Wróżki, duchy i czerwone wino – wywiad z ALBIREON

autor: stark
tłumaczenie: Sylwia Partyka

Zapraszamy do lektury wywiadu z Davide Borghim, liderem włoskiego Albireon. Rozmawiamy między innymi o baśniach, wspomnieniach, winie i piłce nożnej. Miłej lektury!

Przede wszystkim, powiedz mi Davide, co oznacza ‘Albireon’?

Albireon to gwiazda alfa konstelacji Łabędzia. Jest ona dwukolorową żółto – lazurową gwiazdą. To może brzmi dziwnie, ale gwiazda ta była dla mnie iskrą nadziei, która pojawiła się nagle podczas smutnej letniej nocy 1998 roku; nadzieją na to, że mogę kontynuować granie własnej muzyki po zakończeniu współpracy z moim ukochanym doom/progresywnym zespołem The Path.

Gdzie leży źródło Twojego zainteresowania muzyką folkową/neofolkową?

Od dziecka dorastałem wzruszając się tradycyjnymi, chwytającymi za serce melodiami pochodzącymi z Apeninów we Włoszech. Moja rodzina ma swoje korzenie w małej górskiej wiosce, którą opuściłem gdy byłem nastolatkiem. Te piosenki traktują przeważnie o bardzo smutnych tragediach rodzinnych albo są to ballady morderców, niektóre z nich opierają się też na magii natury, ale ich punkt odniesienia jest zwykle pesymistyczny bądź smutny. Po prostu zawsze miałem te melodie w sobie. Neofolk przyszedł dużo później, kiedy odkryłem Ataraxię i Death In June około 1997 oraz Sol Invictus , Fire+Ice czy Current 93 dopiero około 2000 r. Oczywiście poczułem potrzebę połączenia obu inspiracji, jednak mając na celu komponowanie czegoś bardzo osobistego płynącego prosto z głębi serca.

Co powiesz na temat twoich muzycznych fascynacji z przeszłości ? Czy kiedykolwiek chciałeś zostać gwiazdą rocka – wiesz pieniądze, kobiety etc..?

Tak, zawsze chciałem być sławną gwiazdą rocka. Zawsze śniłem aby zaśpiewać przed wielkim uwielbiającym mnie tłumem żądnym by słuchać mojej muzyki. Nie mogę temu zaprzeczyć, być może jest to marzenie każdego z nas. Ale tworzę tak naprawdę nie dla sławy, pieniędzy i kobiet (nawet jeśli to mogłyby być interesującym efektem ubocznym tworzenia muzyki!), ale dla możliwości wyrażania moich najgłębszych uczuć. Tak, zacząłem komponowanie melodii na marnym ksylofonie z kilkoma brakującymi płytkami, śniąc o tym, by zaaranżować te melodie dla zespołu metalowego bądź dużej orkiestry, wszystko byle nakazać mojemu sercu grać dla tych, którzy chcieliby się tym zainteresować. Miałem 8 albo 9 lat, słuchałem Madonny czy Pet Shop Boys, i zastanawiałem się jak dostać się na wyższy poziom będąc obdarzonym jedynie moimi skromnymi zdolnościami. Pamiętam jak w wieku 10 lat napisałem w zeszycie do ćwiczeń zdanie, że chciałbym tworzyć muzykę na klawisze, gitary i dziwne hałasy. To brzmi jak portret muzyki Albireon, nieprawdaż? Teraz kiedy mam 38 lat, ten sen wciąż żyje i ma się lepiej: nawet jeśli jestem bardzo daleki od bycia gwiazdą rocka, powiedziałbym, że mój sen aby wyrazić moją duszę poprzez moje nagrania, zdecydowanie się spełnił.

Chciałbym Cię zapytać o początki Albireon – jak stworzyłeś zespół? Czy było to spontaniczne zebranie przyjaciół, którzy chcieli pograć jakąś muzykę razem, czy był to raczej wieloletni proces poszukiwania odpowiednich ludzi, właściwych muzyków?

Albireon powstał z popiołów The Path, mojego doom/progresywnego zespołu metalowego. Kiedy zakończyliśmy działalność, poczułem nieodpartą potrzebę nadania kształtów czemuś nowemu poprzez bardziej intymne, akustyczne pejzaże dźwiękowe. Zacząłem komponować piosenki tylko i wyłącznie używając akustycznej gitary i mojego głosu; wtedy, pod koniec 1998 roku, dołączył Carlo wspierając mnie swoimi klawiszami. To było po prostu natchnienie i silna wola wyrażenia swej jaźni.

Czy aktualny skład jest taki sam jak 12 lat temu kiedy wydałeś pierwszy album?

Skład jest zasadniczo bardzo otwarty. Zacząłem Albireon latem 1998, Carlo dołączył kilka miesięcy później, potem spotkaliśmy Stefano w 2002 roku, pracowaliśmy też w kolaboracji z perkusistą Lorenzo Borghim. Pierwsze dwa dema i cd-r “Disincanto” zostały zarejestrowane jedynie przeze mnie i Carlo, a cały oficjalny materiał Albireon zaczyna się od “Le stanze del sole nero” (Cynfeirdd 2004) z udziałem Carlo, Stefano i Lorenzo oraz kilku bardzo ważnych gości. Ostatnio zacząłem grać sporadycznie koncerty po 3 latach przerwy, ale line-up składa się jedynie ze mnie i saksofonisty Gianguido Corniani.

Zawsze byłem ciekaw – czy w Albireon jest miejsce na demokratyczne podejmowanie kluczowych decyzji odnośnie muzyki czy należą one tylko i wyłącznie do Ciebie?

Mówiąc całkiem szczerze, po tym jak rozpadł się The Path , chciałem zachować ścisłą kontrolę nad Albireon. Czułem, że koniec The Path nastąpił także ze względu moją bezsilność. To było bardzo ciężkie emocjonalnie – pogrzebać projekt, który konsekwentnie budowaliśmy przez siedem lat, więc powiedziałem sobie, że nigdy więcej do tego nie dopuszczę. Albireon jest moim muzycznym i duchowym projektem, więc oczywiście to do mnie należy ostatnie zdanie odnośnie wszelakich przedsięwzięć zespołu. Także to ja osobiście utrzymuję kontakty z wytwórniami, magazynami i artystami, więc jest to coś w co jestem głęboko zaangażowany od samego początku. Ale to nie znaczy ,że jestem dyktatorem… Wszelkie przejawy kreatywności i nowych pomysłów od pozostałych członków zespołu są mile widziane. I mogę otwarcie powiedzieć, że miałem dużo szczęścia znajdując tak oddanych ludzi i mogąc współtworzyć z nimi ten projekt. Najlepszą rzeczą jest wrażliwość jaką Carlo i Stefano wnoszą do moich pierwotnych pomysłów, ażeby dopełnić ich całokształtu, oraz to, że rozumieją i akceptują fakt, iż Albireon może być przez wielu ludzi widzianym po prostu jako projekt Davide Borghi’ego. Jest to zdecydowanie ograniczone podejście, zważywszy na wkład Stefano w “I passi di liù”. Jest też bezspornie bardzo istotne jak zadziwiającą pracę włożył Carlo w “Mr.Nightbird hates blueberries” – to jest totalnie niesamowite. Mógłbym rzec, że demokracja jest w kwestiach artystycznych bardzo mile widziana, ale wszystkie główne decyzje należą do mnie, pomimo iż zawsze liczę się z opiniami pozostałych członków zespołu.

Ten specyficzny rodzaj smutku jest zawsze znakiem rozpoznawalnym Albireon. Smutek który jest nie tylko muzyczną kreacją, ale też czymś co ma źródło w rzeczywistości, prawdziwym życiu, nieprawdaż? Czy zgadzasz się z tą tezą?

Mógłbym się zgodzić bądź nie, w zależności od chwili. Mam na myśli to, że jeśli znałbyś mnie na co dzień, najprawdopodobniej zastanawiałbyś się jak tak taki wesoły człowiek jak ja pisze tak smutną i wpływającą na podświadomość muzykę w Albireon. Nie definiowałbym siebie jako smutnego człowieka, może trochę melancholijnego ale kto nie tęskni za utraconymi dniami, ukochanymi, którzy odeszli czy za odległym śmiechem z dzieciństwa? To są elementy, w których Albireon ma swoje korzenie. W mojej melancholii, w mej potrzebie zachowania cennych wspomnień, w moich (niemalże) zapomnianych już wizjach dziecięcych lęków i koszmarów. I również w mojej nadziei na jutro, tendencji do dostrzegania dobrych rzeczy w ludziach. Nie lubię pogrążać się w bólu i cierpieniu, ale smutna depresyjna muzyka pozwala mi iść dalej, pozwala oddychać, to najlepszy sposób na wyzwolenie szału i złości. Paradise Lost pomogło mi wykrzyczeć pewien smutek, kiedy miałem taką potrzebę i będę im za to zawsze wdzięczny. Nie jestem zdołowaną osobą, ale smutek i refleksyjna muzyka są tym co samoistnie wydobywa się z mojego serca, moich palców.

Czy zgadzasz się ze zdaniem, że tylko ludzki ból i cierpienie mogą być źródłem natchnienia w sztuce?

Zgadzam się z tym, że cierpienie może być źródłem zdumiewającej i prawdziwie emocjonalnej sztuki, ale nie twierdziłbym, że ból jest koniecznym warunkiem kreacji. Moim skromnym zdaniem, sztuka musi być całkowicie szczera, aby mogła mnie poruszyć, niezależnie od jej źródła. Ale aby cię nie zawieść „odpowiedzią porządnego gościa”, muszę jasno zauważyć o ile więcej uroku od pozytywnych emocji i radości ma w sobie „ciemna strona”. Wolę jednak unikać wystawiania kłów i noszenia czarnych płaszczy w imię bycia prawdziwym wampirem, czy też pozowania na zdołowanego dandysa. To definitywnie nie jest dla mnie.

Ale oprócz tamtego smutku, zawsze swego rodzaju ‘bajkowa’ aura otaczała muzykę Albireon – Interesują Cię również tego typu historie i klimaty, nieprawdaż?

Tak, jasne. Dorastałem w bardzo bliskiej relacji z górami i lasami, i naprawdę “czułem” magię natury. Zwykłem wędrować dniami po lasach Apeninów, i to było całkowicie spontaniczne “czuć” jakąś energię, która wciąż zamieszkuje w moim wnętrzu . Wierzę we wróżki tak samo jak wierzę w duchy… Są siły wokół nas, których nie znamy albo zupełnie nie rozumiemy . Generalnie zawsze lubiłem myśleć o sobie jako baśniowym stworzeniu ,wciąż zamieszkującym zaczarowany las . Ale jednocześnie jestem zdecydowanie “przyziemnym” człowiekiem, mającym to szczęście żyć w chaotycznym schyłku 2011 roku. Cytując pana Iana Reada z Fire+Ice, prawdziwego artystę i dżentelmena , który zaszczycił swoim głosem Albireon na “Awakening Dance” w 2006 roku: “ jestem tradycjonalistą, który jest szczęśliwy z powodu istnienia nowoczesnej stomatologii”.

‘I Passi Di Liu’ jest jednym z najmroczniejszych i najbardziej tragicznych albumów , jakie kiedykolwiek dane mi było słyszeć. Ciężko tu nawet mówić o muzyce jako “rozrywce”. To bardzo bolesne, ale też oczyszczające doświadczenie dla mnie jako słuchacza i, o ile wiem, także dla Ciebie jako muzyka . Czy zgodziłbyś się z tym? Czy chciałbyś powiedzieć kilka słów na temat konceptu tamtego albumu?

Mogę tylko powiedzieć , że wciąż jest dla mnie bardzo ciężkie słuchanie tego albumu i mówienie o nim. To było osobiste pożegnanie mojej ukochanej babci zmarłej w 2004 roku. Napisałem dla niej piosenkę “Incantesimo” zawartej na “Il volo insonne” CD (2005), ale potrzebowałem mocniej zgłębić te wszystkie mieszane uczucia związane z jej ostatnimi dniami, ostatnimi uśmiechami, gestami. Śmierć potrafi być szalenie zadziwiającą mieszanką bólu i słodyczy. Musiałem nagrać ten album aby stał się on moją terapią, poprzez którą mogłem poradzić sobie ze wszystkimi tymi wspomnieniami, zaakceptować stratę, moment jej odejścia , to jak czułem , że ona odpływa od nas w dal… także by wciąż czuć ją blisko siebie. To nie tajemnica, że “I passi di Liù”” nie został tak naprawdę skomponowany, ale narodził się podczas improwizowanych sesji bez uprzedniego zarysu melodii czy tekstu. Został on nagrany w wyniku swego rodzaju przekazu podprogowego ze mną jako medium/szamanem oraz Stefano uważnie wychwytującym i nadającym kształt jego produkcji. Album jest podróżą poprzez ból i tajemnicę choroby w “Liù dorme”, poprzez momenty zapomnienia, kiedy pogodne wspomnienia wschodzą na nowo, odbierające oddech szczyty bólu, aż po finalne wyzwolenie duszy w “Gennaio”. Te same emocje odzwierciedlone są w filmie, który stworzyliśmy na potrzebę specjalnej edycji CD+DVD dla wytwórni Palace of Worms.

‘Mr Nightbird Hates Blueberries’ to też raczej smutny album, ale w sposób który opisałbym jako ‘pogodny’ smutek. To muzyka dla outsiderów, ludzi , którzy stracili wszystko, ale mogą jeszcze czasem odnaleźć parę chwil uśmiechu i szczęścia szczególnie pośród innych podobnych sobie. Czy zakładałeś wykreowanie takiej właśnie atmosfery na płycie?

“Mr.Nightbird” to zupełnie inna historia. Po pierwsze, powinienem powiedzieć, że po “I passi di Liù” poczuliśmy potrzebę stworzenia czegoś „lżejszego”, bardziej groteskowego. Zawsze lubiłem łączyć ze sobą różniące się od siebie elementy, choć oczywiście nic nie było wcześniej planowane. Po prostu zacząłem pisać dziwne piosenki o upadłych postaciach i poczułem , że budują one historię z powtarzającymi się anegdotami. Idąc tą ścieżką w końcu zrozumiałem , że postaci te (Mr. Nightbird, The Nightingale, The Drunk Oak, The Rose … itp.) nie były całkowicie fikcyjne… Wtedy zaczęliśmy popijać czerwone wino i jeść ciasto jagodowe, i nagle wszystko wokół nas stało się zwariowane i trudne do ogarnięcia – byłoby teraz niemożliwym oddzielenie fikcji od rzeczywistości. Powiedzmy, że “Mr.Nightbird hates blueberries” był kupą śmiechu pijanych przyjaciół. Ale to ten rodzaj śmiechu, który ukrywa i leczy wiele głębokich ran, pomaga odnaleźć spokój w nowym stanie świadomości. Och tak, pisanie „Mr. Nightbird” było jak spoglądnie wstecz na czternastoletnią bliznę, na którą nigdy nie patrzyłeś i zdanie sobie sprawy, że w końcu przestała krwawić, prawdopodobnie już lata temu, ale by być dość odważnym i faktycznie na nią spojrzeć – to zmienia wszystko. A teraz daj mi proszę z powrotem moją butelkę czerwonego wina.

Okej, ale dlaczego nie śpiewasz na “Mr Nightbird? To bardzo odważny krok, bo Twój wokal był dla mnie był zawsze najbardziej charakterystycznym elementem muzyki Albireon.

To był rodzaj wyzwania , które spodobało mi się, i które moim zdaniem uczyniło godnym moje życie jako artysty. Od razu poczułem, że te piosenki nie były przeznaczone do tego bym to ja je śpiewał, zawsze też żywiłem nadzieję, że uda mi się nagrać album zaśpiewany w całości przez starannie wyselekcjonowanych bardzo wyjątkowych gości. Tak więc pomyślałem , że nadszedł czas aby to zrobić . Wtedy podzieliliśmy tort jagodowy między starych i nowych przyjaciół, a wszystko to dało się połączyć w bardzo zabawny i efektywny sposób przy udziale gości z całego świata. Internet dużo obecnie pomaga! Myślę, że wszyscy zaangażowani goście podarowali nam cudowny i bezcenny wkład, z prawdziwym emocjami płynącymi wprost z serca .

Jak wyglądało zapraszanie gości do udziału w albumie? Umieściłeś ogłoszenie w gazetach: “Poszukiwani neofolkowi wokaliści do nowego albumu Albireon! Przyjdź i dołącz do mnie w krucjacie “Mr Nightbird”?:)

Hehe, niezupełnie, to było coś bardziej usystematyzowanego. Zawsze chciałem współpracować z artystami, których podziwiam i z którymi miałem szczęście nawiązać przyjaźń i zasłużyć na artystyczny szacunek u kilku z nich. Kiedy poprosiłem Davida E. Williamsa aby zaśpiewał “Summer of lost souls” i dostałem z powrotem jego nagranie byłem wprost zdumiony… Kocham DEW za jego poczucie humoru i inspirującą muzykę, ale jego dekadencki i potężny głos i duch był naprawdę czymś, co przerosło moje oczekiwania. Ta sama historia z Lloydem Jamesem z Naevus. Spotkaliśmy się w 2008 roku, kiedy graliśmy jako support przed Naevus i Rome na festiwalu First Folk Alert” i wtedy zaczęła się nasza dobra znajomość. Lloyd nagrał “A lone house under the blooming moon” i “The spiders’ corner” w tak majestatycznej interpretacji, że dziś naprawdę mocno odczuwałbym jej brak. Jesteśmy też bardzo dobrymi przyjaciółmi z Sonne Hagal odkąd zagraliśmy razem w Modenie w 2005 roku. Z nimi kolaborowaliśmy już na “Indaco” EP i splicie “Ahren” 10”, więc było koniecznością mieć ich na “Mr Nightbird…”. Głos Olivera jest tak głęboki i emocjonalny jak być powinien. Było też cudnie mieć Barda z Future Whirl na płycie. Także ze względu na to, że znaliśmy się, kiedy miał swoje pięć minut sławy będąc jeszcze członkiem Oberon w latach dziewięćdziesiątych. Potem straciliśmy kontakt. Odnowiliśmy go po 10 latach, w samą porę by uchwycić ten cudowny i pełen emocji głos w dwóch piosenkach, które zostały przez niego ponownie zarejestrowane i przearanżowane względem szkiców, które mu wysłałem.
On teraz wraca z Oberonem – oczekuję że nowy album będzie świetny. Thomas z Die Weisse Rose też miał spory wkład jako gość w “The horsetails” Jeśli zastanawiasz się jak ten album brzmiałby z moim głosem, powiedziałbym że o wiele biedniej i mniej czarująco. Na szczęście dla Albireon wiem gdzie leżą moje ograniczenia!

Twoje ostatnie dzieło to “Prosa Profana” nagrane z First Human Ferro – mógłbyś powiedzieć parę słów o tym wydawnictwie, które uważam za zupełnie nietypowe? Industrialno/ambientowy projekt z Ukrainy łączy siły z popowo/neofolkowym zespołem z Włoch – bardzo specyficzna kombinacja.

Dość niezwykła, ale naprawdę kocham tę płytę. Wszystko zaczęło się ze względu na moją przyjaźń z Olegh’em Kolyada. Stworzyliśmy pierwszą kolaborację z Oda Relicta’s na “Czarstvo Dukha” ze mną na gitarze akustycznej. Później Olegh wysłał mi cały nowy album plus szkice tekstu i poprosił, żebym nad tym popracował. Muzyka była tak głęboka, intrygująca i inspirująca, że zacząłem tworzyć włoskie teksty opierając się na angielskich szkicach Olegha i spróbowałem zaśpiewać do tych przepełnionych dysharmonią, ciężkich dźwiękowych kolaży, które Olegh mi wysłał. “Prosa Profana” zostało nagrane w tych samych miesiącach i w tym samym studiu , którego użyliśmy do “I passi di Liù” – oba nagrania zostały zarejestrowane przez Stefano Romagnoliego, więc odbieram oba nagrania jako bliźniacze pod względem nastroju. Efekt końcowy może dla kogoś brzmieć dziwnie i naiwnie , ale ja po prostu kocham te melodie i ogólny nastrój albumu.

Jak poznałeś Olegha Kolyadę? Które z jego muzycznych dokonań robią na największe wrażenie? Osobiście muszę przyznać, że jestem zachwycony jednym z jego ostatnich albumów, “Homo Shargey”.

Napisałem do niego e-mail po przesłuchaniu arcydzieła “Guernica Macrocosmica” – ten album po prostu doprowadził mnie do łez, chciałem zrozumieć , kim jest geniusz za nim się kryjący . Odkryłem , że Olegh to uprzejmy i nieśmiały facet o wielkim sercu. Natychmiast zaczęliśmy dyskutować o współpracy. Obok “Guernica….” cenię bardzo “Adamnation”, “Corona Astralis” i oczywiście płyty Oda Relicta. Tak czy inaczej, wciąż mam do przesłuchania wiele jego nowych albumów.

Czy spotkaliście się w studio podczas nagrywania ‘Prosa Profana’ czy współpraca przebiegała tylko przez email/internet?

Niestety nigdy się nie spotkaliśmy, tylko wymiana CD albo internet. Ale działało to bardzo dobrze! Jest opcja aby “Prosa Profana” przenieść latem na scenę… Wtedy oczywiście powinniśmy się spotkać!

Chciałbym zapytać cie o artystę odpowiedzialnym za tę unikalną szatę graficzną Twoich albumów. Kim jest Massimo Romagnoli?

Massimo to bardzo utalentowany malarz i jednocześnie brat Stefano. Jego wrażliwość jest zbliżona do mojej, przez co nie potrzebuje on żadnych wyjaśnień na temat tego, jak powinna wyglądać szata graficzna. On po prostu samoistnie chwyta ducha utworów w swoich własnych dekadenckich wizjach . Nasza muzyka nie byłaby kompletna bez jego obrazów, jest to powodem dla którego Massimo traktuję jako pełnoprawnego członka zespołu . Kiedy przygotował okładkę do “Le stanze del sole nero” w 2004 roku wiedziałem , że to jedyny możliwy wybór dla Albireon. Lubię też mieć tę wizualną ciągłość w naszej dyskografii.

W twojej opinii jest miejsce na politykę bądź religię w muzyce? Pytam ponieważ w przeciwieństwie do wielu innych zespołów neofolkowych, Ty unikasz takich tematów w twoich piosenkach.

Polityka i religia są dla każdego ważnymi kwestiami w życiu, tak więc nie widzę powodu dla którego tematy te miałyby być trzymane z dala od sztuki. Mógłbym kochać obrazy Krucyfiksów nie będąc przy tym człowiekiem wierzącym albo docenić moc zabarwionej politycznie piosenki, nawet jeśli jest ona przeciwna moim poglądom. Ale jest zdecydowanie trudno mówić na takie tematy nie brzmiąc płytko, nudno czy po prostu nie głosząc swoich własnych poglądów, co dla mnie jest nonsensem. Ale nie będę migał się od tematu: Jasno i wyraźnie oświadczam, że jestem zupełnie przeciwny całej tej nazi/faszystowskiej propagandzie albo odnoszeniu się do II WŚ wykorzystywanej przez wielu neofolkowo-industrialnych artystów. Wiele projektów opiera się na tej dwuznaczności, stosowaniu run, swastyk czy sloganów. Albireon nie wspiera i nigdy nie będzie wspierać jakiejkolwiek politycznej ideologii, nawet jeśli członkowie Albireon mają swoje własne poglądy. Albireon musi pozostać neutralnym bytem. Wyraźnie też podkreślam, że nie popieramy żadnego historycznego rewizjonizmu w odniesieniu do totalitarnych dyktatur, nawet pod kątem estetyki, jak kiedyś o nas usłyszałem. Chcę też powiedzieć, że potrafimy przyjąć lepszy styl życia niż Yukio Mishima czy Leni Riefensthal , którzy wydają się być nieomal boską inspiracją dla neofolkowców. Wybaczcie, ale Albireon w dużo większej mierze będzie czerpał inspiracje od Gandhiego czy Kaczora Donalda, jeśli musielibyśmy wskazać na nasze muzy.

Jakie są twoje muzyczne plany na 2012?

A więc będzie to pracowity rok : właśnie wyszedł “Prosa Profana”, także mój nowy projekt, Ekra, ujrzał światło dzienne w Disques de Lapin z cudownym obrazem na okładce namalowanym przez Fabrice Billarda. Ekra jest dziwnym, nieco dziecinnym i sennym nagraniem, które zmiksowałem używając przypadkowych, płytkich dźwięków. Powstał debiutancki CD zatytułowany “Pills for an ill silly heart”, który jest najlepiej brzmiącym tytułem w odniesieniu do mnie. To oczywiście coś prostszego w konstrukcji niż Albireon, ale czasami twoja podświadomość przemawia do ciebie w chaotycznej i niejasno określonej formie. Wtedy powinieneś po prostu przyjąć ją taką jaka jest. Mówiąc szczerze , jestem bardzo podekscytowany Ekrą i jestem bardzo ciekawy odzewu czy się ludziom spodoba. Robię też końcowe poprawki do nowego, opóźnionego albumu Albireon zatytułowanego “Le fiabe dei ragni funamboli” (Opowiadania o Pająkach Akrobatach). Rozmawiam też z kilkoma labelami w tej chwili i spodziewam się wydać to w 2012 roku. To będzie album zorientowany na wzruszające ballady i w całości zaśpiewany po włosku…Tym razem przeze mnie.

I ostatnie pytanie – kto wygra Serie A w tym sezonie?

Czy jestem wystarczającym fachowcem by przewidzieć zwycięzcę!? W bieżącym roku jest kilka zespołów na tym samym poziomie. Liczę na outsidera jak Udinese, Napoli czy Lazio, ale tak czy inaczej finałowa rozgrywka odbędzie się pomiędzy Juventusem, Milanem i Interem, jak zawsze. Jeśli miałbym wskazać jednego z nich, to wybiorę Juventus, ale proszę nie stawiaj zakładów według mojego typu. Dziękuję!

Strona oficjalna zespołu

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s