TRIARII – Exile [PL/ENG]

TRIARII – Exile
CD 2011
Eternal Soul [CD 12]

autor recenzji: stark
translated by: Sylwia Partyka

PL: Tak się dziwnie złożyło, że nazwy jedynych parających się klimatami, ogólnie rzecz biorąc, militarnymi zespołów, których w miarę regularnie słucham lub do których zawsze chętnie powracam, rozpoczynają się na “T”. To Turbund Sturmwerk, Tribe Of Circle, Toroidh i TRIARII. Mam jednak niejasne wrażenie, że niedługo ta już teraz krótka lista skurczy się do ledwie trzech pozycji, bo coraz bardziej irytuje mnie ścieżka, którą podąża ostatni z tych projektów.

TRIARII wymyśliło sobie swój sposób na muzykę i nie byłoby w tym przecież nic złego, gdyby nie fakt, że teraz sposób ów jest eksploatowany, wręcz żyłowany do bólu. Ja wiem, że wiele projektów wyrabia swój styl, który później staje się znakiem firmowym, czymś, co po pierwszych dźwiękach pozwala rozpoznać z kim mamy do czynienia. Ale w większości przypadków nawet zespoły złożone z zakutych pał, zamkniętych na cokolwiek nowego, świeżego, innego potrafią postawić choćby drobny kroczek do przodu, albo przynajmniej w bok. TRIARII na nowym mini zatytułowanym “Exile” brzmi identycznie jak na poprzednich płytach. Cholera, gdybym nie wiedział, że wydali coś nowego i wrzucił krążek w ciemno do odtwarzacza, doszedłbym do wniosku, że znowu słucham “Muse In Arms”. To nie tylko to samo brzmienie, to wręcz te same utwory, kompozycje, te same teksty, różniące się może drobnymi szczegółami! Znowu “I am to, I am tamto, I am sramto”. Stagnacja, marazm… te określenia nawet w połowie nie oddają istoty sprawy. I co z tego, że dobrze, mocno brzmi, że melodie są ładne, że podniosła, patetyczna nieomal atmosfera akurat w przypadku TRIARII nie razi. Pisałem już kiedyś – jak się ludziom spodobało “Roses 4 Rome” nagrane z ORE, to nagrali płytę TriORE, z “Roses 4 Rome” do potęgi dwunastej. Podobnie jest z resztą materiałów TRIARII – to, co tworzone jest teraz to kalka pierwszych płyt, kserokopia. Wałkowanie wciąż i wciąż tych samych patentów. I nie ratuje tego nawet fakt, że dwa utwory nieco odbiegają od reszty – nieco transowy, z wybijającą się partią jakiegoś średniowiecznego fletu “Iron Fields” (choć ten instrument, o ile mnie pamięć nie myli, pojawił się już w podobnej formie na “Muse In Arms”), oraz zamykający “Exile” “Solemn Vigil”, tym razem nie prący triumfalnie do przodu, lecz bardzo żałobny, tragiczny nieomal w klimacie utwór. Moim zdaniem doskonały, ale nie zmienia to ogólnej, bardzo niskiej oceny płyty.

Muzyk powinien pamiętać, że nawet w przypadku najsmaczniejszego dania, może w pewnym momencie nastąpić przesyt, a wtedy sensacje żołądkowe gwarantowane. Ja czuję, że już mi coś burczy w środku. Całe szczęście, że to tylko EP-ka…

ENG: Strange, but that the only military bands I still quite regular listen to, or the ones I still willingly return to are the bands which names begin with the letter “T”. They are: Turbund Sturmwerk, Tribe Of Circle, Toroidh and TRIARII. However I have that unspoken impression that this already short list will soon shrink to hardly three positions, because more and more I become irritated by the path taken by the last one of them.

TRIARII invented their own way “how to make a music” and this wouldn’t be anything bad at all, if not the fact that they exploit and overuse this way of making music that it almost physically hurts. I know that many projects create their style which later becomes their trade mark, something, what you recognize immediately after you hear first sounds. But in most cases even conservative bands formed of blockheads, which do not let anything new and fresh to their music, still sometimes are able to take at least small step forward. TRIARII on the new mini CD “Exile” sounds identically as on previous CDs. Damn, if i would just start to listen to this CD without any knowledge that they release something new, I would think that I’m listening to “Muse In Arms” again. It’s not that only the sound is the same, the whole tracks, compositions, even the lyrics are the same- it all differs in some tiny details! Again this : “I am this, I am that, I am wet” thing… Stagnation and torpor… these two words are not able to describe even a half of the picture. And even the fact that it still sounds powerful, that melodies are nice and that this kind of bombastic atmosphere always fits TRIARII very well doesn’t help. I wrote once already that when once people liked “Roses 4 Rome” recorded with Tomas from ORE, they recorded later TriORE CD with 12 variations on “Roses 4 Rome”, on and on to the boredom. This same situation with the rest of TRIARII stuff – what is created now is just a reproduction of first records, a copy. Working on the same patents over and over again.
Two compositions are trying to save this album but they failed. They are somehow different than the rest – “Iron Fields”, a bit trance, with strong part of some medieval flute (although this instrument, as far as I remember appeared already in the similar form on “Muse In Arms”), and closing track, “Solemn Vigil”, this time not that triumphant, marching forward, but rather mournful, with almost tragic atmosphere. This track is perfect in my opinion, but it doesn’t change my general rating which is very low.

Every musician have to remember that even the most tasty dish, can cause overeating, and then stomach problems are guaranteed. I already hear some sounds down there in my bowels. Luckily it is only EP..

Eternal Soul

Advertisements

5 responses to “TRIARII – Exile [PL/ENG]

  1. Biorąc po uwagę fakt, że ostatnio rynek muzyczny pożera stagnacja, a muzycy w większości przypadków nastawili się na nie tworzenie sztuki a wykreowanie pewnej marki, pod którą można upchać każdy chłam. Nie mowa tylko tu o gatunku ambient, czy militarii a o muzyce, jako całości. Tym samym nie dziwię się, że Triarii po raz enty serwuje to samo danie, które da się jednak posłuchać, choć jak Szanowny Pan napisał rewelacji nie ma. I nie podejrzewam by na kolejnych płytach sytuacja zmieniła się. Na zakończenie polecę twórczość Anna-Varney Cantodeai i ostatnia “jej” płytkę. Sopor Aeternus & The Ensemble of Shadows – Children Of The Corn.

  2. zgadzam się z recenzją, płyta odtwórcza, po jednym przesłuchaniu poszła w kąt

  3. Bardzo podobne odczucia mam słuchając nowej IANVY. Też niby wszystko gra, ale też wszystko już było, coś jakby zupełne wypełnienie formy, które przerodziło się w wyczerpanie. OK, niech i tak będzie, niektórzy lubią, ale to przecież nie street punk, żeby sobie zakładać klapki na oczy…………

      • Wrzuciłem reckę IANVy na postindustry. MOIM zdaniem prawie nie różni się od wcześniejszych albumów. Co prawda kolega zwrócił mi uwagę, że można / powinno się traktować te materiały jak trylogię… no ale i tak nie przekonało mnie to do końca.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s