CONTROL – Deadly Sins

CONTROL – Deadly Sins
CD 2010
Malignant Records [TumorCD48]

Koncept Siedmiu Grzechów Głównych nie jest w popkulturze (czy to tej mainstreamowej, czy bardziej niszowej) rzeczą specjalnie oryginalną. Niezrażony tym jednak Thomas Garrison i jego CONTROL prezentuje swoją własną, “powerelektroniczną” wizję tychże. Materiał “Deadly Sins” pierwotnie ukazał się jako CDr nagrany z okazji występu CONTROL na festiwalu Elektroanschlag 11 w 2010 roku. Kilka miesięcy później wyszła reedycja, tym razem na zwykłym CD nakładem Malignant Records.

Jak wspomniałem mamy tu do czynienia z power electronics, niekoniecznie w swojej najbrutalniejszej odmianie, aczkolwiek trudno tu oczywiście mówić o łagodnych kołysankach. Chodzi o to, że Garrison stara się odnaleźć złoty środek między elektroniczną agresją, a prawdziwie ponurą, złowrogą atmosferą, kreowana jednak przez powolne odurzanie słuchacza smolistymi oparami a nie przelewanie hektolitrów krwi i płynów ustrojowych. Bądźmy jednak szczerzy, ciągnie kolegę Thomasa w głośniejsze i bardziej dosłowne rejony muzyczne przez co dominuje tu mimo wszystko chrzęszcząca ściana dźwięku, przesterowany wokal wykrzykujący jakieś bezeceństwa, różnego rodzaju piski i skowyty. Przyznać muszę, że płyta świetnie brzmi, pomimo tej nawałnicy nie zawsze przyjemnych dla ucha dźwięków, wszystko jest tu słyszalne i klarowne. Natomiast zdając sobie oczywiście sprawę ze wszystkich niewątpliwych zalet tego wydawnictwa, nie kogę powiedzieć aby zrobiło na mnie jakieś wyjątkowe wrażenie. Owszem, jest nieźle, jest horror, jest zjadliwy komentarz do dzisiejszej rzeczywistości, jest… po prostu poprawnie, podręcznikowo. Abym w pełni mógł się zachwycić “Deadly Sins”, musiałby on zawierać jakiś moment, że tak powiem, totalny, taki w którym zapominam, że ta wylewająca się z głośników magma to dzieło człowieka z krwi i kości. No dobrze, piąty “Lust” rozwija się w tym kierunku i jak dla mnie to najlepszy fragment płyty. No i życzyłbym sobie trochę więcej oryginalności, jakiś indywidualny sznyt. Wiem, że w tym gatunku ciężko o to, ale takie STROM.Ec pokazało, że można.

Osoby lubujące się w power electronics już dawno ten album w swej kolekcji posiadają, więc zachęcać nawet nie będę. A inni też mogą z ciekawości rzucić uchem, bo to bardzo rzetelna pozycja. Tylko i aż tyle.

Malignant Records

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s