“Gesamtkunstwerke” – wywiad z DIE WEISSE ROSE [PL]

autor wywiadu: stark

Choć Die Weisse Rose wydało jak do tej pory zaledwie jeden pełnometrażowy album (A Martyrium Of White Roses, CMI 2009), projekt ów na pewno jest dość rozpoznawalny na scenie. Zdecydowaliśmy się zadać kilka pytań Thomasowi Bøjdenowi, mózgowi projektu, o to skąd ten status, jaki udało się mu uzyskać, o nową płytę, o Polskę i jeszcze kilka innych ciekawych kwestii. Zapraszam do lektury.

Po pierwsze, chciałbym zapytać jaki był główny powód, dla którego zdecydowałeś się wydać pierwszą płytę dopiero po ośmiu latach od założenia Die Weisse Rose?

Od początku Die Weisse Rose obrałem bardzo wyraźny kierunek, którym miałem zamiar podążać. Chciałem urzeczywistnić “A Martyrium Of White Roses” zarówno w brzmieniu, jak i formie oraz koncepcie. Ważne dla mnie było, aby powstał spójny album, a nie tylko zbiór piosenek, jak to dziś bywa w przypadku większości zespołów. Podczas procesu twórczego pisania utworów, zaczynały one żyć własnym życiem, więc była to tylko kwestia uchwycenia ich na taśmie / twardym dysku lub czymkolwiek innym, i tak próbować aż do momentu, aż nie byłem w pełni zadowolony. Faktycznie, w ostatecznym rozrachunku zajęło to dość długo.

Czy nazwa projektu ma jakieś szczególne znaczenie dla Ciebie? Dlaczego wybrałeś organizację Die Weisse Rose jako… nazwijmy to “duchowy drogowskaz” dla swojej twórczości?

Głównym powodem wyboru takiego szyldu był fakt, że chciałem mieć nazwę, która nie byłaby statyczna, która otwierałaby pole dla wielu interpretacji. I w tym sensie czuję, że wciąż odpowiada konceptowi projektu. Rozważałem też użycie samych inicjałów DWR (jak stare zespoły punk/hc, np. MDC), które mógłbym później rozwijać w różny sposób w zależności od celu, konceptu i ogólnie tego, co akurat siedziałoby mi w głowie, pomysłu na konkretną płytę. Lecz to mogłoby wprowadzić niepotrzebne zamieszanie a ja na przestrzeni lat zdałem sobie sprawę, że nazwa Die Weisse Rose w zupełności wystarcza. Różnego rodzaju interpretacje oraz odzew od ludzi dodatkowo podkreślają słuszność tego wyboru.

Die Weisse Rose to ciekawy i rzadki przykład projektu, który był dość dobrze znany od wielu lat, pomimo że nigdy nie wydał żadnego oficjalnego albumu do “Martyrium …”. Co Twoim zdaniem przyniosło Ci taką estymę w kręgach martial / neofolk?

Wiem, że takie podejście, tzn. gra tak wielu koncertów zanim cokolwiek wydałem było dość niekonwencjonalne, ale nie było tak, że ja to z góry planowałem. Jakoś tak naturalnie to przyszło i patrząc teraz wstecz, na czasy przed “A Martyrium Of White Roses” i jak pewne kwestie ewoluowały, wydaje mi się, że to słuszna kolej rzeczy, dziś nie wyobrażam sobie aby mogło to przebiegać inaczej. A odnosząc się do tej, wspomnianej przez Ciebie estymy, nie mnie to oceniać – ta ścieżka po prostu otworzyła się przede mną i nie miałem innego wyboru jak zacząć nią podążać.

Kto stoi za Die Weisse Rose dzisiaj? Czy to wyłącznie Twój osobisty projekt, czy są ludzie, którzy pomogą Ci na bieżąco?

Die Weisse Rose to wyłącznie ja, ale oczywiście skrzykuję przyjaciół aby dołączyli do mnie na koncertach lub przy nagrywaniu muzyki. Takie modus operandi jest dla mnie idealne. Sztuka winna płynąć prosto z naszych serc tak, aby (nie)odpowiedzialność, którą tworzymy stawała się zarówno przyczyną, jak i skutkiem. To jest tragedia, którą tworzymy. Sztuka nie powinna iść na kompromisy albo poddawac się autocenzurze. Sztuka powinna być konfrontacyjna, kopać prosto w twarz. Ludzie, którzy byli związani z DWR to m. in. John Murphy, Kim Larsen, Gerhard z Allerseelen, członkowie Jannerwein etc. Wszystkich tych muzyków naprawdę szanuję i podziwiam zarówno za ich indywidualne dokonania, jak i za wkład w Die Weisse Rose. Ostatecznie jednak to do mnie zawsze należy ostatnie słowo, ja decyduję, kto będzie musiał stanąć przed plutonem egzekucyjnym!

 Na “A Martyrium …” użyłeś tekstów Friedricha Nietzschego. Czy możesz powiedzieć nam kilka słów o filozofii kryjącej się za Die Weisse Rose?

Głównym celem czy filozofią Die Weisse Rose, jest przede wszystkim skupiać się na tematach, które wydają się dla mnie istotne. W większości przypadków te zainteresowania lub odniesienia historyczne powinny mieć różne konotacje, różne interpretacje, pracować na różnych poziomach. Słowa i muzyka zawsze powinny rezonować pewnym poetyckim tonem, bo inaczej owe słowa i muzyka zawiodą, załamią się. Dlatego staram się pracować bardzo intuicyjnie, sięgając po to, co wydaje mi się słuszne i w tym sensie ufam, że ta moja intuicja jest odpowiednim drogowskazem.

W powiązaniu z Die Weisse Rose pojawia się odniesienie do “Gesamtkunstwerke” totalnego dzieła sztuki z udziałem nie tylko muzyki, ale także wizualizacji, performance’u, odniesień do wydarzeń historycznych itp. Lecz moje pytanie brzmi: czy osiągnięcie takiego “totalnego dzieła sztuki” jest w ogóle możliwe? Czy nie jest to pojęcie, które opisuje doskonałość, coś tak monumentalnego, że w praktyce nieosiągalnego? Na którym etapie osiągnięcia takiego “Gesamtkunstwerke” jest Die Weisse Rose dzisiaj?

Oczywiście ideał doskonałości jest nieosiągalny, ale zawsze należałoby choćby próbować dążyć do jak najwyższego poziomu. Wierzę w ideę, że artyści w pewien sposób pragną nadawać sens temu niedoskonałemu światu, i że właśnie to niezadowolenie może być siłą napędową i inspiracją dla artysty, aby spróbować tworzyć piękno w tym momentami obrzydliwym świecie, gdzie piękno i ideały wydają się być zupełnie stracone. Jednak uważam, że trafiły nam się bardzo ciekawe czasy i nie wyobrażam sobie żyć w innej epoce.

Wykorzystujesz również fragmenty twórczości Ezry Pounda czy Hermana Hessego. Jak ważna jest literatura dla Twojej twórczości? Czy masz jakichś ulubionych pisarzy?

Powiedziałbym, że literatura ma wielki wpływ i na Die Weisse Rose, i na mnie osobiście jako nauczyciela literatury. Jestem stale otoczony książkami. Wybranie jednego takiego autora jest raczej niemożliwe, ale generalnie każdy, którego prace wykorzystałem mógłby kwalifikować sie jako mój ulubiony pisarz. Jednak ta lista nie ma końca.

Interesujesz się sztuką? Który jej okres uważasz za najbardziej interesujący i inspirujący?

Tak, sztuka interesuje mnie od kiedy pamiętam. Choć samo to pojęcie jest dziś tak szerokie, że nierzadko dla współczesnej sztuki czuję co najwyżej pogardę. Często wydaje mi się ona błędna, w tym sensie, że jest czysto egocentryczna, będąca raczej terapią dla artysty  nie przedstawiającą żadnej rzeczywistej wartości, kierunku ani celu. Sztuka powinna być szczodra, coś dająca. Powinna w jakiś sposób działać, inaczej jest bez sensu i celu. W sztuce chodzi o komunikację, wierzę, że wszystkie piosenki chcą być słuchane, a w muzyce w istocie chodzi o wspólnotę w różnych formach, czy to oddźwięk sluchaczy czy w wymiarze duchowym.

Jaka jest Twoja opinia na temat Sophie Scholl i ruchu Die Weisse Rose? Heroiczne działania, które dały odwagę i ducha innym ludziom przeciwstawiającym się wrogowi czy raczej niepotrzebna i bezcelowa śmierć młodych, inteligentnych mężczyzn i kobiet, którzy mieli całe życie przed sobą?

W kontekście ich działań, członkowie tego monachijskiego ruchu mają moja najwyższą formę szacunku. Podziwiam ludzi, którzy mają odwagę iść i rozwijać się na przekór powszechnej opinii, na przekór własnym czasom! W kategoriach “niepotrzebnej” śmierci, wierzę, że ich czyny żyją do dziś i sam fakt, że teraz o tym w ogóle rozmawiamy stanowi tego najlepszy dowód.

Jak myślisz, czy jest miejsce dla bohaterów dziś, w tych konsumpcjonistycznych, rządzonych przez międzynarodowe korporacje czasach?

Te czasy , o wiele bardziej niż jakiekolwiek inne potrzebują bohaterów i bohaterskich czynów.

Gdzie według Ciebie znajdzie sie ludzkość za, powiedzmy, 50 lat od dziś?

Szczerze mówiąc, nie czuje szczególnej nostalgii ani za przeszłością, ani za przyszłością. Istotna jest chwila obecna, akcje jakie podejmujemy teraz i to z nich będziemy pamiętani. Poza tym myślę, że historia nie płynie liniowo, lecz w ruchach cyklicznych, co oznacza, że jeszcze nie raz znajdziemy się w tym samym gównie!

Wiesz cos o polskiej scenie industrialno/neofolkowej?

Tak znam kilka bardzo dobrych polskich zespołów, takich jak Job Karma, Horologium Ghosts Of Breslau, Cold Fusion, Across The Rubicon itd. Ale przede wszystkim dzieła Zbigniewa Preisnera wzruszają mnie dogłębnie, z niemomal religijny sposób, podobnie jak niektóre utwory Arvo Pärta. Choć oczywiście trudno określić jego dzieła jako postapocalypic / industrial / hipster / neofolk coś tam.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej płyty Die Weisse Rose? Mam nadzieję, że nie w 2017 roku?

Nie, nowy album jest już praktycznie napisany i w tej chwili jest na wczesnym etapie demo. Jego tytuł brzmieć prawdopodobnie będzie “Sic Transit Gloria Mundi”. Teraz przede mną ciężka praca organizacyjna, podczas której muszę pamiętać, że najważniejszy jest szczegół, więc jestem w pełni świadomy, że wszystko może potrwać dłużej. Początkowo nagrywanie miało się rozpocząć w ubiegłym roku, ale z powodu aktywności koncertowej zostało ono przełożone. Teraz pracuję nad nim dzień i noc. W międzyczasie mam kilka innych wydawnictw w planach, m. in. siedmiocalówki, ale i inne formaty.

W grudniu 2011 roku grałeś w Polsce. Czy to była Twoja pierwsza wizyta w moim kraju? Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie, gdy myślisz o Polsce?

Tak, to była moja pierwsza wizyta w Polsce …. Niestety czas był bardzo ograniczony, więc bardzo chciałbym wkrótce odwiedzić Polskę ponownie. Pierwszym takim skojarzeniem, które przychodzi mi na myśl w odniesieniu do Polski jest mój głęboki podziw dla polskiego kina, a szczególnie prac Kieślowskiego. Dekalog Kieślowskiego był jednym z powtarzających się elementów, który wracał do mnie, jako stałe źródło inspiracji przy pisaniu “A Martyrium Of White Roses”. Nadal uważam Dekalog za bardzo inspirujący, za tematy, które podejmuje i pytania, które wywołuje. Podczas wizyty w Warszawie udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego, które naprawdę zrobiło na mnie głębokie wrażenie. Pomimo, że już wcześniej o nim czytałem, wciąż uderza mnie jego historyczne znaczenie.

Die Weisse Rose dzieliło scenę z Death In June. Czy fakt, że grasz,cóż, z legendą miał dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?

Tak, Death In June zawsze miał specjalne miejsce w moim sercu. Minęło dwadzieścia lat, odkąd odkryłem Death In June, moje życie zmieniło sie wtedy na zawsze. Death In June naprawdę zmieniło sposób postrzegania jaka sztuka mogłaby i powinna być. Kiedy patrzę na te 20 lat po fakcie albo w kategoriach ciągłości, jedyną stałą rzeczą było zawsze Death In June, jako towarzysz na dobre i złe chwile w moim życiu. Szczerze mówiąc, nie mogę wyobrazić sobie lepszego sposobu na pierwszą wizytę w Polsce, niż dzieląc scenę z Death In June w Warszawie.

Kim Larsen towarzyszył Ci na scenie – jak Ci się podoba “The Lone Descent”? Czy możemy spodziewać się interludiów OTWATM podczas występów Die Weisse Rose?

Nie, żadnych przerywników Of The Wand And The Moon nie było i nie będzie, ponieważ głęboko wierzę, że jeśli chodzi o koncerty wszystkie kwestie powinny być od siebie oddzielone. Osobiście uważam, że “The Lone Descent” góruje nad wszystkim, co zostało wydane w ostatnich miesiącach. “The Lone Descent” będzie punktem odniesienia w nadchodzących latach i z pewnością podniesie poprzeczkę w kwestii jakości i pisania piosenek. Miałem szczęście poznawać tę muzykę od bardzo wczesnych etapów jej komponowania do rzeczywistego momentu jej wydania i muszę powiedzieć, że od razu byłem przekonany co do jej jakości że praktycznie od razu stanie się klasykiem. Choć oczywiście sama muzyka mówi za siebie lepiej niż jakiekolwiek moje pochwały.

Dziękuję za wywiad. Ostatnie słowa są Twoje.

NIHIL!

DIE WEISSE ROSE facebook

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s