“Harmonia jest najważniejszą cechą piękna” – wywiad z Alio Die

wywiad pierwotnie opublikowany w Apostazja Magazine w 2007 roku
autor: stark

Chciałbym na łamach Santa Sangre przypomnieć mój pierwszy wywiad dla Apostazji, który przeprowadziłem ze Stefano Musso, człowiekiem odpowiedzialnym za projekt ALIO DIE. Od lat muzyka Włocha jest mi bardzo bliska, pomimo że pośród tak dużej ilości wydawnictw zdarzały się również płyty nieco słabsze. W większości przypadków to jednak najwyższej klasy ambient, czasem łączony z dźwiękami etnicznymi, ale zawsze wprowadzający klimat jedyny w swoim rodzaju.

Witaj Stefano. Chciałbym Cię zapytać o początki Twojej przygody z muzyką.

W późnych latach osiemdziesiątych zacząłem eksperymentować z dźwiękami. W tamtym czasie fascynowała mnie muzyka elektroniczna, new wave i industrial, lecz gdy sam zacząłem komponować, od początku próbowałem odnaleźć swój osobisty styl. Moim celem było przenieść na grunt muzyczny pewne medytacyjne, rytualne podejście, które zawsze czułem w swoim związku z Naturą. Rozpocząłem poszukiwania osobistego języka, aby “przetłumaczyć” wszystkie te impresje na muzykę. Poza tym mój sprzęt był dość prosty (Dat Recorder, czterościeżkowy magnetofon, multiefekt, mixer i sampler). Po jakimś czasie moje eksperymenty wydały mi się interesujące, więc nagrałem dwie taśmy (dziś dostępne na CD “Sit Tibi Terra Levis/Introspective”).

Co oznacza nazwa ALIO DIE?

Określenie to znalazłem w pewnej książce. Wybrałem je zarówno z powodu samego brzmienia, jak i pozytywnego znaczenia. “Alio Die” w starej łacinie znaczy “Do następnego dnia” i było to swego rodzaju pozdrowienie dla lepszych czasów.

Masz muzyczne wykształcenie czy jesteś samoukiem?

Na początku nie wiedziałem niczego o komponowaniu. Edukowałem się wyłącznie słuchając muzyki a potem robiłem próby z samplami i nagraniami terenowymi.

Do tej pory nagrałeś już ponad 30 albumów. Czy wciąż tworzysz muzykę z takim samym entuzjazmem jak prawie 20 lat temu? Czy może to już bardziej rutyna?

Jasne, entuzjazm wciąż jest żywy, choć sposób w jaki tworzę trochę się zmienił. Tworzenie muzyki jest na pierwszym miejscu ze wszystkich moich potrzeb, nieistotne w tej kwestii są dla mnie pieniądze czy sprzedaż płyt. Coraz mocniej jest to powiązane z moimi osobistymi poszukiwaniami i stworzeniem mojego prawdziwego dźwiękowego świata. Pewnie że tu czy tam warto jest odświeżyć cały proces tworzenia, spróbować nowych instrumentów czy nowych technik nagrywania… Obcować z czymś nowym, jednocześnie nie schodząc ze “złotej ścieżki”.

Gdybyś miał wybrać tylko jeden album ze wszystkich, które stworzyłeś, z którego byłbyś najbardziej dumny?

Z reguły jest to zawsze mój ostatni album, ponieważ wciąż jakby w nim “siedzę”. Ale gdy spojrzałem na to z pewnym dystansem, zdałem sobie sprawę, że oprócz pierwszego “Under an Holy Ritual” jest to “Password for Entheogenic Experience”, a to z powodu jakości zawartych na nim dźwięków, a także samych inspiracji z których album ten wynikł.

Słuchasz czasem swojej własnej muzyki?

Oczywiście. Podczas tworzenia muzyki najważniejszy jest dla mnie pewien rodzaj autoterapii. Słuchanie różnych dźwięków podczas komponowania jest częścią całego twórczego procesu. Istnieją jakby dwa tryby w jakich słucham muzyki: pierwszy ma miejsce podczas tworzenia. Muszę być wtedy bardzo skoncentrowanym aby zachować równowagę pomiędzy melodiami, efektami, miksami itp. Ale wydaje mi się wtedy, że słuchana muzyka sprawia że osiągam lepszy efekt, jest miernikiem wrażliwości i rozwija potencjalnie inspiracje. Faza ta może trwać nawet kilka tygodni i wcale nie zanikać podczas snu albo kiedy głośniki są wyłączone…
Drugi tryb ma miejsce już po masteringu albo wydaniu płyty… Wtedy to już tylko czysta przyjemność i relaks. Uważam za interesujące słuchać mojej muzyki lata po ukazaniu się CD. Lubię odkrywać, że w większości przypadków moja muzyka wciąż jest świeża i żywa nawet prawie 20 lat po tym jak została skomponowana.

ALIO DIE znane jest z wielu kolaboracji. Jakie cechy potencjalnego współpracownika są dla Ciebie istotne przy podejmowaniu decyzji czy warto z nim pracować, czy nie?

Taka współpraca zawsze ma swój początek we wzajemnym szacunku oraz w idei łączenia charakterystycznych dla danego artysty cech muzycznych. Lubię pracować z nieznanymi muzykami, także moimi przyjaciółmi, ale również z zawodowcami. Ale przyznaję, że w przyszłości chciałbym się skoncentrować na solowych wydawnictwach.

Która kolaboracja była jak do tej pory najbardziej dla Ciebie kształcąca?

Myślę, że z każdej coś wyniosłem… Nawiasem mówiąc, kolaboracje są “głębsze” kiedy dochodzi do rzeczywistego spotkania muzyków, to znaczy praca w tym samym pokoju a nie wymiana nagrań i idei pocztą. Choć i w ten sposób nagrałem parę niezłych kolaboracji…

Głęboko zakochałem się w muzyce Roberta Richa i istotnym krokiem naprzód była dla mnie praca z nim. Wiele zrozumiałem widząc sposób w jaki Robert budował utwór, troskę i uwagę jaką poświęcał każdemu efektowi. W tamtym czasie moja technika była o wiele prostsza i bardziej prymitywna. Spotkanie efektem którego był album “Fissures” było na pewno udane. Także współpraca z Amelią Cuni wiele mnie nauczyło w kwestii melodyki a także tradycyjnej hinduskiej muzyki Dhrupad. Wiele z tych spotkań było wspaniałą okazją do rozszerzenia horyzontów i zapoznania się z innymi punktami widzenia w kwestii muzyki: Jack or Jive z inspirującymi japońskimi wokalami, szamanistyczne podejście Antonio Testy, Saffron Wood i Zeit z naszymi akustycznymi sesjami nagranymi w otoczeniu natury, Raffaele Serra i jego mantryczno-elektroniczna muzyka, Nick Parkin itd…

ALIO DIE jest chyba dość popularne w darkambientowych kręgach. Nie przeszkadza Ci kiedy ktoś stawia Twój projekt w jednym rzędzie z tymi wszystkimi “mrocznymi” czy “złymi” artystami?

Nie, nie jest to dla mnie żaden kłopot. Nie wydaje mi się aby moja muzyka miała jakieś “złe” cechy, ale czasem potrafi być bardzo mroczna.

Jaka jest Twoja opinia o dark ambiencie?

Osobiście trochę mnie nudzą te wszystkie “złe” koncepcje, które wyzierają z okładek niektórych projektów. W większości to tylko po to by dać wizualne, estetyczne wyobrażenie do muzyki… Ale z drugiej strony lubię też sporo różnej muzyki darkambientowej.

Ambient często zbudowany jest z tych samych elementów co muzyka New Age (organiczne sample, elektronika). Gdzie Twoim zdaniem leży ta cienka linia, oddzielająca przykładowo Twoją muzykę od tej, którą możemy kupić w każdym supermarkecie za kilka groszy?

Myślę, że ta linia wcale nie jest tak cienka jak mogłoby się wydawać. W rzeczywistości muzyka New Age – poza paroma wyjątkami – jest tanią sztuką zarówno w kwestii przekazu jak i samej zawartości. Pewne składniki mogą być takie same, ale rezultat jest bardziej komercyjny i niezbyt dla mnie interesujący. Wydaje mi się, że największa różnica tkwi we wrażliwości i kreatywności twórców – tym z ambientowych kręgów nie zależy na sławie i pieniądzach. Choć prawdą jest, że i w ambiencie łatwo o twórczy kryzys, zwłaszcza gdy młode grupy kopiują starszych artystów. Osobiście aby tego uniknąć lubię eksperymentować z dźwiękami, coraz więcej używam akustycznych instrumentów i zawsze staram się zmieniać nieco metody których używam podczas nagrywania płyt.

Nie wydaje Ci się paradoksem, że Twoja muzyka tak mocno związana z Naturą powstaje przy tak dużej pomocy komputera – symbolu cywilizacji XXI wieku?

Nie, absolutnie nie, choć na pierwszy rzut oka może się tak wydawać. Tylko moje pierwsze płyty były nagrywane bez pomocy komputera, nie licząc faktu, że sampler sam w sobie też jest swego rodzaju komputerem. Używam tego sprzętu do nagrywania wielu ścieżek oraz do miksowania. Żyjemy w epoce elektroniki, zatem anachronizmem byłoby ją odrzucać podczas gdy można jej użyć w twórczy sposób. Byłoby bezpieczniej dla ludzkości gdyby używano jej właśnie w ten sposób zamiast wykorzystywać ją do prowadzenia wojen, trucia środowiska czy odkrywania nowych planet.

Chciałbym zapytać Cię o proces tworzenia muzyki. Albo bardziej konkretnie – do jakiego stopnia jest to improwizacja?

Improwizacja jest elementem całego procesu podczas sesji nagraniowych z instrumentami akustycznymi, lecz później dźwięki są łączone w zaplanowany sposób i niewiele rzeczy pozostawiam samym sobie. Kilka rzeczy robię intuicyjnie, np. synchronizacja między warstwami i filtrami. Zwykle rozpoczynam od nagrań akustycznych lub terenowych a potem obrabiam dźwięki w studio. Lubię też w twórczy sposób wykorzystywać sample, np. przekształcać oryginalne źródło w coś kompletnie innego…

Czemu zdecydowałeś się założyć własną wytwórnię, Hic Sunt Leones?

Rozpocząłem ten rodzaj działalności w 1991 roku aby wydawać własną muzykę. Pierwszy był “Under an Holy Ritual” (wznowiony przez Projekt kilka miesięcy później…). Nazwa oznacza mniej więcej “Tam, gdzie znajdują się lwy”. Był to napis umieszczany na starych mapach, w miejscach jeszcze niezbadanych, gdzie – jak przypuszczano – mogły mieszkać potwory. Celem HSL jest odrzucać te symboliczne ograniczenia i wytyczać nowe ścieżki poznania przez nowe muzyczne propozycje. Z tego powodu katalog HSL jest troszkę zróżnicowany stylistycznie, ale wydaje mi się, że istnieje pewna więź między wszystkimi wydawnictwami.

Jakie kryteria muszą być spełnione abyś zdecydował się podpisać kontrakt z jakimś artystą?

Moim celem było wydawanie interesującej muzyki nie tylko z ambientowych rejonów. Decyzja o podpisaniu umowy wynika z mojego zainteresowania muzyką projektu oraz faktem, że ten ma możliwość debiutu na CD. Prawdą jest, że wydałem debiuty muzyków, którzy potem stali się dość znani jak Ora, Andrew Chalk, Oophoi, Opium, Walter Maioli (jego muzyka znalazła się nawet w filmie “Gladiator”), Runes Order, Amelia Cuni…

Jakie emocje powinna wzbudzać w słuchaczu muzyka ALIO DIE?

Wrażliwość słuchacza to zawsze kwestia osobista, ale człowiek zaznajomiony z tego rodzaju dźwiękami odpowie podobnie jak ja. Czasem właśnie odnajduję podobne doznania innych np. czytając niektóre recenzje moich płyt. Lubię kiedy moja muzyka buduje hipnotyczny efekt powodujący zmianę postrzegania czasu i przestrzeni, otwierający wrota przez które umysł może odlecieć… Stan podobny do tego w którym znajdujemy się między snem a pobudką, z tym że wciąż tu namacalnie jesteś – lot rzeczywistego obrazu -. Lubię gdy podróż ta dociera do tajemnicy Natury, przez magię życia, ale i mrok podświadomości. Szukam muzyki, która jest relaksująca, ale potrafi być również ponura. Lubię też wyobrażać sobie uczucie prenatalne (przed narodzinami), gdzie związek z Naturą (matką) jest wyłącznie wewnętrzny a impulsy wchodząco/wychodzące są płynne. Lubię też gdy muzyka przywołuje nastrój starożytności czy średniowiecza. Wciąż wznosząca się droga ku nieskończoności.

ALIO DIE bardzo mocno stymuluje moją wyobraźnię. Może zabrzmi to nieco pretensjonalnie, ale mam wrażenie, że gdy słucham Twoich płyt w nocy, moje sny są bardziej intensywne. Czy sny inspirują Cię podczas tworzenia muzyki?

Cóż, gdy komponuję wiele godzin z rzędu, miksuję i słucham, zdarza się, że potem całą noc śnię muzykę, która po przebudzeniu wciąż się we mnie znajduje. To miłe doświadczenie, które powoduję, że staję się wrażliwszy podczas tworzenia.

Jaki jest Twój ideał piękna?

Myślę, że piękno to nie tylko kwestia estetyki, lecz także kwestia punktu widzenia obserwatora. On też musi być pięknem jeśli sam pragnie dostrzec piękno. Zgodnie z podejściem Plotino widzę piękno jako przekształcenie punktu widzenia w stan oświecenia. Definiowanie piękna musi być poprzedzone dokładnym poznaniem siebie oraz zrozumieniem różnicy między tematem a obiektem. Wtedy piękno objawia się samo w sobie, bez rozdwojenia ze swoja odwrotnością. Przede wszystkim piękno to odpowiednie podejście. Wzorowanie się na Naturze. Dla mnie piękno związane jest z wewnętrznym duchem życia. Harmonia jest najważniejszą cechą piękna.

Wiem, że interesuje Cię muzyka z różnych części świata. Czy jest jakiś konkretny region na Ziemi, którego muzyka wydaje Ci się szczególnie inspirująca?

Tak, znajduje wiele inspiracji w wielu różnych zakątkach świata. Lubię wschodnia muzykę z Indii, Iranu, Wietnamu, Bali… ale także Mali, Madagaskar, Finlandia… Interesuje mnie także muzyka z przeszłości, celtycka albo średniowieczna. Zagłębiam się w tradycyjną muzykę szukając stylów i melodii, ale niekoniecznie mając na celu komponowanie właśnie w taki sposób. Przykładowo umiejętne granie na takich instrumentach jak sitar, sarangi czy rebab wymaga wieloletniego treningu. W ostatnich latach bardzo dużo ćwiczyłem właśnie z takimi instrumentami, ale celem moim jest wykorzystanie ich w mój własny, osobisty sposób i zintegrowanie ich z moim językiem muzycznym.

Czego możemy spodziewać się po ALIO DIE w najbliższej przyszłości?

Nowy CD Five Thousand Spirits właśnie się ukazał nakładem rosyjskiej wytwórni Faria. Piękne wydanie z pocztówkami. Pod koniec roku w Projekt wyjdzie CD Eleusian Lullaby, mojej kolaboracji z wokalistką Martiną Galvagni. To będzie moja czwarta płyta dla tej wytwórni. Zostanie wydana w grudniu. Mam też gotowe dwa nowe albumy dla “Castle Sonorisation Series”, które wydam nieco później w HSL. Prawdopodobnie w sześciopanelowym digipaku.

Dziękuję Stefano za poświęcony czas. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

Bardzo Ci dziękuję za zainteresowanie. Cieszę się, że poza słowami także muzyka może być ponadnarodową wiadomością, która trafia prosto do serc i dusz pokonując bariery językowe i przestrzeń.

Strona oficjalna ALIO DIE

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s