benjamin Heisenberg
“The Deadly Tower” – dir. Jerry Jameson

Plus, of course,some TV shows: Breaking Bad, Mad Men, Game of Thrones, American Horror Story, Homeland… that’s why everyone asks me why there are dark circles under my eyes.

And that’s it. May this year be at least as good as the previous one.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s