LINEKRAFT – Bouryoku Kikai [PL/ENG]

LINEKRAFT – Bouryoku Kikai
CD 2012
Black Plagve [Infect07]

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: Linekraft to pochodzący z Kraju Kwitnącej Wiśni przedstawiciel czegoś, co na własny użytek nazwałem “junkyard industrialem”. To czwarte wydawnictwo projektu Masahiko Okubo. Wcześniej wydał m. in. CDr w Steinklang Records oraz split z Government Alpha dla Xerxes. Wraz z “Bouryoku Kikai” Japończyk melduje się w Black Plagve Productions, pododdziale Malignant Records.

Wspomniałem na początku o industrialu, ale Japończyk swoją twórczością oscyluje bardzo blisko stylistyki noise. I choć Linekraft nie ucieka się wcale do stawiania monumentalnych ścian hałasu lub nękania uszu słuchacza trudnym do zniesienia jazgotem, to przyznam szczerze, że mimo wszystko obcujemy tu z pewna skrajnością, już pisze dlaczego. Projekt podaje tu totalnej dekonstrukcji samo pojęcie muzyki. Nawet ekstremalny noise, o power electronics nie wspominając, w większości przypadków odznaczają się jakimś zamysłem, konkretną strukturą. O utworach można powiedzieć, że są to “kompozycje”. Za to Masahiko prezentuje na swojej płycie chaos w stanie czystym. Jedynym elementem wskazującym, że w powstanie płyty mógł być zamieszany człowiek, to okazjonalnie wybijany jakąś rurą prosty rytm na beczce po oleju silnikowym. Nawet ludzkie głosy i sample japońskich pieśni słyszalne tu i ówdzie sprawiają wrażenie rozrzuconych przypadkowo, niczym kolejne odpadki na dźwiękowym śmietniku.

Cała reszta, złożona z surowej elektroniki, brzmień naturalnych rodem ze złomowiska i różnego rodzaju trzasków i sprzężeń kreuje postindustrialną wizję rozkładającej się metropolii, w której miejsca mieszkalne wypierane są przez rozrastające się złomowiska i wysypiska, ludzie żyją w coraz większym ścisku, szczury roznoszą choroby a perspektywa zostania pochłoniętym przez śmieci staje się coraz bardziej realna. Utwory nie mają początku, rozwinięcia i zakończenia, to czysta improwizacja, której myślą przewodnią jest pozbawienie muzyki jakiejkolwiek myśli przewodniej.

Płyta brzmi brudno i surowo, nie ma się co dziwić, wszak Masahiko część instrumentów znalazł na hasioku, dlatego miłośnicy filharmonii i koneserzy czerwonego wina powinni omijać “Bouryoku Kikai” szerokim łukiem, ale dla tych, którzy lubią babrać się w brudzie i fekaliach to może być całkiem przyjemna muzyczna podróż. Ja myję rączki po każdej fajce, dlatego skłamałbym, mówiąc że zachwyciłem się wydawnictwem Linekraft, ale nie mogę nie zauważyć bezkompromisowości muzyka a jednocześnie konsekwencji, z jaką kreuje swoją dosyć sugestywną wizję. Naprawdę, jeżeli tak ma wyglądać przyszłość tej planety, to ja dziękuję i wysiadam.

ENG: Linekraft is derived from the Land of the Rising Sun, representative of something that I personally call “industrial junkyard”. This is the fourth release of Masahiko Okubo’s project, among others he has previously released a CDr for Steinklang Records and a split with Government Alpha for Xerxes. Along with “Bouryoku Kikai” he reports in Black Plagve Productions, a subdivision of Malignant Records.

I mentioned something about industrial in the first paragraph, but this Japanese guy’s works oscillate very close to noise stylistics. And although Linekraft doesn’t build monumental walls of noise or harass the listener’s ears with frequencies hard to endure, I must admit that we are dealing here with a certain extreme. Let me explain why: the project submits to the deconstruction of the concept of music itself. Even extreme noise, not to mention power electronics is, in most cases, characterized by some kind of a plan, a concrete structure. It is still possible to refer to the tracks as “compositions”. Reaching the limits of the extreme, but compositions nonetheless. But what Masahiko presents on this album is pure, total, unfettered chaos. The only element that indicates the involvement of a human being in the creation of this disc is an occasional rhythmic banging of some empty engine oil barrel with a metal pipe. Even the human voices and samples of Japanese songs echoing here and there seem to be randomly scattered, like more waste in a sonic dump.

All the rest, consisting of raw electronics, natural sounds straight from a landfill and all kinds of glitches and feedbacks create a post-industrial vision of a decaying metropolis, where residential space is being replaced by sprawling junkyards and scrap-heaps, people are living in increasing squeeze, rats are spreading diseases and the prospect of being gobbled up by the garbage is becoming more and more actual. Tracks do not have a beginning, development and end, it’s pure improvisation, and the keystone of this music is the lack of any keystone.

The album sounds dirty and raw – it is no wonder, after all Masahiko found some of his instruments in a rubbish chute – so fans of the philarmonic and red wine connoisseurs should avoid “Bouryoku Kikai” at any cost, but for those who like to dabble in dirt and feces it can be quite an enjoyable journey. Personally I wash my hands after each smoke, so saying that I’m particularily impressed by this release would be a lie, but I have to appreciate the musician’s intransigence and consistency with which he creates his very evocative visions. Really, if this is supposed to be the future of the planet, I thank you and I get off.

Malignant Records/Black Plagve

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s