21 GRAMMS – Water-Membrane [PL/ENG]

21 GRAMMS – Water-Membrane
CD 2012
Greytone [Grey009]

autor recenzji / reviewed by: stark

PL: To już któreś z kolei wydawnictwo projektu, wcześniej znanego mi tylko z nazwy. Filip przedstawiał swoją muzykę w formie cyfrowej, na CDr, a nawet na wracających do łask kasetach, powoli przekształcających się w kolejne winyle. “Water-Membrane” to jednak klasyczny CD wydany przez włoską wytwórnię Greytone.

Co pierwsze rzuca się w uszy to ascetyczność brzmienia. Trudno tu mówić o wielowarstwowości muzyki, głębi ukrytych znaczeń czy czegoś w tym stylu. Mam tu na myśli samo brzmienie, jego gęstość, bo utwory klimatycznie same w sobie są dosyć zróżnicowane. W prostocie tkwi siła – w kwestiach technicznych z takiego najwyraźniej założenia wychodzi Filip. I dobrze, takie materiały też są potrzebne. Nieco skonfundowanym pozostawił mnie pierwszy “Drown”, w którym prosta melodia gryzie się z płynącym wraz z nią dronem w sposób nieomal schizofreniczny. Gdy w pewnej chwili buczące tło znika zostajemy z klimatem prawie jak z azjatyckiego horroru (w pewnym momencie słyszę podobne brzmienia jak na “Call to the Deep” Kurotokage). “Hostel” wypełniony jest echami przeszłości opuszczonego psychiatryka, gdzie tak przypadkowe, jak niepokojące odgłosy pojedynczych uderzeń w pianino, niezidentyfikowane pulsacje oraz hałasy rodem z musique concrete potęgują konfuzję. I nie mogę uwolnić się od tych orientalnych naleciałości, bo także tutaj, na przekór hollywoodzkiemu tytułowi, słyszę to nieokreślone “coś” rodem z dalekowschodnich filmów grozy. Dark wave przechodzący w izolacjonizm przechodzący w hałas. To “God”. I jak tu pozostać o zdrowych zmysłach? Z takim dźwiękowym mętlikiem pozostajemy do końca płyty, gdzie ujmująca melodia nierzadko i niekoniecznie w zgodzie stoi ramię w ramię z maszynowym zgrzytem. W pewnym momencie pojawiają się sample z “Lśnienia”, zbyt głośno jak na mój gust…

Tak więc płyta to pełna paradoksów: brzmieniowo niezbyt bogata, ale operująca szerokim wachlarzem nastrojów. Potrafi oczarować jakimś pięknym motywem, aby chwilę później zirytować innym. Jestem w kropce, bo nie potrafię powiedzieć na ile tu przypadkowości i improwizacji, a na ile w stu procentach świadomej realizacji koncepcji Filipa. Cholernie schizofreniczny materiał. Skłamałbym mówiąc, że będę często doń wracał, ale obcowanie z nim, to na pewno ciekawe, choć wymagające, dość niecodzienne doświadczenie.

ENG: Until now I knew this project only by name. Filip has already presented his music in digital form, on CD, CDr, and even on cassettes that, I am under the impression, are slowly starting to be released in vinyl. Anyway, “Water-Membrane” is a regular CD released by the Italian label Greytone.

The first thing that strikes the ear is the asceticism of sound. It’s hard to discuss about its multi-layered nature, about the depth of hidden meanings or whatever. I’m only talking about the sound, because the songs themselves are rather diverse. Simplicity is power – it seems that Filip takes that for granted. And it’s a good thing, because such materials are also needed. The first track though left me a bit confused, its simple melody wrangles with a flowing drone in an almost schizophrenic manner. And when this buzzing background disappears, the listener is left within an atmosphere similar to Asian horror (at one point I can hear a distant voice from Kurotokage’s “Call to the Deep”). “Hostel” is filled with an abandoned asylum’s echoes of the past: very disturbing as the random piano sounds, unidentified pulsations and noises of a musique concrete origin just intensify the confusion. And I still just can’t rid of these oriental connotations, because here also, despite the “Hollywood” title, I can hear that vague something straight from a dark Far East movie. Dark wave which morphs into isolationism which morphs into noise. This is “God”. And now tell me, how can you stay sane? This aural mess doesn’t alter until the end of “Water-Membrane” where an enchanting melody stands hand in hand with a mechanical hum. Samples from “The Shining” appear at some point. Too loud for my taste…

So this album is full of paradoxes: not very rich musically, but operating within a wide range of moods. It can charm with a beautiful fragment only to irritate with another. I’m on the spot, because I’m not sure to what degree we deal with improvisation and randomness here, and how much of it is a totally conscious realization of the concept. Damn schizo stuff! I would lie saying that I’ll be listening to “Water-Membrane” very often, but intercourse with this album is certainly an interesting, quite unusual experience.

Greytone

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s