BEN FROST- The Invisibles

autor recenzji: nichtig

BEN FROST- The Invisibles
2010
Amnesty International

Nowe dzieło Bena Frosta przypomina nieco muzykę filmową tworzoną przez Warrena Ellisa wespół z Nickiem Cave’m (OST z The Proposition, The Assasination of Jesse James etc.), które to porównanie wskazuje już na dosyć znaczącą zmianę środków muzycznych, ale i emanującej z muzyki atmosfery. The Invisibles nie ma zęba. Środki ze sprzedaży tego materiału idą na poczet Amnesty International. Czy ma to coś wspólnego z poprzednią konstatacją? Proszę mnie oświecić, bo doprawdy nie mogę tu czegoś zrozumieć.

Smęty na bok – płyta jest spokojniejsza od poprzednich dokonań Frosta i po prostu niezła. To raczej soundtrack niż drone czy ambient. Zamiast eksperymentalnej elektroniki otrzymujemy eksperyment podpadający chyba lekko pod neoklasykę (fortepian? pianino? do diabła, mógłbym raz na dobre nauczyć się rozróżniania tych instrumentów) plus instrumenty smyczkowe (no i oczywiście znacznie, znacznie więcej, jakieś struny, zgrzyty, organy i stuknięcia też się pojawiają, ale doprawdy nie zależy mi tu na rzeczowej relacji instrumentalno-strukturalnej); w skrócie – refleksyjność i spokój. Nie brak zatem nastrojowości, ale brak (fenomenologicnzej czy egzystencjalnej) intensywności znanej ze “Steel Wound”, czy “Theory of Machines”. Brak stąpnięcia, po którym możliwe staje się wzbicie ku chmurom; możemy za to sobie w myślach pooglądać podwodne stworzonka jak na zakichanym Discovery Channel. Łatwiejsza przyswajalność nie przekłada się bynajmniej na zbliżenie do frostowego School of Emotional Engineering, gdzie tytuły takie jak “She Dreams in Car Crashes” nie brzmiały pusto, podobnie jak “You, me and the end of everything” na “Steel Wound” czy “Forgetting you is like breathing water” z “Theory of Machines”. Ben Frost nie przestał być muzykiem wysokiej, czy może i najwyższej klasy, ale z uwagi na moje zamiłowanie do wspomnianych utworów “The Invisibles” stanowi dla mnie przykre rozczarowanie. “Lajcikowe” Svarte Greiner (epitet przyszedł mi do głowy z uwagi na “alternatywne” wykorzystanie smyczka) zamiast muzyki, przy której chłodny emocjonalnie introwertyk mógłby zbliżyć się do – chociażby i chłodnej – wyrazistości uczucia; o braku dronowatej czy nawet odrobinkę bm’owej ostrości nie wspominając. Sądząc po “The Invisibles” Ben Frost nie przestał kochać Michaela Giry, ale zestarzał się szybciej od niego (bo na nowej płycie Swans nie brakuje ognia).

Rzekomo smęty miały zostać odrzucone na bok. Ups, chyba zamiar się nie powiódł i to dosyć groteskowo. No ale, jak przegrywać, to koncertowo. Na koniec pozostaje chyba tylko zatem w miarę wstydliwie i niezauważenie wymknąć się ze stwierdzeniem, że “The Invisibles” to niezły materiał.

One response to “BEN FROST- The Invisibles

  1. hoho, sam krukomor objawił się nam! sieg! a że nazwisko ben frost nic a nic mi nie mówi, to obacze na youtube czy gdzie tam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s