NEGRU VODA – Våld De Luxe

NEGRU VODA – Våld De Luxe
3 x CD 2011
Malignant Records [TUMORCD42]

Oto prezent totalny dla fanów NEGRU VODA. Fani i fanki Petera Nystroma winni zacierać ręce i czym prędzej rozglądać się za tym, co tu dużo mówić, spektakularnym wydawnictwem będącym swego rodzaju podsumowaniem historii projektu. Dość powiedzieć, że składają się na nie aż trzy płyty CD wypełnione muzyką prawie po brzegi.

Płyta pierwsza, nazywająca się tak, jak całe wydawnictwo, czyli “Vald De Luxe” to parę nowych numerów i parę remiksów. Wyróżnia się tu zwłaszcza otwierający płytę, prawdziwy kolos o tytule… “Vald De Luxe”. Dwadzieścia pięć minut szwedzkiej do bólu industrii o niesamowitej, naprawdę przytłaczającej atmosferze. Dynamiczna rytmika, chrzęszcząca maszyneria, sample ludzkich głosów zmiksowano tu w prawdziwą apokalipsę. później też jest nieźle: mocny bit i cierpiące niewiasty w zremiksowanym przez P.A.L “The Fourth Coffin”, napędzany masakrowaną przez fabryczny zgrzyt linią basu “Infected By Remix”, czy też uciekający w bardziej ambientalne, choć nie mniej obskurne rejony, nagrany przy pomocy Mathiasa Josefsona z Moljebka Pvlse “Kompressor” to tylko część “atrakcji” na jakie składa się “Vald De Luxe”. Mało? No to czas wyjąć z tradycyjnie efektownie zaprojektowanego digipacku krążek numer dwa, na który składa się zremasterowany materiał “Dark Territory” pierwotnie wydany kilkanaście lat temu przez Old Europa Cafe oraz trzy bonusowe kawałki wcześniej nigdzie niepublikowane. To bardziej prymitywne, wulgarne i nieokiełznane oblicze NEGRU VODA, gdzie chaos i furia “Radiotronik” koresponduje z metodycznym mordowaniem mas w “Silent Force Entry”. Cała płyta utrzymana jest pod znakiem surowego i bezlitosnego noise’u, nie mającego jednakowoż na celu torturowania uszu nieprzyjemnymi efektami sonicznymi, a parcie do przodu całą siłą dźwiękowego monolitu. Pierwszym fragmentem wytchnienia (nie licząc utworu otwierającego, przewrotnie zatytułowanego “Not Much Happens At The End Of The Record”), jest początek “A Nice Pile Of Bodies”, w którym na ponuro pełznącym, ledwie utrzymywanym w ryzach tle przemawia sobie niejaki Samuel Herd, ponoć jakaś istotna persona w środowisku Świadków Jehowy (to sampel ma się rozumieć, raczej wątpliwe żeby pan Samuel ze “Strażnicą” w garści chciał odwiedzić Petera Nystroma w studio). Ale to tylko chwila, później znowu rządzi hałas. Opus magnum tego segmentu “Vald De Luxe” to fenomenalny piętnastominutowy kolos “Analog Highland Inferno” (The Komplete), w którym pogłos brzmienia nadaje muzyce nieco przestrzeni – w tym środowisku monotonnie wybijany rytm, szalejące masy gorącego powietrza, powykręcane ludzkie głosy tym bardziej powodują, że staje mi każdy włos na głowie. A narastający od ósmej minuty muzyczny obłęd wzbudza we mnie konkluzję, że gdyby tylko więcej projektów właśnie tak brzmiało, stałbym się zagorzałym miłośnikiem gatunku. A może brzmi, tylko ja mam pecha, że akurat na takich dewiantów nie trafiam? No nic, zajmijmy się trzecią płytą, “Whispers From The Silent Shaft”, gdzie, przynajmniej w kwestii zróżnicowania klimatów, dzieje się relatywnie najwięcej. Pierwsze dwa utwory pochodzą ze splitu z Des Esseintes, zresztą Magnus Sundstrom wspomaga tu Nystroma w pławieniu się w ciemnej, nie tak hałaśliwej jak wcześniej, ale za to cholernie niepokojącej materii. Może podobać się zwłaszcza “The Drill”, gdzie być może nawet między wierszami można dostrzec echa The Protagonist, aczkolwiek oczywiście w surowszej, bardziej industrialnej formie. Dalej mamy odrobinę dark ambientu, czy death ambientu, jak zwał, tak zwał, rytmicznego industrialu i surrealistycznego eksperymentu przeprowadzanego za pomocą połamanej a następnie ponownie sklejonej siedmiocalówki Kraftwerka. A swego rodzaju grand finale “Vald De Luxe” są dwie kolejne cegły, trzynastominutowy, napędzany dynamicznym bitem industrial zatytułowany “The Smell Of Islay” i osiemnastominutowe “Turku” – kolaż mechanicznego szumu i radiowo – telewizyjnych sampli stopniowo wchłanianych przez ścianę dźwięku.

Robi wrażenie. Zarówno formalnie, jak i treściowo. To trzy godziny szwedzkiego noise/industrialu na najwyższym poziomie. Po jednej takiej sesji zostajecie jeszcze godzinę wgnieceni bez życia w podłogę. To mogę zagwarantować i tym jakże pozytywnym akcentem zakończyć tę recenzję.

Malignant Records

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s