Rozkosz bycia smutnym – Wywiad z Melankolia

autorka wywiadu: VITRIOL
tłumaczenie: Sylwia Partyka & stark

Mike O’Brien to człowiek kryjący się za ambientowo/neoklasycznym projektem Melankolia, podobnie jak James the Lesser oraz jeden z dwojga członków Gil-Galad, neoklasycznego projektu nawiązującego do twórczości Tolkiena. Członkiem tego projektu jest też Marc Hoyland. Melankolia wydała już dwie płyty, “Nokturnum” (2008) i “Orpheus Down” (2010). Przy okazji wydania trzeciego albumu Melankolii “III”, który ujrzy światło dzienne 21. czerwca w niemieckiej wytwórni Quartier23, podejmujemy się szczerej rozmowy z Mike’em o katuszach artystycznej kreacji, źródłach światła, które inspiruje jego muzykę oraz wszystkim tym co znajduje się pomiędzy.

Przede wszystkim dziękuję ci Mike, za przyjecie zaproszenia do wywiadu. Mam nadzieję, że dostarczy on okazji szerszemu gronu naszych czytelników do odkrycia twojej cudownej muzyki i cieszenia się nią na równi ze mną.

Dzięki za zaproszenie. Jak i za to, że poświęciłaś swój czas na zadawanie mi pytań.

Jestem pewna, że byłeś już o to pytany, ale jaka inspiracja kryje się za nazwą twojego projektu?

Jasna sprawa. To faktycznie jest pytanie, które zadawano mi wielokrotnie. Przypuszczam, że zawsze miałem swego rodzaju melancholijną osobowość. Raduje mnie spokojna refleksja, cień smutku i zawsze czułem się trochę nie na miejscu, nawet pośród ludzi takich jak ja. Co do nazwy samej w sobie, Melankolia to fińska wersja słowa melancholia. Kiedy po raz pierwszy podjąłem się produkcji muzyki w 2008 roku, siedziałem jeszcze całkiem głęboko w skandynawskim pagan/black metalu. Chciałem dwóch rzeczy naraz, czegoś co odzwierciedliłoby moją miłość do skandynawskiej kultury, jak również czegoś co zawarło by głębszy sens mojego nastroju.

Postrzegam melancholię jako nieco źle zrozumianą kulturową koncepcję. Jest ona często opisywana jako emocja negatywna, wbrew faktom, że to melancholia jest właśnie źródłem kilku najbardziej interesujących artystycznych tworów, czy to w literaturze, filmie, muzyce czy też jakiejkolwiek innej formie wyrazu. Jak ty doświadczasz tego uczucia, i jaka jest twoja opinia o jej stosunku do sztuki?

Przyznaję otwarcie, że walczę z depresją. Czasami przebiega dość spokojnie, innym razem miażdży mnie totalnie. Jak wspomniałem wcześniej, wszyscy musimy radzić sobie z takimi rzeczami w naszym życiu. Pytanie brzmi: Jak ty radzisz sobie z własnym bólem? Ja wybieram pisanie muzyki. Fortepian, jest dla mnie osobistym zbawcą. Mogę usiąść przy nim w każdej chwili, szczęśliwy albo smutny i tworzyć krajobrazy dźwiękowe zgodne z tym, jak się czuję w danym momencie. Przypuszczam , że to byłoby tak samo prawdziwe dla jakiegokolwiek muzyka i jakiegokolwiek instrumentu.
Wierzę , że to absolutnie krytyczny moment dla procesu twórczego, gdy orientujesz się, że coś jest nie tak z sytuacją w której się aktualnie znajdujesz. Wtedy ból może pchnąć cię silnie do pracy i odnalezienia dźwięku, który dokładnie prezentuje i nakreśla to, czego słowa nie potrafią. Tak jak to miało miejsce na ostatnich kilku albumach, wierzę , że muzyka rozwinęła się, odzwierciedlając bardziej osobiste podróże poprzez korytarze dźwięku. Melancholia jest z natury negatywna, uważam.. Ale znów powraca pytanie – co zamierzasz z tym zrobić?

Czy wierzysz, że potrzebujemy być zasadniczo nieszczęśliwi bądź też czuć się w pewnym sensie niekomfortowo aby stworzyć prawdziwą sztukę, jako środek do osiągnięcia, że tak powiem, katharsis, czy też jest szansa na to, że sztuka może być stworzona z poczuciu szczęścia i zadowolenia ?

Wierzę , że obie sytuacje są prawdziwe. Myślę, że to zupełnie zależy od osoby tworzącej muzykę. Jak długo sztuka jest z głębi serca prawdziwa, tak długo wierzę , że są uczucia smutku które napędzają proces twórczy. Gustave Doré jest najprawdopodobniej moim ulubionym artystą. Głęboko wątpię, że był z niego beztroski typ, podczas gdy tworzył swoje obrazy, ryty i litografie.
Nieistotne jakie było jego wewnętrzne odczucie, to co wyszło na zewnątrz to melancholia, głęboki smutek i niewątpliwe piękno. Głęboko wierzę, że pewni artyści tworzą po to by uwolnić swoje szczęście, które potrzebuje ekspresji, ale nie dzieje się to w przypadku “mrocznej sceny””. To tylko moje odczucia, ale po rozmowach z innymi artystami, wierzę , że to jest właściwe podsumowanie.

Czy masz jakichś ulubionych artystów, muzyków lub pisarzy, którzy dostarczają ci inspiracji i dlaczego?

Oczywiście. Jeśli chodzi o bardziej “ambientowy”, neo-klasyczny gatunek, Burzum był pierwszym projektem, który zainspirował mnie do rozpoczęcia tworzenia własnej muzyki. Oczywiście muzyka Mortiis, Vond i Fata Morgana, Lustmord, Dead Can Dance, Enigma, Aghast, Penitent itp., wszyscy oni stanowili dla mnie wspaniałą inspirację, ale fakt, że Varg tworzył tego rodzaju muzyki w więzieniu! Mam na myśli to, że jeśli on może to robić mając do dyspozycji jedynie podstawowy sprzęt i tyle ograniczeń, to ja nie mam prawa mieć żadnych wymówek! Wczesne Dimmu Borgir, Cradle of Filth, Eternal Tears Of Sorrow, Nightwish itp to niektóre z zespołów, które również wpłynęły na mnie dość znacznie. Kiedy zaangażowałem się bardziej w “underground”, wtedy inni muzycy doszli do głosu, niektórzy niesamowicie utalentowani. Są to min.: Hoyland, Tamerlan, Immundus, Igniis, Heresiarch, Natural Faith Project, Anziegen, Buer, Appalachian Winter, Loell Duinn, Vanity Vania, Ravenhelm, Vorgum, Requiem Nocturne, Ancient ,Tundra, etc etc etc …. naprawdę zbyt wielu aby w pełni skomponować taką listę. Odkryłem, że te “nieznane” projekty zapewniają bardziej osobiste wizje …. prawdziwą miłość do muzyki. Możesz to zdecydowanie POCZUĆ. Staram się czytać ile mogę. Oczywiście, Tolkien i George RR Martin są moimi faworytami. Lubię również Poe’go,. Obecnie czytam ponownie Eddę, jak i Beowulfa.

To jest dla mnie zawsze zadziwiające, jak bardzo aktualni i świeży są dziś klasycy, nawet po tak długim czasie. Przypuszczam, że gatunek Fantasy zawsze przyciągał moją uwagę, ponieważ potrafi on wywołać poprzez słowo pisane to, co ja chciałbym przywołać za pomocą muzyki … głębokie poczucie zachwytu, oczarowania i eterycznego piękna.

Znalazłeś się na bezludnej wyspie. Podaj nazwy trzech albumów, które zabrałbyś ze sobą.

Tylko trzy ???
Vond – “Selvmord”
Winglord – “The Chosen One”
Mortiis – “Anden som gjorde Oppror”

( wiem, wiem.. ale wskazanie 3 jest niesamowicie trudne!)

Wspomniałeś na stronie internetowej zespołu, że Melankolia jest “muzyką nocy”. Czy możesz to bliżej wyjaśnić? W jakiej porze dnia nachodzi cię największa inspiracja do tworzenia muzyki?

Termin ” muzyka nocy” pochodzi z końcówki pierwszego albumu, “Nokturnum”. Wyobrażam sobie tę muzykę jako zakończenie dnia, i/lub zapadanie w głęboką noc. Czuję, że ta muzyka służy introspekcji i medytacji. Wydaje mi się , że nie można się spodziewać, by ludzie słuchali tego podczas pracy czy jazdy samochodem… To znaczy, jeśli chcą, to czemu nie … ale ona jest “przeznaczona” dla nocnych ciemności, mroku, sennych marzeń. Zabawne jest to, że najlepiej komponuje mi się wcześnie rano. Przypuszczam, że to dlatego, że wracam do domu z pracy w godzinach wieczornych, jestem nieźle wypompowany i niezbyt miły dla wszystkich. Zdaje się, że wykonuję swoją najlepszą pracę przed wschodem słońca, a edytowanie, miksowanie, itp. przychodzi kiedy jest na to pora.

Wiem, że żywisz głęboką miłość i szacunek do przyrody i zwierząt. W jaki sposób twój związek z naturą wpłynął na ciebie jako artystę i jako człowieka?

Zgadza się. Wierzę w świętość Natury i napisałem kilka piosenek w tym duchu. “Let There Be Darkness pt. I”I, “Road of Verdant Praise”, i trylogia “Wherein Dwells Silence”, wszystkie one zostały napisane albo na cześć natury bądź też jako lament nad jej bezmyślną destrukcją. Czuję to samo w stosunku do zwierząt. Zwłaszcza kotów. Przygarniamy bezdomne koty, znajdujemy domy dla kociąt z opuszczonych miotów itp. Sądzę, że to nasz obowiązek dbać o te słabsze i bardziej bezbronne od nas istoty. Artystycznie rzecz biorąc, uważam, że kult przyrody gra odrębną rolę. Wiele pomysłów i działań powstało najpierw w mojej głowie, w środku lasu zanim pierwsza nuta została kiedykolwiek zagrana. Jeśli nie zapuściłaś się w las ostatnio, czy też w pobliże rzeki lub potoku, to zachęcam do tego. Technologia jest potęgą, jest wszystkim, ale świat natury nadal wpływa na tych, którzy chcą z nią obcować.

Czy posiadasz jakieś doświadczenie z tym związane, które szczególnie pamiętasz i którym chciałbyś się podzielić?

Cały projekt James the Lesser jest oparty na Pięknie Przyrody. Okres spędzony na tworzeniu nagrań terenowych do tego projektu uważam za swój ulubiony spośród wszystkich jako artysta.

Kiedy po raz pierwszy wybrałeś muzykę jako środek wyrażania siebie samego? Czy to wydarzyło się we wczesnym etapie twojego życia, na przykład w dzieciństwie, czy później?

Zawsze kochałem muzykę. Zawsze czułem z nią wieź. Wziąłem lekcje gry na fortepianie, gdy byłem dzieckiem, ale to były bardzo elementarne kwestie … nauka podstaw. Kiedy dojrzałem, w pewnym sensie pozwoliłem innym zespołom zadecydować o moich emocjonalnych spotkaniach z muzyką. Dopiero gdy miałem 27 lub 28 lat, naprawdę poczułem potrzebę stworzenia własnych podróży. Więc można powiedzieć, że moje podejście do idei wyrażania siebie za pośrednictwem muzyki nastąpiło w dorosłym okresie życia. Generalnie jestem naprawdę zadowolony, że to stało się w ten sposób. Mam na myśli to, że byłoby miło mieć już 7 lub 8 albumów przy 12-14 latach aktywnych doświadczeń, ale czuję, że byłem zbyt niedojrzały, aby stworzyć znaczące utwory i koncepcje albumów w młodszych latach. Dziś potrafię się na tym lepiej skoncentrować a to powoduje znaczną różnicę .

Jest rzeczą oczywistą, że grasz bardzo dobrze na fortepianie. Czy istnieją inne instrumenty, na których lubisz grać?

Dzięki. Zawsze czułem się bardzo komfortowo za klawiszami fortepianu czy za klawiaturą. Tak długo jak instrument wydaje dźwięk, uwielbiam używać go w różnych wariacjach. Jednakże, jeśli chodzi o faktyczne umiejętności gry na innych instrumentach, to odpowiedź tak naprawdę brzmi: nie. Lubię grać na gitarach akustycznych, szczególnie tych 12 strunowych, ale nie jestem w tym specjalistą. Kocham także instrumenty smyczkowe i wykorzystuję je dość często, ale tylko w obrębie sekwencji MIDI.

Stworzyłeś własne studio Perpetual Darkness Studios , gdzie oprócz nagrywania własnej muzyki pracujesz też za darmo przy nagrywaniu wideo czy audio dla innych artystów. Jaka filozofia stoi za tym i w jaki sposób studio jest zaangażowane w ten proces?

PDS zaistniało jakieś 2 lata temu. Pierwotnie chciałem mieć label dla limitowanej reedycji pierwszego albumu, “Nokturnum”, ponieważ label który pierwotnie to wydał zaprzestał działalności, a wszystkie oryginalne egzemplarze zostały wyprzedane. Po zrealizowaniu tej koncepcji, zacząłem pracować nad wideo do następnego albumu, “Orpheus Dawn”. Jako że moje działania odnotowały wzrost zainteresowania, zacząłem realizować wideo dla moich kolegów z labeli, znajomych i bliskich przyjaciół. Idea usług z darmowym video to pomysł, który pierwotnie narodził się z konieczności. Muzycy z podziemia zazwyczaj nie mają góry gotówki w rękach na takie rzeczy jak video. Plus, video nie gwarantuje żadnego przełomu. I tak dalej. Robię to z miłości do promowania muzyki, dla przyjaciół i artystów, którzy (w moim odczuciu) na to zasługują. Jeśli chodzi o studio jako całość, to było dla mnie ważne, aby ułożyć i ustawić moją przestrzeń roboczą w taki sposób, bym mógł się skoncentrować i pracować wydajnie. Mam ograniczony czas wolny, a więc nacisk na to jest niezwykle ważny. Studio, w dziwny sposób, pomaga mi to osiągnąć.

W jaki sposób zwyczajowo piszesz i nagrywasz muzykę? Przeprowadź nas przez taki standardowy proces (struktura kompozycji, sprzęt itd.)

Sprzęt jakiego używam w tej chwili niespecjalnie się zmienił od początku mojej działalności. “Nokturnum” powstawało w prosty, prymitywny sposób. Używałem starego komputera, CoolEdit Pro i zaufanego keyboardu Radio Shack podpiętego bezpośrednio do karty dźwiękowej. Pierwotne dźwięki z keyboardu. To wszystko. Haha. Naprawdę w tamtym czasie to było wszystko, na co było mnie stać. Praca nad “Orpheus Dawn” rozpoczęła się w podobny sposób. Ale gdzieś tak w 1/3 procesu nagrywania zmądrzałem w końcu i kupiłem konwerter Midi-USB oraz zaktualizowałem DAW do Music Creator 5. Obie płyty nagrałem w przeciągu dwóch lat (przy czym “Nokturnum” to bardziej demio). Po “Orpheus Dawn” zrobiłem sobie przerwę. Potrzebowałem nieco odpoczynku, jak również czasu na naukę we wszystkich tych kwestiach. Kupiłem i nauczyłem się korzystać z Reason 4, odświeżająco podszkoliłem się też z fortepianowej teorii. Tak więc ostateczne wyposażenie studia podczas nagrywania “III” to keyboard (wciąż ten sam) >Konwerter MIDI-USB > Reason 4. I to wszystko. Na pewno mało skomplikowanie. Choć prawdopodobnie będę rozbudowywał swój sprzęt w najbliższej przyszłości.

A co do struktur, to zależy. Czasem improwizuję aby jakoś zacząć. To świetne lekarstwo na stres, poza tym uwielbiam grać na fortepianie. Wiele utworów, które słyszeliście wcześniej, jak również usłyszycie na “III” miało taką genezę. A kiedy mam już główną “ścieżkę” utworu, dodaję tekstury i atmosferę. Część utworów zostawiam, bo uważam, że wychodzą bardzo pięknie, część w pewien sposób pisze się sama. Nie używam sekwencerów ani pętli. Wszystko jest grane prosto. Skutkuje to wielokrotnymi próbami, ale najwyraźniej to jest sposób w jaki lubię pisać i nagrywać. Uwielbiam tworzyć nastrój utworu. To bardzo istotny dla mnie fragment pracy.

Oprócz Melankolia masz też dwa inne projekty, Gil-Galad i James the Less. Czy mógłbyś przybliżyć je nam i wyjaśnić stojący za nimi koncept?

Pewnie. Gil-Galad to oparty na twórczości Tolkiena projekt neoclassical/soundtrack, który założyłem z Marc’em Hoylandem jakieś 2 lata temu. Muzyka skupia się na opowieściach z Silmarilliona. Mamy swoje osobiste projekty, więc prace w tym posuwają się wolno. Zwłaszcza w tym roku. W styczniu tego roku Marc wydał swój drugi album, wspaniały “Upon the Mountain Vastlands”, a moja płyta, jak wiesz, wychodzi 21 czerwca. Teraz, kiedy mamy z głowy nasze osobiste projekty, możemy w końcu wrócić do pierwszej płyty, zatytułowanej “Quenta Silmarillion”. Czekajcie na kolejne newsy.

James the Lesser to mój kolejny projekt solowy, w całości poświęcony Naturze. Inspirowany wczesnymi pracami Kettela (w szczególności “Halt Them”) stara się wielbić Naturę i jednocześnie lamentować nad jej postępującym zniszczeniem. Oparty głównie na nagraniach terenowych z dodaną warstwą ilustracyjną, projekt ten to coś, nad czym pracuję, kiedy dopadnie mnie odpowiedni nastrój. Jeśli widzę lub słyszę możliwość stworzenia czegoś wewnątrz niego, to właśnie robię. Żadnego planowania, strategii ani marketingu! Ostatnio wydałem pięcioutworową EP-kę “Road of Verdant Praise”, którą można za darmo ściągnąć z mojego Bandcampa.

Twoja nowa płyta, “III”, została wydana 21 czerwca przez Quartier23. Czemu nadałeś jej tytuł w rzymskiej numeracji? Czy ma to jakieś szczególne znaczenie?

“III” ostatecznie zakończył jako koncept, choć pierwotnie nie był planowany jako takowy. Ponieważ to trzecia płyta i ze względu na udzielających się tu gości, chciałem dać tu szczególny, choć prosty tytuł. Dla mnie muzyka ucieleśnia umysł, ducha i duszę. Trzy formy cienia (w rozumieniu zaćmień) to Penumbra, Umbra i Antumbra. Reprezentują postępującą ciemność. Płyta tak naprawdę podzielona jest na 4 segmenty: Penumbra, Umbra, Antumbra i Postscript. Penumbra odnosi się do Powstania Cienia, Umbra do Postępującej Ciemności, Antumbra do Piękna Cierpienia a Postscript do Marszu Czasu. A jak odnosi się do trzech etapów umysłu, duszy i ducha? Odzwierciedla Podróż, kolejne spojrzenie w lustro podobnie jak Trzy Przystanki, utwory zamierzone jako odpoczynek i medytacja podczas Podróży. To fragmenty “Quies Animi” (I-III). Więc owszem, myślę, że “III” ma znaczenie dla ogólnej idei płyty… przynajmniej na niektórych poziomach.

“III” uderza mnie jako niezwykle osobisty album, choć jednocześnie tkwi w nim pewne nostalgiczne, może nawet historyczne echo, jak w “Destiny’s March” albo “The Mirror of the Past”. Czy tkwi tu jakieś Twoje osobiste dziedzictwo albo coś z historii twojego kraju, co mogłoby być punktem odniesienia? Może jakieś inne “klucze” do interpretacji, jakimi mógłbyś się z nami podzielić?

Jeśli chodzi o mój kraj, albo o mnie osobiście, to nie. Jeżeli faktycznie miałbym mówić o wpływach historycznych, to pochodziłyby one z moich studiów nad starodawną kulturą skandynawską. Zwłaszcza “Destiny’s March” właśnie. Napisałem go wspólnie z Hoylandem, który w tej chwili mieszka w Norwegii. Zawsze podobały mi się średniowieczne brzmienia i kompozycje, dlatego byłem zadowolony mając możliwość stworzyć z nim taki utwór. Nie było tu jakichś konkretnie zamierzonych tematów. Utwory powstawały na bazie tego, czego w danej chwili pragnąłem. Każdy słuchacz może/powinien sam zdecydować co dla niego znaczy dany utwór i płyta jako całość.

Bardzo piękna jest oprawa graficzna “III” i, z tego, co rozumiem, jest ona ściśle związana z konceptem płyty. Wyjdą jednak dwie wersje albumu, regularna i limitowana, każda z inna szatą graficzną. Jaka kryje się symbolika za każdą z nich?

Dziękuję. Jestem bardzo zadowolony z ostatecznego efektu obu edycji. Chciałem aby były różne, ale jednocześnie nierozerwalnie ze sobą powiązane.Wyjaśnienie wersji regularnej jest proste. My, jako ludzie, składamy się z trzech elementów, Umysłu, Ciała i Ducha. Jak już wspominałem wcześniej, czuję, że są one ściśle związane ze “stanami cienia”, Penumbra, Umbra i Antumbra. Stąd rysunek Człowieka Witruwiańskiego. Całe życie płynie przez te trzy nasze “filtry” lub cienie a rezultat końcowy leży wyłącznie wewnątrz Nas.

Jeśli chodzi o oprawę edycji limitowanej, przy której w szerokim zakresie użyłem dzieł Gustave Doré, wyjaśnienie jawi się następująco:

Obraz na okładce uderza mocą, ale jeśli przyjrzeć się bliżej, można dostrzec metamorfozę Melankolia.

Przedstawione są tu trzy oddzielne byty/iteracje. Reprezentują one trzy stadia rozwoju projektu. Malują one także prawdziwą rzeczywistość Podróży:

Etap pierwszy – Męczony Koń

Figura martwego, umęczonego konia to obraz wczesnych dni Melankolia. W rzeczy samej próbowałem wtedy bezskutecznie wzbudzić zainteresowanie ludzi poprzez nieustanną promocję, dodawanie “przyjaciół” i inne samolubne zachowania. Zacząłem w pełnym galopie, nie zastanawiając się przed podejmowaniem kluczowych decyzji. Stąd naznaczony fatum kontrakt z wytwórnią Beneath the Fog (dziś nieaktywnej). Postrzegałem siebie jako rumaka wyścigowego, podczas gdy w rzeczywistości byłem tylko dzieckiem, które uczy się chodzić. Zaślepiony ambicją i nierealnymi nadziejami obsesyjnie parłem do przodu, co skończyło się jednak zniechęceniem. Śmierć tamtego Ja było jedynym wyjściem, aby ewolucja mogła być kontynuowana.

Etap drugi – Zwyciężony Król

Wizerunek zwyciężonego króla stoi w opozycji do zmasakrowanego konia. Po raz kolejny, ścieżka, która była i jej nie było, i pozostawała w tyle, przekształciła się w w kolejną, nowszą ścieżkę. Choć niekoniecznie “lepsza” od poprzedniej, to zdarzył się pewien rozwój a wyjście z lasu wydało się nieco łatwiej osiągalne. Król (który sam się koronował) stracił swój autorytet i królewskie błogosławieństwo. Korona stoczyła się w dół wzgórza i zaginęła w zaroślach oddzielających Fantazję od Rzeczywistości. Jego ciało zmiażdżone i wykręcone reprezentuje walkę aby pozostać istotnym (choćby tylko we własnym umyśle). Tak powstawał drugi album, album przy którym jedna stopa wciąż stała na starej ścieżce, lecz druga odnalazła już nową Drogę. To jednak wciąż nie była odpowiedź ostateczna, a samozwańczy król czuł się jak ten koń przed nim.

Etap trzeci – Nastanie Nowego Dnia

Jeździec siedzi na imponującym rumaku wojennym. Ze smutkiem spogląda w przeszłość widząc swoje odbicie w padłych stworzeniach, o których była mowa wcześniej. Ten człowiek jest starszy… mądrzejszy. Uświadamia sobie błędy popełnione na poprzednich ścieżkach i spogląda w przyszłość. Nie zakłada i nie oczekuje niczego. Jego dzieło jest tylko jego, nie wpływają na nie zachcianki innych. Pewniejsza siebie postać usiłuje obrać wyłącznie własną ścieżkę, taką z której nikt go nie ściągnie. Jego koń stoi zdecydowanie, kierując głowę naprzeciw wiejącego wiatru. Z niezłomnym sercem ruszają ku Nieznanemu.

Na płycie współpracowałeś z imponującą liczbą artystów, takich jak Immundus, Karsten Hamre, Hoyland, Appalachian Winter, Loell Duinn, Buer, Mortiis. Jak do nich doszło? Pracowałeś z nimi przy jakichś innych okazjach?

Od momentu poczęcia projektu udało mi się nawiązać wiele dobrych znajomości z innymi muzykami. Myślę, że miałem w tej kwestii szczęście. Każdy artysta znalazł się tu z pewnego powodu. Moje dwie największe inspiracje (Mortiis i Karsten Hamre) okazały się bardzo hojne i profesjonalne. Immundus, Hoyland i ja jesteśmy w tej samej wytwórni (Quartier 23), więc zdążyłem ich poznać przez ostatnie 2-3 lata. Chłopaki naprawdę dali z siebie wszystko w tych kawałkach. Wiem, że nie jest łatwe dodać coś od siebie do materiału, który im wysłałem, ponieważ struktury moich kompozycji są dosyć dziwne. Marc jest przyzwyczajony do współpracy ze mną, jako że pracujemy razem w Gil-Galad, więc ta kolaboracja była dość naturalna, przynajmniej dla mnie. Z Bruno współpracowaliśmy przy dwóch utworach – ja na jego płycie, on na mojej. Dużo dajemy i bierzemy, jak w każdym związku tutaj. Dan z Appalachian Winter to mój dobry znajomy, do którego zawsze mogę zadzwonić z jakimś pytaniem. Był bardzo szczęśliwy mogąc pomóc z wokalami. Matt z Buer to kolejny przyjaciel ze Stanów. Cieszę się, że mógł pomóc z wokalami i gitarami. I na koniec Loell Duinn. Mało jest tak spektakularnych rzeczy jak wokal Olji, gitary Alena oraz keyboard i gra na flecie Patricka i Iva. Plus Goran na perkusji. To niezwykły zespół z Chorwacji, nasza relacja od niemal dwóch lat oparta jest na wzajemnym szacunku i przyjaźni. Koniec końców, wspaniałe doświadczenie!

Jakie są twoje plany na przyszłość związane zarówno z Melankolia, jak i pozostałymi projektami?

Melankolia oficjalnie robi sobie przerwę po wydaniu “III”. To nie oznacza jednak, że rezygnuję z pisania i tworzenia; przez jakiś czas nie będę tego robił publicznie. W międzyczasie poszukam wytwórni dla James the Lesser i Gil-Galad, oraz kontynuował współpracę z Marcem Hoylandem nad świeżą płytą. Mamy nadzieję stworzyć solidny album i zaprezentować go pod koniec tego lub na początku przyszłego roku. Muzyka to wiodąca siła w moim życiu i nie wydaje mi się, aby miało to się wkrótce zmienić.

Praca nad artystycznym przedsięwzięciem przypomina proces autotransformacji, bolesny ale jednocześnie dający satysfakcję. Przedstawienie go światu jest kolejnym nieuniknionym krokiem. Jak się czujesz w tym momencie, kiedy twój trzeci album za chwile zostanie wydany? W jaki sposób zmieniło cię to doświadczenie?

Szczerze mówiąc, czuję się dosyć pewnie. Zmagałem się z poczuciem braku pewności siebie przy okazji dwóch poprzednich płyt, tym razem jest jednak inaczej. Czuję, że do tej pory to najlepsza rzecz jaką mogłem stworzyć i bardzo jestem ciekaw reakcji. Dodawszy do tego możliwość grania na żywo, jaka właśnie się przede mną otworzyła, czuję, że wkroczyłem na kolejny logiczny poziom. W rzeczy samej album ten został stworzony z miłością. Niemal dwa lata zajęło stworzenie konceptu, struktury i dojście do ostatecznego rezultatu. Warte to było każdej minuty!

Jeszcze raz dziękuje ci za odpowiedzi. Czy chciałbyś na koniec coś powiedzieć lub dodać?

Dziękuję tobie za przemyślane pytania i wysiłek włożony w ten wywiad. Dziękuje wszystkim, którzy wspierają wszystkie moje projekty oraz WIELKIE dzięki dla artystów, którzy użyczyli swojego wielkiego talentu oraz poświęcili swój czas na to przedsięwzięcie. Nigdy tego nie zapomnę.

Melankolia reverbnation
Melankolia facebook

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s