MULM – The End Of Greatness [PL/ENG]

MULM – The End Of Greatness
CD 2012
Cyclic Law [40th Cycle]

autor recenzji / reviewed & translated by: stark

PL: Choć MULM płytą “The End of Greatness” debiutuje, osoby zespół ów tworzące do nowicjuszy nie należą – za nazwą tą kryją się członkowie m.in. Northaunt i Taphephobia. Nietrudno zauważyć, że istnieje swego rodzaju niewidzialna nić łącząca darkambientowe projekty z okolic Trondheim, która sprawia, że pewne charakterystyczne elementy w brzmieniu i klimacie są zbieżne dla nich wszystkich. Mnie tamtejsza estetyka bardzo odpowiada, dlatego nie ukrywam, że i dziewicze dzieło MULM przypadło mi do gustu.

“Morke”, o ile dobrze pamiętam z czasów fascynacji bardziej znanymi muzycznymi towarami eksportowymi z Norwegii, oznacza “ciemność”. Sam utwór, podobnie zresztą jak cała płyta, nie epatuje jednak typowo czarnymi nastrojami. To nie dark ambient eksplorujący wilgotne jaskinie, piekielne czeluście, czarne dziury lub umysły obłąkańców. Co nie oznacza, że nie jest to materiał ponury. Trochę dziwnie, że “The End of Greatness” wyszło w połowie lutego (a ja zapoznałem się z nią w połowie marca), ponieważ to zdecydowanie jesienna płyta, przywołująca mało przyjemne skojarzenia z tą właśnie porą roku. Żadne tam liście barwiące parki na złoto. MULM to tonąca w szarości depresja, wszechogarniająca senność i zmęczenie, rodzące się w głębi umysłu myśli typu: “a może pierdolnąć tym wszystkim w diabły i wziąć nieco więcej niż zwykle tabletek na sen”. Oprawa graficzna sugestywnie tego klimatu dopełnia, a jej idealnym zwieńczeniem jest przedostatnie zdjęcie w booklecie – pusta butelka Smirnoffa wywalona gdzieś w krzaki.

Utwory na “The End of Greatness” bazują na porozciąganych w czasie i przestrzeni dronach zarówno tych syntezatorowych, jak i – a może zwłaszcza – gitarowych. Nie są to jednakże miażdżące kości ciężkie riffy, a pojedyncze, wydłużone do granic możliwości akordy, przywodzące mi na myśl np. True Colour Of Blood. Te dźwięki stanowią podstawę, na nich opiera się brzmienie i atmosfera tego materiału. Od czasu do czasu uszu dobiega metaliczny łoskot, na tyle jednak subtelny, że trudno mówić tu o wpływach industrialnych. To czysty gitarowy ambient, emocjonalny, chwilami wręcz wzruszający, a przy tym wwiercający się w umysł. Ppłyta w sam raz na zbyt dobry humor.

Jednocześnie “The End Of Greatness” w pewien sposób uspokaja. Usypia nieomal. “Wyśpisz się po śmierci”, jak to mówią – może tędy droga…?

ENG: Although “The End Of Greatness” is MULM’s debut, people behind this project definitely can’t be described as rookies – we have members of Taphephobia, Northaunt or Avsky here. It’s easy to notice that there’s kind of invisible thread which connects dark ambient projects from area of Trondheim. The thread which makes that certain elements in sound and atmosphere are quite similar for all of them. I like that aesthetics, thus this virgin work of MULM is also to my liking.

“Morke” – as far as I remember from the times of my fascination of the “better known Norwegian musical export goods” – means “darkness”. Actually this song, and the album as a whole, do not emanate with typically black moods. This is not the kind of dark ambient which explores dank caves, depths of hell, black holes or the minds of madmen. Though that doesn’t mean of course that it’s cheerful or bright music. It’s pretty weird that “The End of Greatness” was released in the mid-February (and I listened to it for the first time in the mid-March), because it’s definitely autumn album, which recalls not very pleasant connotations with this part of the year. No more leaves painting city parks with gold. MULM is drowning in grey depression, in overwhelming sleepiness and tiredness. MULM brings forth questions like: “maybe just finish all this shit and take some more sleeping pills than usual?”. Suggestive artwork completes the atmosphere, and its perfect summary is a certain photo in the booklet: that empty Smirnoff bottle thrown away somewhere in the bushes.

The songs on “The End of Greatness” are based on  almost motionless synth and (especially) guitar drones. However these are not bone crushing riffs, but a single, sometimes extended almost to the limit, chords which remind me a bit of True Colour Of Blood. This is the foundation of the whole material, the sounds and moods rest on them. From time to time you can hear some metalic clatters, but they’re subtle enough that it’s hard to talk about industrial influences. None of these things. It’s pure guitar ambient, very emotional, sometimes even poignant and really mind drilling. It’s a perfect record when your mood is too good.

Yet at the same time “The End of Greatness” is somehow soothing, maybe even soporific. “You’ll sleep when you’re dead”, as they say… Maybe indeed this is the way to go?

Cyclic Law

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s