MATHIAS GRASSOW & JOHN HAUGHM – Mosaic [PL/ENG]

MATHIAS GRASSOW & JOHN HAUGHM – Mosaic
CD 2012
Licht von Dämmerung Arthouse [KH006]

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Ci panowie rozłożyli mnie już kiedyś na łopatki utworem “Nebelmeer”, który znalazł się na kompilacji “Der Wanderer Über Dem Nebelmeer” wydanej przez chińską Midnight Productions. Co prawda tam Mathias współpracował z całym Agalloch, ale wiadomo o co chodzi. Utwór doskonały, łączący gitarowe riffy z organiczną przestrzenią w sposób urywający głowę. Totalne kłębowisko żywiołów. Obaj panowie spotkali się także podczas nagrywania “Echoes From The Borderland” Nostalgii, po cichu więc liczyłem, że ich ścieżki jeszcze kiedyś się przetną.

No i mamy “Mosaic”. Trzy utwory w sumie trwające około 45 minut. Pierwszy z nich otwiera dość subtelny jak na dzisiejsze możliwości Grassowa dron, do którego szybko dołączają rozrzucone w dźwiękowej przestrzeni, odbijające się dalekimi echami dzwonki tworząc wrażenie obcowania z auralną fatamorganą dającą odrobinę nadziei na odnalezienie choćby kropli wody na bezkresnej pustyni. Albo krztę ludzkiego ciepła – to otrzymujemy za sprawą niezwykłych wokaliz, które jakby wyrastają z muzyki w dalszej części utworu. “Mosaic II” kontynuuje podróż w nieznane, z piaskiem między palcami stóp, błękitem nieba nad głową i absolutnym bezruchem otoczenia. Jakby świat zastygł w stopklatce pozostawiając nas zawieszonych w czasie i przestrzeni. Na szczęście ludzki czynnik w postaci gitary akustycznej (pod koniec także elektrycznej) sprawia, że możemy ponownie zaczerpnąć powietrza i liczyć, że ta upragniona wyspa zieleni na piaskowym oceanie w końcu wyłoni się zza horyzontu. Ale aby do tego doszło, musimy pokonać najtrudniejszą, jednocześnie najprzyjemniejszą część wędrówki, czyli “Mosaic III”.

Dwa uderzenia w dzwon, następnie przetaczający się kawałek metalu po kamiennej posadzce… Nie, to był tylko sen. Wciąż jestem zamknięty w więzieniu, którego ogrodzenie stanowi linia horyzontu. Statyczne, subtelne drony Grassowa wciąż wypełniają otoczenie, ale różnego rodzaju “przeszkadzajkom” Haughma udaje się w końcu tchnąć życie w sposób bardziej trwały. Zielona wyspa zaczyna majaczyć w punkcie,  w którym niebo styka się z ziemią. To już nie jest ulotny miraż. Pojawia się przepiękny motyw gitarowy, a chwile później nieco rytualnych rytmów. A więc tam są ludzie, brnę dalej przez piach nie zważając na tajemnicze szepty sączące mi się w uszy, przenikające do mózgu. Pod koniec “Mosaic III” zaczynam biec, woda jest na wyciągnięcie ręki, bębny mnie dopingują, gitara elektryczna dodaje odwagi, tylko te szepty, kuszące, lecz jednocześnie przerażające. To dżinny, które sprawiają, że oaza znika w mgnieniu oka. Muzyka się kończy a ja znajduję się w punkcie wyjścia. naciskam “play” po raz kolejny i rozpoczynam podróż od początku.

Nie ukrywam, że te pustynne skojarzenia w pewnym stopniu narzuciła mi oprawa graficzna płyty autorstwa Veledy Thorsson. Każdy może ujrzeć coś innego, ale nie wierzę, że jakiegokolwiek miłośnika ambientu ta płyta pozostawi obojętnym. Panowie dali z siebie bardzo wiele, efektem czego dostaliśmy naprawdę niezwykłą płytę. Wierzę, że stać ich jednak na jeszcze więcej i czekam na kolejny materiał.

ENG: These gentlemen have already pinned me to the ground with “Nebelmeer”, the track published on “Der Wanderer über dem Nebelmeer” compilation released by Midnight Productions from China. Although Mathias worked with all of Agalloch there, but you get the point. Great song, combining guitar riffs with organic space in a manner that tears your head off your body. A total vortex of elements. The two musicians have also met during the recording of Nostalgia’s “Echoes From The Borderland”, so I was quietly hoping that their paths would cross again soon.

So we have “Mosaic”. Three pieces of a total duration of approximately 45 minutes. The first one is opened by subtle drones (by Grassow’s current standards), quickly joined in the audio space by distant echoing bells – this creates an impression of aural mirage giving little hope of finding a drop of water in the vast desert. Or a whit of human warmth – a reference to the amazing vocals that seem to grow out of the music, in the latter part of the track. “Mosaic II” continues the journey into the unknown, with sand between your toes, the blue of the sky above your head and the absolute stillness of the environment. As if caught in a single frame, remaining suspended in time and space. Fortunately, the human factor in the form of an acoustic guitar (later also an electric one), allows one to breathe again and hope that this enticing green island on the endless ocean will finally emerge from beyond the horizon. But to make this happen, we have to overcome the most difficult, yet most enjoyable part of the journey, “Mosaic III”.

Two ring bells, then a rolling piece of metal on the stone floor – no, it was just a dream. I’m still locked up in prison, where the fence is the line of the horizon. Static, the subtle drones of Grassow still fill the environment, but all sorts of “disruptions” by Haughm finally manage to breathe some life in a more permanent manner. The green island begins to loom where the sky meets the earth. It’s not a fleeting mirage anymore. A beautiful guitar theme appears, and some ritual rhythms a moment later. So there are people here after all. I wade further through the sand ignoring the mysterious whispers oozing in my ears, piercing my brain. At the end of “Mosaic III” I start to run, the water is at my fingertips, the drums cheer me, the electric guitar provides encouragement, only those whispers, tempting, but at the same time scary… When I realize what they are, it’s too late. Djinns, which make the oasis disappear in the blink of an eye. The music ends and I find myself at the starting point. I press “play” again and start the journey from the beginning.

I must admit that these desert associations to some extent are imposed by Veleda Thorsson’s artwork. You may see something completely different, but I do not believe that this album will leave any ambient enthusiast indifferent. The two musicians have given so much of themselves, that the result is a really amazing album. I believe, however, they can afford even more, and look forward to new material.

Licht von Dämmerung Arthouse

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s