ALIO DIE & AGLAIA – Vayu Rouah

ALIO DIE & AGLAIA – Vayu Rouah
CD 2011
Hic Sunt Leones [HSL 064]

autor recenzji: stark

Te dzwoneczki i trzaski niczym z zajechanego winyla na początku “Vayu Rouah” mogą nieco mylić, ale całość szybko zostaje skierowana na właściwe tory i konsekwentnie utrzymywana aż do samego końca pierwszego i jedynego utworu. Trwającego sześćdziesiąt siedem minut.

Choć dosyć dobrze kojarzę twórczość zarówno ALIO DIE, jak i AGLAIA, akurat ich poprzedniej kolaboracji, wydanej w 2009 roku przez Infraction “Private History Of The Clouds” poznać przyjemności nie miałem. Podczas gdy płyta pocztą wędrowała do mnie, zastanawiałem się, czego się spodziewać. Stefano Musso owszem, jak uczepi się jakiegoś motywu, to potrafi go potem eksploatować przez kilka kolejnych albumów. Ale jednocześnie nie można mu odmówić tego, że jest bardzo wszechstronnym muzykiem z równym powodzeniem tworzącym ambienty organiczne, syntetyczne, mroczne, pogodne, hipnotyczne, średniowieczne… i tak dalej. AGLAIA z kolei zawsze parała się swoją odmianą ambientu, oczywiście mocno zainfekowaną twórczością ALIO DIE właśnie, ale też choćby Steve’a Roacha czy Roberta Richa. Przy tym ich muzyka zdecydowanie zawiera w sobie pewien mistyczny pierwiastek, dający poczucie obcowania z czymś głęboko spirytualnym. Nie zdarza się to często wśród muzyków ambientowych, wielu by chciało, udaje się tylko tym najlepszym.

Na “Vayu Rouah” czuję, że to właśnie AGLAIA wiodła prym podczas tworzenia tego materiału. Trudno nawet pisać o tej muzyce z czysto technicznego punktu widzenia, bo tak naprawdę, to jest trwające ponad godzinę powolne dźwiękowe tchnienie – zdaję sobie sprawę, jak to brzmi, ale w ten sposób ta muzyka mi się kojarzy: rozciągnięty w czasie, wolny i spokojny wydech po chwilach skrajnego napięcia. Albo jak wieczorny przypływ nagrany na zwolnionych obrotach. Nie ma tu mowy o melodii, o zmianach tempa, nastroju, o czymkolwiek mogącym wprowadzić skazę w dźwiękowym błogostanie. Owszem, przewija się tu sporo motywów, w tym tak lubiana przez Stefano cytra, sporo nagrań terenowych, czy też klimatycznej syntetyki. Ale na to wszystko nałożona jest hipnotyzująca soniczna fala, niezwykle przestrzenna (ostatnio nadużywam tego określenia, ale w tym przypadku ma ono wyjątkową rację bytu) i tak jak wspomniałem wcześniej, mająca tę charakterystyczną dla AGLAIA cechę wniknięcia w coś głębokiego. Obrazowo rzecz ujmując, gdybym kiedyś znalazł się literalnie na krańcu świata, na skraju przepaści, gdzie pod stopami kłębiłyby się chmury a wzrok nie musiałby sięgać, gdzie zwyczajowo nie sięga, bo tam dalej już nic by nie było, to… tak, “Vayu Rouah” dobrze by się sprawdziło jako ilustracja dźwiękowa do takiej sceny. Jeśli znacie AGLAIA, przypomnijcie sobie “Seven Glaciers” z “Three Organic Experiences”, bo to dość podobnie zbudowany track. Przypomnijcie i pomnóżcie razy pięćdziesiąt.

Niezwykłe, potężne i wspaniale brzmiące muzyczne doświadczenie. Zdecydowanie pomocne w próbach oderwania się od szarości życia codziennego. Dla miłośników takiej muzyki pozycja obowiązkowa.

Ha, i udało mi się napisać ten tekst nie używając słowa “dron”! A nie, chyba jednak się nie udało…

Hic Sunt Leones

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s