DEATHSTENCH – Massed In Black Shadow [PL/ENG]

DEATHSTENCH – Massed In Black Shadow
CD 2012
Black Plagve [Infect11]

deathstench

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Kiedy otwierałem kopertę, z jej wnętrza dobiegł mnie tak ohydny odór, że aż zakręciło mi się w głowie. Ocknąłem się jednak i ostatecznie wyjąłem to… coś. Rzut oka na okładkę… no tak, Deathstench…

Grafiki na okładce i wewnątrz płyty wyglądają jakby stworzył je sam Christophe Moyen, ale nie – ich autorem jest połowa Deathstench, John-Paul Whetzel. Całość oprawy sugeruje jakoby mielibyśmy tu mieć do czynienia z blackmetalową surowizną i choć na pewno jest to jeden z elementów składowych “Massed in Black Shadow”, dzieje się tu więcej.

Nie ukrywam, że mocno mi się ta płyta kojarzy z dokonaniami Mz. 412. Choćby sam początek, “Extractum Ex Infernis” to pełznąca, chrzęszcząca gitarowa industria rozrywana od czasu do czasu bardziej hałaśliwymi eksplozjami. Gdybym nie wiedział kto to gra, moim pierwszym strzałem byłaby właśnie sataniczna młodzież ze Szwecji. Z kolei “Corpse Upon a Throne of Worms” to bardziej rytualne oblicze Deathstench. Surowy i monotonny riff ciągnie się od drugiej minuty przez osiem kolejnych, ale mnie bardziej podoba się to, co dzieje się wokół niego, czyli te niesamowite, obłąkańcze wokale i przestrzeń wypełniona odgłosami robactwa, wiatru między gałęziami – tak, ten tytuł tylko potęguje takie skojarzenia, do teraz nie mogę wyrzucić z głowy obrazu trupa zżeranego przez robale w środku gęstego lasu gdzieś w Stanach. Z tyłu głowy kołacze mi się nazwa Funerary Call…

Kolejnykawałek, “Symbols in Warm Flesh” to znowu zwrot w stronę skandynawskiego syfu. Rozpoczyna się dość darkambientowo, ale z każdą sekundą napięcie narasta, robi się coraz bardziej hałaśliwie aż w końcu osiągamy stan obrzydliwej i zwyrodniałej nirwany. Moc. “Circle of Black Blood” to powrót do atmosfery drugiego kawałka – piwniczne riffy, skrzekliwy wokal i zimne wilgotne wzbudzające dreszcz niepokoju tło. Ciekawie brzmi “Shrine of Viscera”, bo do tej, mimo wszystko namacalnej grozy, która emanuje z płyty muzycy wprowadzają na początku nieco swoistego oniryzmu – zacząłem pomału odlatywać, kiedy nagle ni z gruchy, ni z pietruchy utwór przetransformował się w dość klasyczny, napędzany wysuniętym na pierwszy plan werblem black metal, sfinalizowany hałaśliwą metaliczną symfonią. Wszystko zamknięte w pięciu minutach.

Zamykający “Bastards of the Black Flame” swą konstrukcją nie ucieka od poprzednich parzystych fragmentów płyty – w moich oczach tworzą one pewną zatęchłą, trupią trylogię spod znaku Texas Chainsaw Massacre czy czegoś w tym stylu. Całościowo płyta plasuje się na przecięciu surowego metalu, czarnego ambientu, deathindustrii z odrobiną rytuału. Udało się jednak stworzyć muzykom dość zwarte i konkretne dzieło, niezbyt rozchwiane stylistycznie. Nieźle Darea i John-Paul, nieźle…

ENG: When I opened the envelope, such an obnoxious reek came to my nostrils from inside of it, that I felt really sick. Eventually I roused myself and took that… something to my hand. A glance at the cover – Oh yes, Deathstench…

The cover and artwork look like they were created by Christophe Moyen himself, but no – their author is John-Paul Whetzel, the other half of Deathstench. The whole design suggests that we are dealing with black metal rawness and although it is certainly one of the components of “Massed in Black Shadow”, there’s much more to discover here.

I must admit that I strongly associate this album with MZ.412 works. Even the very beginning, “Extractum Infernis Ex” is a creeping, crunching guitar industrial torn from time to time by more noisy explosions. If I didn’t know who is on my speakers, my first guess would be the satanic youth from Sweden. “Corpse Upon the Throne of Worms” is a more ritualistic face of Deathstench. A raw and monotonous riff is repeated from the second minute til the very end of the track, but I like more what’s going on around it, all those creepy, demented vocals and the space filled with the sounds of insects, the wind whistling through the tree branches – oh yes, the title only enhances the visions projected within my mind, for now I can not get out of my head the image of a half-eaten corpse laying in the middle of a dense forest somewhere in the United States. On the back of my head I hear Funerary Call knocking…

Another track, “Symbols in Warm Flesh” is once again a little bit of Scandinavian filth. It starts quite like dark ambient, but with every second that passes the tension increases, it becomes noisier and noisier, until it reaches a disgusting and degraded state of nirvana. Force. “Circle of Black Blood” is a return to the atmosphere of the second track – basement riffs, screechy vocals and the wet, cold and shiver of anxiety arousing in the background. “Shrine of Viscera” is an interesting one, because it induces some specific oneirism into this, after all, tangible kind of horror which emanates from the album. I slowly began to get high with the sounds, when suddenly the track transformed into a rather classic black metal drum driven piece finalized by a noisy metallic symphony. All contained within five minutes.

“Bastards of the Black Flame” with its construction recalls the even parts of the album which, in my eyes, form a stale, putrid trilogy under the sign of Texas Chainsaw Massacre or something like that. The record ranks at the intersection of raw metal, black ambient, death industrial with a slight ritual touch. Yet the musicians have created quite a compact and concrete work, not at all loose in style. Not bad Darea and John-Paul, not bad…

Malignant / Black Plagve

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s