BEN LUKAS BOYSEN – Restive [ENG/PL]

BEN LUKAS BOYSEN – Restive
CD 2012
Hymen Records [¥803]

reviewed by / autor recenzji: Peter Marks

ENG: This film score from Boysen could well have been called The Sensation of Drowning because that is what it feels like. Gravity pulls you further into the depths of your own subconscious as the tides shift above you in a never changing array of beguiling siren song. Compared to his last, unfortunate, album as HECQ, Restive plays out more like an alienated cousin to his album Night Falls. Instead of the heavy atmospheres, we’re shown the curtly antagonistic methodology of disdain. I have not seen the movie this was written for but taken strictly on it’s own merits, the sounds alone give off an incredibly inhumane aroma which saturates the waking mind like so much particulate dust. The deeper you go into Restive, the more disconnected and disillusioned with humanity you will become. This is no accidental arranging of sparse, random noise; Restive will not let go until you’ve gone the entire length of it at which point it will leave you so withdrawn into your own mind that it it will take herculean effort to emerge again.

Heavily reverbed pianos, elegant drawn out sections of grating mechanics, the illusory notion that somehow you can come through this unscathed. What compromises the self, how are all the idioms of personality and personae arrived at. Is it all just a crap shoot, were we put here by the most erudite means of subversive creation or is there some unseen hand which directs all of it. Where do the boundaries of one person’s life end and when we invariably overlap into someone else’s orbit is there any way at all to foresee or forestall the inevitable cataclysm which two conscious, sentient minds surely will unleash upon the other given half a chance. The steady, unstoppable grinding down of mental stability is inescapable; hide wherever you like, this music is ugly and disfigured in ways you cannot elude.

The remoteness of what Boysen has created really shines through, we are taken far far away from the trappings of civilization and so-called progress into a wild, untamed and unapologetic no man’s land saturated by perplexing, cerebric deconstruction. It has taken me a lot of listens and some considerable time pondering the meanings of these tracks to understand their darkly reflective musings and what I come away with again and again is an underlying rejection of the recognized norms inherent in modern society. Ben may just be scoring a movie with Restive but when such emotive near overpowering content is the result; let’s just say I have my doubts that this was simply another artistic outing for the sake of one. I suspect that even if he hadn’t been commissioned to write and then release what I’m hearing for a film, he’d have just put it out under the HECQ name and been done with it.

I disliked Avenger, I probably always will, but Boysen follows his muse wherever it takes him and for that, I am in awe. These vastly expanding maws of gaping, predatory malaise will not rest until your own imagination is somehow tainted and thoroughly infected by this one, continuing doubt: who are you to say what you are while you sleep; reality may yet just be only the shifting of shadows fashioning the world around you while those eyes are closed. As the day winds down and the sun sets, life becomes so much more transitory. You relax, you let your guard down… you’ll pay the price for that soon enough.

PL: Ta ffilmowa ścieżka dźwiękowa równie dobrze mogłaby się nazywać Wrażenie Tonięcia, bo dokładnie w ten sposób ona brzmi. Grawitacja ciągnie cię głęboko w otchłań podświadomości, a fale suną ponad tobą przy niezmiennym akompaniamencie czarującego śpiewu syren. Porównując tę płytę do jego, niestety, ostatniego dokonania jako HECQ, “Restive” wygląda jak wyalienowany kuzyn “Night Falls”. Miast ciężkich atmosfer, obcujemy z szorstką, antagonistyczną metodologią pogardy. Nie widziałem filmu, pod który napisano tę muzykę, ale dźwięki te traktowane jako odrębna całość wydzielają niesamowicie nieludzki aromat, który nasyca budzący się umysł jak gęsty pył. Im dalej brniesz w “Restive”, tym mocniej poczujesz się oderwany i rozczarowany ludzkością. Tu nie ma przypadkowego aranżowania losowo rozrzuconych hałasów.; “Restive” nie puści cię aż nie dotrzesz do jej samego końca, wtedy pozostawi cię tak mocno wycofanego wewnątrz siebie, że będzie potrzeba iście herkulesowego wysiłku aby wrócić do poprzedniego stanu.

Silny pogłos fortepianu, elegancko zarysowana sekcja zgrzytliwej mechaniki, złudne wrażenie, że może uda ci się jakoś przebrnąć przez to nietkniętym. Co naraża jaźń, jak pojawiły się wszelkie idiomy osobowości. Czy to wszystko jest zwykłą bzdurą, czy zostaliśmy tu umieszczeni za pomocą najbardziej erudycyjnych metod wywrotowej kreacji, czy raczej kieruje tym jakaś niewidzialna ręka. Gdzie kończą się życiowe ograniczenia człowieka i czy wchodząc w strefę drugiej osoby, jest jakikolwiek sposób aby przewidzieć lub uprzedzić nieunikniona katastrofę, w której dwa świadome, czujące umysły rzucają się na siebie wściekle, kiedy tylko mają taką możliwość. Miarowe mielenie psychicznej równowagi jest nie do uniknięcia; ukryj się, gdzie chcesz, ta muzyka jest ohydna i zdeformowana w taki sposób, że i tak przed nią nie uciekniesz.

Poczucie odosobnienia wykreowane przez Boysena naprawdę robi wrażenie, zostajemy zabrani daleko od pułapek cywilizacji i tak zwanego “postępu” na dziką, nieokiełznaną i bezlitosną ziemię niczyją naznaczoną nieskonkretyzowaną dekonstrukcją. Poświęciłem tej płycie wiele przesłuchań, wiele czasu zajęły mi rozważania nad znaczeniem tych utworów, zrozumienie ich mrocznej zadumy. I to, co z nich wyciągnąłem, to zasadnicze odrzucenie uznanych norm tkwiących w nowoczesnym społeczeństwie. Może Ben pisał tylko soundtrack do filmu, ale gdy rezultat jest tak emocjonalny, przytłaczający wręcz… powiedzmy, że mam wrażenie, iż to kolejna artystyczna kreacja, tyle że tym razem w imię czegoś poświęcona. Podejrzewam, że nawet gdyby nie miał zlecenia stworzenia muzyki do filmu, wydałby to samo pod szyldem HECQ i tyle.

Nie podobał mi się “Avenger” i pewnie nigdy nie spodoba, ale Boysen wciąż podąża za swoja muzą, gdziekolwiek ona go zabierze. I to robi na mnie wrażenie. Te niesamowicie szerokie przepaście pełne ziejącego, drapieżnego niepokoju nie spoczną póki twoja wyobraźnia nie zostanie w pewien sposób skażona i zainfekowana tą niezmienną wątpliwością: kto dał ci prawo mówić kim jesteś podczas snu; rzeczywistość może być niczym więcej niż tylko przesuwającymi się cieniami kształtującymi świat wokół ciebie, kiedy śpisz. Gdy kończy się dzień i zachodzi słońce, życie staje się stanem przejściowym, Odprężasz się, opuszczasz gardę… wkrótce zapłacisz za to wysoką cenę.

Hymen Records

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s