HOROLOGIUM – Tellurian Anthems

HOROLOGIUM – Tellurian Anthems
LP 2011
La Esencia Records [LER004/2010]

Ciekawy projekt, to nasze HOROLOGIUM. Wydaje dość sporo, w różnych labelach, w różnych formatach… Najważniejsze jednak, że sama muzyka jest mocno zróżnicowana: na jednym wydawnictwie dominuje martial, na kolejnym ambient, neoklasyka, albo w ogóle te wszystkie składniki miksują się w jednym tyglu . Zawsze jednak słychać pewien wspólny mianownik w dźwiękach generowanych przez Grzegorza, niezależnie od tego jakie atmosfery panują na danej płycie.

Nie powiem jednak, żeby wszystkie materiały HOROLOGIUM robiły na mnie szczególne wrażenie. Bardzo lubię kolaborację z Meitzerem, “Earthbound” również było co najmniej przyzwoite, jeśli nie więcej, natomiast inne wydawnictwa tak średnio wstrzeliwały się w moje oczekiwania względem muzyki. Przyznać jednak muszę, że “Tellurian Anthems” znalazłby się po  stronie plusów w moim osobistym “horologiumowym” zestawieniu, gdybym kiedyś miał zamiar takie przeprowadzić. Jest to w pewnym sensie dalsze podążanie ścieżką wytyczoną przez “Earthbound”, co oznacza marszowe rytmy, neoklasyczne orkiestracje, bogate wykorzystanie różnego rodzaju sampli. Dla mnie jednak “Tellurian Anthems” szczególnie wyróżniają dwa czynniki. Po pierwsze, niezwykły gniew bijący z tej muzyki. Pewnie, że można tu odnaleźć sporą dawkę mroku, jeszcze większą patosu (tego dobrze pojmowanego), ale dominantą na “Tellurian Anthems” jest ledwie kontrolowana agresja, dzikość, która jeżeli nie zostanie w porę ujarzmiona… nie pozostanie co zbierać. Natomiast tym drugim elementem, dzięki któremu Hymny zapamiętam trochę dłużej niż inne marszowo-wojenne albumy, to zdecydowanie rozpoznawalny europejski ich charakter, który nie tkwi tylko w słowach, w koncepcie. W samej muzyce, między dźwiękami daje się wyczuć ducha Starego Kontynentu, świadomość swego pochodzenia. Nawet ten jazzujący saksofon w “My Thunder Marks” wcale nie brzmi po amerykańsku. Jedynie zamykający płytę “To Rekindle The Sunlight”  przynajmniej częściowo odbiega od tego, co pisałem wcześniej. Ma bardziej rytualny charakter, jednocześnie wpuszczając nieco jaśniejszych barw do tej muzyki, jakkolwiek jakiś podskórny niepokój wciąż jest tam odczuwalny. Oczyma wyobraźni widzę zapomniane plemię wzywające Boga Słońca.

Ostatnim takim albumem, który zrobił na mnie podobne wrażenie w kwestii umiejętnego wykorzystania patosu, operowania muzyczną epickością bez popadania w banał czy pretensjonalność oraz wzajemnego przenikania się muzyki i historii było “Seven Pillars Of Wisdom” :Golgathy:, ich najlepsza płyta. Dlatego też nie pozostaje mi nic innego jak polecić “Tellurian Anthems” miłośnikom tego rodzaju dźwięków, o ile oczywiście posiadają gramofon, bo płyta została wydana wyłącznie na winylu przez hiszpańską La Esencia Records.

La Esencia Records

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s