STORMLOOP – Snowbound* [PL/ENG]

STORMLOOP – Snowbound*
CD 2011
Glacial Movements [GM012]

autor recenzji / reviewed & translated: stark

PL: Za oknem coraz cieplej, zieleń wypiera biel i szarość w roli koloru dominującego krajobraz, ale Glacial Movements nie daje o sobie zapomnieć wciąż i wciąż wstrzykując kolejne porcje arktycznego chłodu w nasze żyły. Co prawda “Snowbound*” ukazało się w listopadzie zeszłego roku, ja dopiero teraz zdecydowałem się poświęcić tej płycie nieco więcej uwagi i – jak to zwykle w przypadku włoskiej wytwórni bywa – nie jest to w żadnym wypadku czas stracony.

Zasadniczo label Alessandro Tedeschiego zaczynał eksplorację lodowych przestrzeni od ambientów raczej mrocznych i izolacjonistycznych (Lull, Skare, składanka “Cryosphere”), z czasem jednak otwierając się na klimaty mniej dosłowne, podchodzące do mroźnej materii w nie tak oczywisty sposób. To był strzał w dziesiątkę, bo płyty choćby Bvdub czy Loscil to jedne z najpiękniejszych kawałków muzyki z jakimi miałem do czynienia w ostatnich latach. STORMLOOP niejako łączy różne wpływy w obrębie tego podgatunku ambientu, tworząc być może najbardziej zróżnicowaną jak do tej pory płytę w katalogu Glacial Movements.

STORMLOOP to Kevin Spence, Brytyjczyk na stałe mieszkający w Leeds. Do tej pory wydawał wyłącznie własnym sumptem rozprowadzając muzykę w formie cyfrowej. Nie licząc “Waveforms”, które wypuścił w świat również na CDr, “Snowbound*” to jego pierwsze “fizyczne” wydawnictwo powstałe podczas dwóch zim 2005 i 2009 roku. Dominują tu oczywiście statyczne plamy dźwiękowe wprowadzające słuchacza w przyjemny trans i uspokajające skołatane nerwy, ale nie pozbawione okazjonalnie ciemniejszego wydźwięku. Spence stara się nie stawiać jednak wyłącznie na brzmienie, ale wzbogacać też swoją muzykę a to zawieszając w przestrzeni sample zagubionych głosów, albo, tak jak w “Melt”, przetwarzając przepiękny kobiecy chór w sposób taki, że nie wiadomo czy to jeszcze ludzki głos, czy może to wiatr przedostający się przez szczeliny w lodowcu. W otwierającym płytę “Snowbound” zimny puls pięknie współgra z paradoksalnie ciepłą i błogą przestrzenią dźwiękową. Fajnie brzmią syntezatory w “Losing Sleep” – tak trochę retro, przywodząc na myśl paru mistrzów sprzed dwudziestu – trzydziestu lat. A dwa ostatnie utwory, “Space Station J” i “Cygnus” porywają nas z lodowej pustyni między gwiazdy… Ale moim ulubionym fragmentem “Snowbound*” jest “Drifting Descent” – przepiękny, bardzo subtelny, pozbawiony właściwie ozdobników, bazujący na harmonijnym brzmieniu utwór.

Cóż więcej dodawać. Glacial Movements wciąż trzyma wysoki poziom. Jeżeli miałaby nastąpić kolejna epoka lodowcowa, to zamierzam zamarzać przy tych właśnie dźwiękach.

ENG: It’s getting warmer outside. The green forces out the grey and the white as the dominant colour of the landscape. Yet Glacial Movements label doesn’t let us forget about it and still injects another doses of arctic coldness in our veins. As a matter of fact “Snowbound*” was released in November 2011, but I decided to pay some more attention to it just now. And it absolutely wasn’t a bad idea. As always when it comes to getting know to another GM release.

Basically Alessandro Tedeschi’s label began exploring icy landscapes  with rather dark and isolationist ambient (Lull, Skare, most of the tracks on “Cryosphere” compilation) but with time it started to open to less literal atmospheres, approaching to the cold matter in less obvious ways. It was a great decision, because the albums of Bvdub or Loscil are one of the most beautiful pieces of music I’ve listened to in the last few years. STORMLOOP somehow combines different influences creating perhaps the most diverse album to date in GM catalogue.

STORMLOOP is Kevin Spence, Leeds-based musician. So far he distributed albums only in digital form. Apart from “Waveforms” which was also released on CDr, “Snowbound*” is his first “physical” release. It came into being during two winters of 2005 and 2009. The album is built on static soundscapes which create peaceful and calming sound trance, but with occasional darker sounds which are let between  blissful atmospheres. Spence do not focus only on sound itself. He tries to enrich the music by using sampled voices lost in the icy space or – like in “Melt” – transforming beautiful female choir in the way that it’s almost impossible to say whether it’s still human voice or rather arctic wind whistling through  crevasses. In the first track, “Snowbound”, cold pulse interacts with paradoxically warm and beautiful sonic space. I like the sound of synths in”Losing Sleep” – a bit retro, reminding certain masters of electronic music from 70’s or 80’s. Last two songs, “Space Station J” and “Cygnus” take us from the frozen desert to the stars… But my favourite track on “Snowbound*” is “Drifting Descent” – beautiful, very subtle, actually without any musical ornaments, based only on harmonic sound.

What else can I say. Glacial Movements is still in top form. If there would be another ice age one day, I want to freeze listening to these sounds.

Glacial Movements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s