NETHERWORLD – Over The Summit

NETHERWORLD – Over The Summit
CD 2011
Glacial Movements [GM009]

Przyznam szczerze, że mam teraz fantastyczna passę jeśli chodzi o zapoznawanie się z nowymi, świetnymi płytami. Zeszły rok dla mnie osobiście okazał się dość słaby – całe szczęście, że nie musiałem robić żadnych podsumowań, rankingów itp., bo zwyczajnie nie dałbym rady i mózg wyparowałby mi uszami. Może z pięć – siedem bardzo dobrych albumów zdołałbym wymienić, ale poza tym… miernota panie. Tymczasem Rok Pański 2011 to jak na razie zupełne przeciwieństwo poprzedniego. A najlepsze, że często miłe niespodzianki sprawiają artyści, po których bym raczej się tego nie spodziewał.

NETHERWORLD. Owszem, jego split z Nadją pokroił mnie na drobne plasterki. Ale już samodzielne dokonania tego projektu (przyznaję, że znam tylko “Morketid” plus kilka pojedynczych utworów) były ok, ale żebym jakoś przy tym szczytował, to nie… Ot, poprawna, rzetelna robota. I w sumie bez specjalnego przekonania wrzucałem “Over the Summit” do odtwarzacza.

Walę prosto z mostu: lodowa odmiana ambientu doczekała się kolejnego klasyka – “Over the Summit” to płyta pozbawiona ludzkiego ciepła, a jednak na pewien sposób marzycielska. Lodowata, ale zwiewna niczym delikatna mgła. Otwierający album utwór tytułowy to błyszczące echa polarnego wiatru tańczące blisko horyzontu. Otwarcie to nie zwiastowało jednakowoż tego, co miało nastąpić później. A później wybrzmiewa “Aurora Performs Its Last Show”, prosty, powtarzający się motyw, pomału, z każdą kolejna pętlą wydaje się pokrywać coraz większą przestrzeń, nad którą unosi się jakaś stara transmisja radiowa. “Ostatnia zorza polarna” doczekała się pięknego pożegnania. Ale tak naprawdę to kolejny utwór robi na mnie najpotężniejsze wrażenie: “Iceblink – Aurora Borealis Mix”. Znowu melancholijny, ujmujący motyw powtarzany wciąż i wciąż przez prawie piętnaście minut, a wokół niego arktyczny wicher wciskający się w każdą szczelinę, przesuwające się masy lodowe, oddech i śpiew nieskażonej Natury i wręcz namacalne wrażenie znalezienia się na jakiejś bezkresnej lodowej równinie. Biosphere, Koner , pewnie, że czuć tu ich wpływy, ale co z tego? Alessandro Tedeschi w sposób niezwykle umiejętny wykorzystuje wiedzę, jaką nabył słuchając klasyków starszych kolegów poziomem zbliżając się do nich bardzo blisko. Cudowne kilkanaście minut. Po trzecim utworze atmosfera się nieco uspokaja – “Crystallized Worlds”, to jak mi się zdaje, pocięte i przemielone sample jakiejś muzyki klasycznej, wokół których po raz kolejny suną echa głosów wypowiedzianych dziesiątki lat temu. “Thoughts Trapped In Ice” to lodowaty, ale jednak w pewien sposób kojący arktyczny oddech uświadamiający, że jest już tak zimno, że nawet się tego nie czuje – piękne, zwiewne harmonie i znowu – wiem powtarzam się – ta niesamowita przestrzeń. Dzieło wieńczy “Iperborea”, chyba najmroczniejszy fragment płyty, w którym tytularnie chodzi może o jakąś zapomnianą krainę lub cywilizację, słychać jednak jedynie izolacjonistyczne szumy a jakiekolwiek wspomnienie o człowieku jeżeli jest, to zakute gdzieś głęboko w lodzie.

Wspaniała płyta. Jeden z naprawdę garstki albumów, które angażują mnie w taki sposób, że niemalże fizycznie zaczynam odczuwać wpływ i obecność muzyki – “Over the Summit”, dźwięki Północnych Świateł: już nawet nie czuję tego zimna, nie dostrzegam sopli zwisających mi z ust, nosa i brody. Patrzę tylko w idealnie błękitne niebo, dostrzegam migające drobne kryształki, ogarnia mnie błogość, zapadam w spokojny sen.

Glacial Movements

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s