Best of 2011: Aki Cederberg (MAA) [PL/ENG]

PL: Aki Cederberg nie po raz pierwszy gości na naszych łamach, wcześniej mieliśmy już okazję przeprowadzić wywiad z projektem MAA, który można znaleźć tutaj. Tym razem Aki przedstawia nam najjaśniejsze kulturalne punkty zeszłego roku, nie ograniczając się wyłącznie do muzyki. Bardzo ciekawa lektura, zapraszam.

ENG: This is not the first time when Aki Cederberg is our guest here at Santa Sangre. Couple of months ago we had an opportunity do do an interview with his project MAA, which can be found here.  This time Aki in very comprehensive way presents his cultural highlights of 2011. English version is – as usual – under Polish one.

Blood Axis: “Ultimacy” (Storm)

Wraz z naszym zespołem, MAA, graliśmy w sierpniu pierwszy koncert w Helsinkach supportując właśnie Blood Axis. Dla mnie, jako długoletniego fana zespołu było zaszczytem gościć ich w moim rodzinnym mieście i grać przed nimi. “Ultimacy” to album, który zawiera głównie zremasterowane utwory wcześniej zamieszczone na dziś już dawno wyprzedanych kompilacjach. W czasach, kiedy kształtowały się moje gusta, muzyka Blood Axis była wielką inspiracją, podobnie jak bezkompromisowe podejście prezentowane przez Michaela Moynihana we wszystkich jego aktywnościach. Kupowałem te wszystkie dziwaczne kompilacje głównie właśnie dla kawałków, które później zebrano i zremasterowano na tej składance. Jeszcze w 1998 roku, w Sztokholmie widziałem Blood Axis na żywo i z tego koncertu szczególnie pamiętam poruszające wykonanie “March of Brian Boru” – wydaje mi się, że ta wersja na “Ultimacy” oddaje surowego ducha tamtego występu. A podczas wspomnianego show w Helsinkach, w sierpniu, zadedykowali mnie i naszemu wspólnemu przyjacielowi Carlowi Abrahamssonowi utwór “Bearer of 10,000 Eyes / Lord of Ages” pochodzący z kompilacji “Mysteria Mithrae”. Także ten utwór, w ulepszonej wersji można znaleźć na “Ultimacy”. Począwszy od kapitalnego covera “The Ride” wszystkie kawałki na “Ultimacy” mają kuszącą, mistyczną siłę, poczucie niemalże świętości, które czyni Blood Axis tak unikalnym zespołem, zarówno na płytach, jak i na żywo.

Pyhä Kuolema: “Saavun vaikken kulkisi” ( Anima Arctica – www.animaarctica.fi )

“Saavun vaikken kulkisi” to solowa płyta M.I. Pöyhönena, również członka MAA. Mająca korzenie w poprzednim projekcie, Tuhat Kuolemaa Sekunnissa, Pyhä Kuolema (“Święta Śmierć”) to typowy projekt “człowiek + gitara”, gdzie folkowy trubadur śpiewa duchowe piosenki w erze pozbawionej ducha. Choć zastosowane na płycie podejście jest bardzo pierwotne i surowe, zawierające ledwie gitarę akustyczną i wokal, można powiedzieć o niej wszystko, ale nie to, że jest uboga. Brzmienie płyty, ciepłe i kojące dźwiękowe pejzaże plus wiodący wokal Pöyhönena tworzą atmosferę niezwykłej intymności, która według mnie jest wiodącą cechą muzyki Pyhä Kuolema. Mając szczęście widzieć projekt grający na żywo przy kilku okazjach, zarówno intensywnych, jak i intymnych, mogę zaświadczyć, że i na płycie tę intymność udało się uchwycić. Piosenki są bardzo osobiste, ponure, nawet nieco sakralne w tonie, ale można w nich znaleźć odrobinę subtelnego, typowo fińskiego humoru. Stare porzekadło, że “mniej znaczy więcej” tutaj się sprawdza pokazując, że przy mocnych umiejętnościach kompozytorskich naprawdę nie potrzeba wiele więcej. Efektem jest tu płyta wyjątkowa, emocjonalnie sugestywna i absolutnie poetycka.

Sabbath Assembly: “Restored to One” (AJNA / Feral House)

Sabbath Assembly grał na żywo w Helsinkach wiosną 2011 roku. Wcześniej nie wiedziałem nic o ich muzyce, poza tym, że są w jakiś sposób powiązani z Kościołem Procesu Sądu Ostatecznego, który w latach sześćdziesiątych był jakby ciemnym odbiciem ruchu dzieci-kwiatów. Apokaliptyczna teologia tego ruchu była syntezą założeń chrześcijańskich, satanistycznych plus elementy gnostycyzmu, scjentologii, psychoterapii i jeszcze kilka innych. Całości przewodziło charyzmatyczne małżeństwo, Mary Ann i Robert DeGrimston. Podczas naszej rozmowy, perkusista Sabbath Assembly powiedział mi, że wydawcy z Feral House odkryli oryginalne zapisy nutowe pieśni Kościoła, a grupa została założona po to, aby przełożyć te zapisy na muzykę, co miało współgrać z jednoczesnym wydaniem książki “LOVE SEX FEAR DEATH: The Inside Story of The Process Church of the Final Judgment” edytowanej i w części także napisanej przez byłego członka kultu Timothy’ego Wyllie. Uważam, że książka jest o wiele bardziej wciągająca niż oryginalne święte księgi Kościoła, pełna relacji z pierwszej ręki, faktycznych doświadczeń byłych członków kultu, rozważająca dobre i złe strony ich apokaliptycznego sposobu myślenia, teorie i praktykę, dynamikę grupy i codzienne życie wewnątrz sekty. Kiedy zaczęli powolnym crescendem “And the Phoenix is Reborn” poczułem dreszcze na plecach. Grupa składa się z gitarzysty – wirtuoza, basisty, perkusisty i wokalistki Jex Thoth, której transowy przekaz był jednocześnie delikatny, jak i bardzo mocny. Łącząc psychodeliczny rock z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych z religijnymi, apokaliptycznymi hymnami do Jehowy, Lucyfera, Szatana i Chrystusa osiągnęli efekt bardzo dziwny, imponujący i potężny  a jednocześnie subtelny i paradoksalnie bardzo bezpośredni i szczery – zupełnie jak muzyka z innego czasu. W pewnym momencie koncertu zaczęli śpiewać hymn a cappella, nawet bez użycia mikrofonów. W moim odczuciu Sabbath Assembly przenosi tak na płycie “Restored to One”, jak i – zwłaszcza – na żywo swego rodzaju poczucie “ostateczności” muzyki, czyli coś, co zawsze mnie bardzo intrygowało i inspirowało, ale jednocześnie jest bardzo ciężkie do opisania bardziej szczegółowo, choć prawie wszyscy moi ulubieni artyści mogą poszczycić się tą właśnie cechą.

Jane Birkin sings Serge Gainsbourg: live in Helsinki

Dla mnie dobra muzyka przypomina religijne doświadczenie, dlatego właściwie bez przerwy poszukuję nowych, interesujących rzeczy w różnych gatunkach. Tyle, że może szukam w nieodpowiednich miejscach, a może to ja pomału staję się zgredem, ale rzadko odnajduję coś ciekawego – poza ciekawostkami – w aktualnych trendach, czy to w głównym nurcie, czy w niszach. Dlatego przywykłem już do powrotów w przeszłość, która jest pełna ukrytych skarbów. Cieszy mnie odkurzanie klasyków, odnajdywanie zapomnianych klejnotów zapomnianych artystów, z czasów, kiedy muzyka nie była tak podporządkowana handlowym interesom, kiedy gusta i standardy nie były tak prymitywne i cyniczne. A poza tym są oczywiście moi ponadczasowi faworyci – jednym z nich jest Serge Gainsbourg. Gainsbourg to genialny kompozytor i aranżer, jego teksty to prawdziwa poezja, czego dowodem są takie płyty jak “Histoire de Melody Nelson” and “L’Homme à Tête de Chou”. Kilka lat temu odwiedziłem, wraz z przyjacielem, jego grób na cmentarzu Montparnasse w Paryżu. Oczywiście przyniosłem mu papierosy i trochę koniaku. Z ciekawością udałem się na koncert śpiewającej piosenki Gainsbourga Jane Birkin w Helsinkach. To właśnie z Birkin Serge nagrał ten klasyczny i być może najbardziej skandalizujący sex-song w historii, czyli “Je t’aime… moi non plus”. Po ostatnim trzęsieniu ziemi i tsunami w Japonii, Jane Birkin założyła zespół właśnie tam, z muzykami pochodzącymi z tego kraju. Ich aranżacje  bardzo się różniły od oryginałów, były bardziej jazzujące, ale wykonania samej Birkin pełne były oczywistej miłości i oddania dla jej bohatera, Gainsbourga. Jane dzieliła się z nami zabawnymi anegdotami pomiędzy piosenkami. Cała impreza miała dziwny posmak kultury wysokiej i oficjalności, nie wiem, czy spodobałoby się to samemu Gainsbourgowi. Wyszedłem z koncertu z mieszanymi uczuciami. Ale to wciąż był dowód na siłę tych utworów i wciąż żywą spuściznę samego Gainsbourga.

Drive (Director: Nicolas Winding Refn)

W branży filmowej, zwłaszcza w Hollywood, które praktycznie w całości jest zdominowane przez komercyjne interesy, niemożliwym praktycznie jest zrobienie filmu zawierającego jakiś pierwiastek poezji. “Drive” to wyjątek. Ten film jest jak mroczna bajka umiejscowiona w świecie neo-noir, będącym spadkobiercą lat osiemdziesiątych, ze wszystkimi archetypicznymi motywami za tym idącymi: miłość, samotność, bohaterstwo, zemsta i przemoc. Plus fenomenalny soundtrack. Główny bohater, “kierowca” przypomina superbohatera, boga; jest jak Thor jadący swym rydwanem i walczący z Gigantami. Ma bardzo klarowne poczucie sprawiedliwości, jest gwałtowny i nie unika przemocy jeżeli ktoś jest przeciwko niemu (w jednej ze scen dosłownie używając młotka), nawet jeśli jego szanse nie są zbyt wielkie. Kino, jako prawdopodobnie najpotężniejsza forma sztuki, ma zdolność głęboko sugestywnego wpływania na widza. Dla mnie dobry film musi właśnie być sugestywny zarówno wizualnie, jak i słuchowo, i rytmicznie. W obrazach musi tkwić poezja, ale jednocześnie niezbędna jest dobrze opowiedziana historia, głęboko nakreślone postaci, no i oczywiście powinienem poczuć emocjonalne zaangażowanie – w innym przypadku film staje się po prostu nudny, zbyt abstrakcyjny. Dobre kino powinno posiąść umiejętność kreowania własnego świata w którym czujesz się w pewien sposób komfortowo, nawet jeśli ten świat zawiera w sobie aspekty smutne, złe czy przerażające. Najlepsze filmy takie właśnie są – są jak wspomniane światy, do których możesz wracać po kilka razy. Jako ktoś, kto był dzieckiem w latach osiemdziesiątych i którego najwcześniejsze wspomnienia są związane z babcią czytającą baśnie braci Grimm… oglądając “Drive” czułem się jak w domu.
“Drive” dedykowane jest Alejandro Jodorowskiemu, jednemu z największych filmowców (“El Topo”, “Holy Mountain”, “Santa Sangre”) i wizjonerskich artystów naszych czasów. W tej chwili czytam jego książkę “Psychomagic”, a wcześniej czytałem “The Spiritual Journey”, która z całego serca polecam. W “Drive” można tez znaleźć wyraźne odniesienia do kina Kennetha Angera (“Scorpio Rising”), podobnie zresztą było w przypadku poprzedniego dzieła Nicolasa Winding Refna, “Valhalla Rising”. Zafascynowały mnie te odniesienia poczynione przez Refna wobec tak wspaniałych, magicznych reżyserów. Reżyser “Drive” zapytał Jodorowskiego jak w Hollywood zrobić swój własny film. Jodorowski odpowiedział: “Uśmiechaj się tylko i kiwaj głową, kiedy ktoś do ciebie mówi”. Jak wiele to mówi o naturze tego biznesu, gdzie prawdziwi wizjonerzy mają problemy żeby zebrać fundusze na swoje filmy. Aczkolwiek wciąż jest tych kilku twórców we współczesnej kinematografii, którzy obracając się w mainstreamie potrafią robić interesujące, poetyckie dzieła, Wes Anderson (“Darjeeling Limited”), Sofia Coppola (“Lost in Translation” and “Somewhere”), Tarsem Singh (“The Fall”) i właśnie Nicolas Winding Refn. Wymieniam też “Drive” ponieważ jest to świadectwo niezwykłego potencjału Refna. Bardzo jestem ciekaw, co pokaże w przyszłości.

The Fenris Wolf #4 (Book anthology edited by Carl Abrahamsson; Edda / http://www.edda.se )

“The Fenris Wolf” to książkowa antologia dotycząca nowatorskich “okulturalnych” teorii i praktyk z niedogmatycznym, bardzo szerokim zakresem tematycznym w dziedzinie “comparative magico-anthropology” [wolałem zostawić w oryginale, bo nie mam pojęcia jak to zgrabnie przełożyć – przyp. Stark]. To czwarty tom tej obszernej publikacji. Oficjalnie został wyprzedany, ale jestem pewien, że jeśli ktoś jest zainteresowany, znajdzie w necie kopię. Najważniejsze, przynajmniej dla mnie, punkty tej publikacji to: krótki utwór Hermana Hesse “The Execution” po raz pierwszy na angielski przetłumaczony przez Michaela Moynihana. Prezentacja Terence’a McKenny przez Phila Farbera; Kendell Geers “The Penis Might Ier Than Thes Word”; Artykuł Roberta Taylora na temat jego eksperymentów z Dreamachine; notatki Ernsta Jüngera o jego doświadczeniach z Albertem Hoffmanem (od “trudnego dziecka”); wywiad Carla Abrahamssona z Kennethem Angerem oraz całe mnóstwo innych ciekawych artykułów autorstwa współczesnych luminarzy, a całość okraszono przepiękną szatą graficzną autorstwa Fredrika Söderberga. Ja również mam swój wkład w tę antologię, długi tekst zatytułowany “In Search of Magic Mirrors”, który jest dziennikiem moich podróży po Indiach i Nepalu w latach 2005-2010, skupiającym się na doświadczeniach związanych z wgłębianiem się w hinduskie tradycje ezoteryczne, głównie związane z Naga Baba. Nie ograniczałem się do słów, książek, ideologii czy wiedzy jedynie na teoretycznej płaszczyźnie. Zawsze starałem się bezpośrednio doświadczać tego, o czym chciałem zaczerpnąć wiedzy, zawsze starając się dotrzeć do jej źródła. Tak było w przypadku mojego zainteresowania hinduską ezoteryką, co w szczegółach przedstawiłem w tej znakomitej książce.

Summoning the Gods: Essays on Paganism in a God-Forsaken World by Collin Cleary (Counter-Currents Publishing)

Collin Cleary był jednym z pierwszych redaktorów tradycjonalistyczno – radykalnego pisma  “TYR: Mit-Kultura-Tradycja”, do którego wciąż dostarcza materiałów, a ta książka to pierwszy zbiór jego artykułów. Choć zakres poruszanych tematów jest bardzo szeroki (od nordyckiego pogaństwa do siwaizmu, od Alaina de Benoista do Karla-Marii Wiliguta, a nawet do rozpraw na temat klasycznego serialu telewizyjnego Patricka McGoohana “The Prisoner” oraz biografii Alejandro Jodorowskiego), Cleary nie rozprasza się, a pewien wspólny mianownik łączy wszystkie eseje. Główne założenie publikacji przedstawione jest w pierwszym eseju “Knowing the Gods”, w którym autor twierdzi, iż nasi przodkowie mieli zupełnie inny stosunek do świata i rzeczywistości, swego rodzaju “otwartość”, która dawała im świadomość obecności bogów. My, współcześnie, zatraciliśmy tę otwartość, dlatego próby “doświadczenia” bogów, wytłumaczenia ich obecności unieważniają ich, starają sprowadzić ich do poziomu racjonalnego i naukowego. Dla Cleary’ego ta otwartość na bogów była powiązana z otwartością na naturę (aczkolwiek jedno nie było tożsame drugiemu per se) i że utrata tejże jest źródłem problemów współczesnego świata. W kolejnych esejach, zwłaszcza we wnikliwym “Summoning the Gods” dalej rozwija tę teorię i proponuje możliwe antidotum na stan, który wcześniej opisał (o ile takie antidotum w ogóle jest możliwe do uzyskania). Chociaż nie zawsze się zgadzam z jego poglądami i wnioskami, uważam, że teksty te zmuszają do myślenia, są wyzywające i stymulujące. W naszych czasach, w których pogaństwo sprowadzane jest do poziomu powierzchownej bzdury, pozbawionej jakiejkolwiek głębi, albo używane jest jako narzędzie dla jakiejś ideologii, dla zwrócenia na siebie uwagi, książce Cleary’ego udaje się tchnąć życie w to zagadnienie z rzadko spotykanym filozoficznym wyrafinowaniem i intelektualną głębią, unikatowością i być może nawet mistyczną wnikliwością.

Strona oficjalna projektu MAA


Blood Axis: “Ultimacy” (Storm)

With our band MAA we played our first concert in August in Helsinki, as the opening act before Blood Axis. As a longtime supporter of the group, I was honored to host them, have them play in my hometown and open up for them. Ultimacy is a album consisting mostly of remastered tracks released on various now long since sold-out compilations. When I was in my formative years, Blood Axis was an inspiration, as was the uncompromising approach of Michael Moynihan in his various efforts, and I used to order all these somewhat obscure compilations mostly because of the tracks that are now collected and remastered on this release. From when I saw Blood Axis live in Stockholm way back in 1998, I particularly remember the stirring March Of Brian Boru, and I think the version on Ultimacy really captures the raw spirit of that performance. When Blood Axis played in Helsinki last August, they dedicated the song Bearer of 10,000 Eyes / Lord of Ages, that originally appeared on the Mysteria Mithrae compilation, to me and our mutual friend Carl Abrahamsson. Both of the aforementioned songs appear on Ultimacy in remastered, refined versions. Beginning with the stunning cover-track The Ride, the tracks throughout Ultimacy have that alluring, mystic power and sense of the holy that makes Blood Axis uniquely what it is – both live and on record.

Pyhä Kuolema: “Saavun vaikken kulkisi” ( Anima Arctica – www.animaarctica.fi )

Saavun vaikken kulkisi is the solo-album of M.I. Pöyhönen, who is also part of our band MAA. Having it’s roots in a previous project, the duo that was Tuhat Kuolemaa Sekunnissa, Pyhä Kuolema (“Holy Death”) is a “man+guitar” outfit whose style is that of a folkish troubadour, singing spritsongs in an age devoid of soul. Although the approach of the album is extremely stripped-back and bare, featuring simply acoustic guitars and vocals, the outcome is anything but sparse. The overall sound on the album, a warm and lush sonic tapestry with the guiding voice of vocalist Pöyhönen, creates a space of extreme intimacy, which is also what I would describe as the perhaps most marked characteristic of Pyhä Kuolema as a whole. Having been fortunate to witness the project live on several intense, intimate occasions, I can vouch that the intimacy is also captured in recorded form. The songs are clearly very personal, sombre and sacral in tone, although there is a subtle humor present that is perhaps distinctly Finnish. The old adage of “less is more” rings true here, showing that with strong enough songwriting you really don’t need much else. The result of all of this is an album that is very unique, highly emotionally evocative, and totally poetic.

Sabbath Assembly: “Restored to One” (AJNA / Feral House)

Sabbath Assembly performed live in Helsinki during the Spring of 2011. Before that I had heard nothing of their music, but knew they were somehow connected to the Process Church of the Final Judgement, which was a notorious 1960’s cult that was like the shadow-side of the flower-power of that time. The Process apocalyptic theology was a synthesis of Christian and Satanic tenets, as well as gnosticism, scientology, psychotherapy and various other things, headed by a charismatic couple, Mary Ann and Robert DeGrimston. Talking to the drummer of Sabbath Assembly, I learned that the publisher Feral House had discovered sheet music of the original Process Church songs, and that the band had been formed to make adaptions of the originals to coincide with the release of the book “LOVE SEX FEAR DEATH: The Inside Story of The Process Church of the Final Judgment”, edited and partially written by ex-Process member Timothy Wyllie. I found the book highly engrossing, much more so than the actual Process scriptures, dealing as the book was with several former members first-hand accounts of their experiences with the Process, highlighting for good and ill their apocalyptic mindset, theories and practices, group dynamics and everyday life inside the cult. As Sabbath Assembly started playing with the slowly crescendoing “And the Phoenix is Reborn”, I felt electrified. The band consisted of a virtuoso guitarist, bassist, drummer, and the female vocalist Jex Thoth, whose trancelike delivery was fragile and yet very strong. Fusing 60’s/70’s psychedelic rock with religious, apocalyptic hymns to Jehovah, Lucifer, Satan and Christ, it was very strange, impressive and powerful, somehow subtle and yet paradoxically direct and sincere at the same time – very much like music from another time. At one point during the set, they broke into singing a hymn a cappella, without even microphones. I felt Sabbath Assembly conveyed, on their album Restored to One and especially live, a sense of “finality” in their music that has always intrigued and inspired me but that I find very hard to describe in greater detail, although almost all of my favorite music has this quality.

Jane Birkin sings Serge Gainsbourg: live in Helsinki

For me good music is like a religious experience, so I am more or less constantly on the lookout for interesting new things from any genre. Perhaps I am looking in the wrong places, or perhaps it is me being a curmudgeon, but I rarely find anything besides passing curiosities in current trends, whether in the mainstream or in subcultures. As a consequence, I am used to delving into the past which is like a treasure trove, and enjoy finding classics as well as undiscovered gems from forgotten artists, from ages when music was perhaps less dictated by commercial interests, and when tastes and standards were less crass and cynical. And then there are of course my perennial favorites, one of whom is Serge Gansbourg. Gainsbourg was a genius songwriter and arranger, and his spoken delivery is total poetry, as evidenced by such albums as Histoire de Melody Nelson and L’Homme à tête de chou. Some years ago, with a good friend, I visited his grave at Montparnasse Cemetery in Paris, and of course offered him a cigarette and some Cognac. And so it was with curiosity that I went to see Jane Birkin sing the songs of Gainsbourg in Helsinki. It was with Birkin that Serge released the classic and perhaps most scandalous sex-song ever, Je t’aime… moi non plus. Birkin had recently formed a new band in the wake of the earthquake and tsunami in Japan, consisting entirely of professional musicians from that country. The versions they played were very different from the originals with a more jazzy edge, but Birkin performed them with obvious personal love and devotion for her hero Gainsbourg, and gave entertaining anecdotes between songs. The event itself had that strange aura of high culture and officialdom that I am unsure if Gainsbourg himself would have liked, and I myself came away from the concert with mixed feelings at best. But it was still a testament to the power of these songs, and to the living legacy of Gainsbourg himself.

Drive (Director: Nicolas Winding Refn)

In the international film industry, and especially in Hollywood, that is almost completely dominated by singularly commercial interests, it is almost impossible to make a film with any poetry. To this, Drive is an exception. The film is like a dark fairy-tale set in a neo-noir world reminiscent of the 1980’s, with all the archetypal motifs and characters that go with it, including love, loneliness, heroism, retribution and violence, as well as a brilliant soundtrack. The main character, “the driver”, is like a superhero or a god; he is like the Thor riding his chariot and battling the Giants- having a very clear-cut sense of justice, he delivers unleashing of swift and often brutal violence on those who would wrong him (in one scene literally using a hammer), even when the odds are against him. Cinema, as possibly the most powerful artform, has the capacity of profound evocative effect on the viewer. For me, a good film has to be visually, aurally and rhythmically evocative, it has to be poetry in pictures; but at the same time there has to be an aspect of real storytelling in there, including characters with depth, and it has to be emotionally engaging – otherwise it becomes tedious and too abstract. A film has to be able to create a total world of its own that you are somehow comfortable in, even if that world contains frightening, sad, or terrible things. The best films are like this- they are like worlds that you can visit, and revisit. As someone who was a child in the 80’s, and whose earliest memories include being read the Grimm Brothers fairytales by my grandmother, I was at home in the world of Drive. Drive is also dedicated to Alejandro Jodorowsky, one of the great living filmmakers (El Topo, Holy Mountain, Santa Sangre) and visionary artists of our time. I am currently reading his book Psychomagic and have also read The Spiritual Journey of Alejandro Jodorowsky that I heartily recommend. In Drive, there are also very clear references to Kenneth Anger films (e.g. Scorpio Rising), as there were in the previous film of the director Nicolas Winding Refn, Valhalla Rising. I was fascinated by these connections the director made to these rather distinct, magical filmmakers. The director of Drive had asked Jodorowsky how to make a Hollywood film his own, to which Jodorowsky had replied, “just smile and nodd whenever someone talks to you”. How telling it is of the nature of the business that some of the true visionaries of the medium are having problems getting funding for their films. There are, however, a few contemporary directors who are making poetic and interesting films in the mainstream film industry, and for me these are Wes Anderson (Darjeeling Limited), Sofia Coppola (Lost in Translation and Somewhere), Tarsem Singh (The Fall) and Nicolas Winding Refn. Drive is also listed here because of what I think Refn is capable of, his potential, and I am looking forward to his future films.

The Fenris Wolf #4 (Book anthology edited by Carl Abrahamsson; Edda / http://www.edda.se )

The Fenris Wolf is a book-anthology of cutting edge occultural theory and practice, with a non-dogmatic range of subjects and dealing with a wide variety of topics within the field of comparative magico-anthropology. This is the fourth published volume of the massive journal, and is officially sold out, but I am sure copies can still be found online for those interested in obtaining a copy. Some of the highlights in the book for me include: a short piece by Hermann Hesse, titled “The Execution”, seen here in English language for the first time in a translation by Michael Moynihan; Phil Farber’s features on Terence McKenna; Kendell Geers “The Penis Might Ier Than Thes Word”; Robert Taylor’s article on his experiments with the Dreamachine; Ernst Jünger’s notes about his experience with Albert Hofmann of Hofmann’s “problem child”; Carl Abrahamsson’s conversation with filmmaker Kenneth Anger; as well as many other interesting articles by contemporary luminaries from various fields, and truly beautiful artwork by Fredrik Söderberg. I also have a long article in this book, titled “In Search of Magic Mirrors”, which is a travelogue of my journeys in India and Nepal between the years 2005-2010, focusing on my experiences with delving into the Indian esoteric tradition, particularly that of the Naga Baba’s. Not content with mere words, books, theories, ideologies or knowledge on a merely abstract level, I have always sought direct experience of the thing that I desired knowledge of and hence have sought to go to the source of things. Such was the case with my interest in the Indian esoteric world, as detailed in my article in this excellent book.

Summoning the Gods: Essays on Paganism in a God-Forsaken World by Collin Cleary (Counter-Currents Publishing)

Collin Cleary was one of the original editors of the radical traditionalist journal TYR: Myth—Culture—Tradition, to which he is still a contributor, and this book is the first collection of his writings. Although the nine essays featured in the book range in subject matter from Nordic paganism to Shaivism, from Alain de Benoist to Karl-Maria Wiligut, and even to popular culture with a treatise on Patrick McGoohan’s classic television series The Prisoner, and on the autobiography of Alejandro Jodorowsky mentioned earlier, Cleary does not loose focus and there is a common thread running through the essays. The premise of the book is outlined in the first essay “Knowning the Gods”, which argues that our ancestors had a very different relation to the world and reality, an “openness” that made them aware of the gods, but that we in the modern world have lost this openness, and that attempts to “explain” the gods, or the experience of them, invalidates them and is indicative of a mindset springing from rationalism and scientism. To Cleary, this openness was tied in with an openness to the natural world (although not being the same thing per se), and that the loss thereof is at the root of most of our problems today. In subsequent essays, and especially in the in-depth “Summoning the Gods”, he elaborates further on this theory, and on what he proposes might be an antidote to the condition he describes, if there can be such a thing as an antidote at all. Although not necessarily in agreement with his views and conclusions, I did find these essays very thought-provoking, challenging and stimulating. In our age, where paganism or heathenism is often dumbed down to a level crass superficiality or abstraction lacking any inner form, or is put in the service of some ideology or arbitrary, attention-seeking identity, Cleary’s book manages to breathe life into its subject matter mostly with a rare degree of philosophical sophistication and intellectual depth, originality, and perhaps even mystic insight.

MAA official website

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s